Czy Taylor Swift jest już skończona? Na pewno durna. A Kim Kardashian świętuje…

3

Nie ma chyba nic zabawniejszego niż konflikty celebrytek, które obrzucają się błotem na łamach gazet, w social mediach lub, jak w przypadku gwiazd muzyki, za pośrednictwem swoich piosenek czy teledysków. Ich pyskówki w jednej chwili przenoszą nas do beztroskich czasów liceum, gdzie podstawową zasadą udanego życia towarzyskiego była umiejętność niezadzierania z nieodpowiednimi osobami. Tę umiejętność jeszcze do niedawna posiadała Taylor Swift.

Ogólnie rzecz biorąc, nienawidzę dram. Jako człowiek, humanista oraz dziennikarz kompletnie nie pochwalam publicznego prania brudów, prześcigania się w wyzwiskach. Nie znajduję przyjemności w obserwowaniu dorosłych ludzi, którzy z dziką przyjemnością robią dramat z błahostek. Ale gdy już taka drama ma miejsce…

giphy

W nocy z niedzieli na poniedziałek obywatele tzw. pierwszego świata musieli zmierzyć się z kolejnym skandalem w amerykańskim show-biznesie. Najsłynniejsza celebrytka wszechświata, Kim Kardashian, postanowiła bowiem zdemaskować najpopularniejszą obecnie piosenkarkę młodego pokolenia, Taylor Swift. Zdemaskować czyli pokazać, że słodka owieczka Taylor jest bezczelną kłamczuchą, która nie cofnie się przed niczym, aby jej wizerunek pozostał niepokalanie perfekcyjny. Geneza konfliktu, na szybciora, wygląda tak: w lutym Kanye West opublikował album „The Life of Pablo”, a utworem, który zawładnął internetami okazał się kawałek „Famous”, gdzie mąż Kardashianki rapuje „I feel like me and Taylor might still have sex/Why? I made that bitch famous”. Wszyscy zgodnie uznali, że to odważne słowa nawet jak na freaka pokroju Kanye. Raper uspokoił jednak fanów i dał jasno do zrozumienia, że panna Taylor Swift wiedziała wcześniej o istnieniu piosenki i zaaprobowała jej treść. Niestety, gwiazdka była innego zdania i kilkadziesiąt godzin później wygłosiła na rozdaniu nagród Grammy płomienną przemowę wymierzoną w Westa. Społecznościówki oszalały i wydawało się, że Kanye znów odleciał zbyt daleko, aby ktokolwiek z obywateli planety Ziemia mógł nawiązać z nim kontakt. Na to przyzwolenia nie mogła dać Kim Kardashian, która kilka miesięcy później, ogłosiła na łamach magazynu GQ, że posiada nagranie wideo potwierdzające wersję jej męża. I właśnie to nagranie wielkopupna celebrytka opublikowała na swoim Snapchacie w minioną niedzielę.

Wideo pokazuje rozmowę telefoniczną Westa i Swift, do której PR-owcy wokalistki początkowo się nie przyznawali. Potem próbowali kręcić, że w trakcie pogawędki Taylor pouczała Kanye o mizoginistycznym wydźwięku piosenki i absolutnie nie dała zgody na jej wydanie. Na filmikach wrzuconych do sieci przez Kim scenariusz wygląda jednak zgoła odmiennie – Kanye dzwoni do Swift jak do przyjaciółki, przedstawia jej zarys utworu, a ona, świergocząc niczym gimnazjalistka, jest zachwycona – nie tylko samą piosenką, ale i faktem, że kolega w ogóle informuje ją o całej sytuacji. Wszak to sytuacja bez precedensu – nie ma chyba rapera, który dzwoniłby do bohaterki swojego kawałka, żeby zapytać ją, czy daje zielone światło, aby o niej zaśpiewać. Kanye chciał być fair i dostał po dupie. Pełny transkrypt rozmowy w naszym pięknym języku polskim możecie przeczytać tutaj.

Zmęczyłem się trochę genezą tej strasznie poważnej sprawy, więc znów szybko: dlaczego ta sprawa tak mocno rozbawiła i rozemocjonowała internautów? Ano dlatego, że w kuluarach już od dawna mówiło się o tym, że Taylor Swift to niezła manipulantka, ale jej perfekcyjny zespół nigdy nie pozwolił na to, żeby te oskarżenia wyszły poza sferę domysłów i teorii spiskowych. Taylor nie przypuszczała chyba, że w tej medialnej grze może trafić na kogoś, kto nie będzie bał się jej postawić. Bohaterką okazała się Kim Kardashian czyli kobieta głodna sławy, nie posiadająca wprawdzie żadnego realnego talentu, ale doskonale czująca mechanizmy rządzące show-biznesem. Pamiętajcie, że mówimy o lasce, która dla rozgłosu przyjęła z namaszczeniem czarnego kutasa we wszystkich możliwych konfiguracjach, uwieczniając to na wideo, które jej dzieci już do końca życia będą widzieć na każdym kroku. Ośmieszenie i zdemaskowanie jakiejś gwiazdki pop to przy tym pestka (nie Radek – przyp. red.) – powie każdy, kto ma podobne doświadczenia seksualne na koncie. Zapalczywość w obronie honoru męża godna podziwu, a że przy tym Kim po raz kolejny zdobyła szturmem internet? No cóż, zdarza się. Hasztag #KimExposedTaylorParty to jakieś 1,5 miliona postów na Twitterze, a odsłony z artykułem na ten temat można śmiało liczyć w miliardach. Tak się dba o to, aby twoje nazwisko nie schodziło z czołówek.

150819-taylor-swift-hot-sass-snotty-g-Ngy8

Dla Taylor to kolejny cios w ostatnim czasie, bo jej występków nie wytrzymał nawet były chłopak. Team Swift wypuścił niedawno do mediów informację o tym, że wokalistka jest autorką tekstu do przeboju Calvina „This Is What You Came For”. Cel był prosty – zawłaszczenie sukcesu kochanka i przypisanie go sobie. Popularny producent nie wytrzymał i oskarżył Taylor i jej ekipę o celowe niszczenie jego wizerunku. A przecież lista osób, które aniołek zdążył obsmarować jest długa i są na niej jej wszyscy ex – od Joe Jonasa, przez Harry’ego Stylesa na Johnie Mayerze kończąc. Swift każdemu z nich poświęciła przynajmniej jedną piosenkę, w której szczegółowo opisywała schyłek ich relacji, plasując oczywiście winę po stronie drugiej połówki. Nawet show-biznes ma jakiś kodeks honorowy, więc do tej pory dżentelmeni zgodnie milczeli, nie chcąc narażać się byłej pannie. Ktoś w końcu jednak musiał pęknąć, a Taylor w przekonaniu o swojej nieomylności, nie sądziła, że na jej drodze pojawi się ktoś jeszcze bardziej bezwzględny niż ona. Oj durna, durna…

Cała sytuacja z państwem West i Taylor to w szerszym ujęciu świata i jego problemów, kolejna błahostka. Dla miłośników show-biznesu i adeptów PR-u to jednak wspaniała sytuacja poglądowa, bo po raz kolejny okazało się, że przekonanie o tym, iż można kontrolować wszystko i wszystkich, jest po prostu mylne. Nie każdą niewygodną informację da się zabić w zarodku, nie zawsze można uciszyć krzykaczy, którzy popsują nieskazitelny wizerunek. I w końcu najważniejsze – kreowanie tak kosmicznie odległego od rzeczywistości obrazu danej osoby w mediach to stąpanie po cienkim lodzie i tykająca bomba. Dla nas, zwykłych szaraczków, to może wydawać się totalną abstrakcją, ale w opisywanym przypadku mówimy o ludziach, których fortuny liczy się w setkach milionów dolarów. Każdy taki skandal to spore ryzyko utraty wielkich pieniędzy, więc chyba nie powinno nikogo dziwić, dlaczego gwiazdy tak zaciekle kłócą się o pierdoły. Swift przez lata pielęgnowała wizerunek dobrej dziewczyny z sąsiedztwa, a teraz nie wygląda to najlepiej.

Czy to koniec kariery Taylor Swift? Oczywiście, że nie. Za to na pewno będzie teraz ciekawiej. I kto by pomyślał, że to wszystko dzięki Kim Kardashian… Okazuje się, że ona rzeczywiście ma talent. Talent do wprawiania show-biznesu w ruch. A my, tabloidowe szuje, możemy tylko pomarzyć o takich wojenkach na rodzimym podwórku, wspominając jedynie z tęsknotą czasy, w których Doda rozjeżdżała jak walec Steczkowską, a Górniak wznosiła się na wyżyny kreatywności w oczernianiu swoich byłych partnerów…

3 KOMENTARZE

  1. Nie przepadam za Kim i Taylor, powiem na wstępie i cieszę sie, ze taka jadka pomiędzy nimi zaszła ☺️ Dobrze, ze kardashianka udupila słodziutka jak oponka z lukrem Taylor 👏🏻👏🏻 congrats

  2. Boże, jak ja nie cierpię tej Swift. Wręcz nienawidzę. Jak tylko ją widzę, mam ochotę wsadzić sobie mikser w oczy. Zawsze to ona jest poszkodowana – i bardzo dobrze, że dostała po dupie. Wybija się na aferach i piosenkach o swoich byłych. Aż szkoda, że żaden nie założył jej sprawy o zniesławienie, bo laska przegina. Myśli, że wszystko jej wolno i może wszystkimi pomiatać? Za parę lat się skończy i w końcu ludzie będą mogli odpocząć od tekstów „TAYLOR SWIFT NAPISAŁA PIOSENKĘ O SWOIM BYŁYM”. Stop making stupis people famous. Famous.

    Artykuł napisany genialnie, propsy dla autora

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here