„Show-biznes nie jest dla mnie. Mam na siebie inny plan” – wywiad z Adamem Bogutą z „Top Model”

4

 

Programy rozrywkowe to kuźnia chwilowych celebrytów. Produkcje w stylu „Top Model” dają ich uczestnikom iluzję, że cały świat staje właśnie przed nimi otworem, a ekspresowa popularność często przestawia u nich półki z priorytetami. Takich historii znamy już dużo i lepiej spuścić na nie zasłonę milczenia. Nikt nie uprzedza młodych ludzi, że gdy zgasną już kamery, będą musieli i tak szukać własnej drogi. O tym właśnie chciałem porozmawiać z Adamem Bogutą, który zaistniał w „Top Model” przed paroma laty, gdzie mocno kibicował mu m.in. Marcin Tyszka, który ochrzcił go na wizji jako swojego młodszego sobowtóra. Adama znam już trochę czasu i wiem, że chłopak nie owija w bawełnę. Zapraszam do lektury naszej rozmowy, a rezydentów wspaniałej Warszawy do uczestnictwa w jego imprezach – byłem, widziałem i daję swój stempel jako nieoficjalny król melanżu.

Do „Top Model” zgłosiłeś się z jakimś konkretnym zamiarem? Marzyłeś o modelingu czy chodziło tylko o zaistnienie w telewizji?

To była spontaniczna decyzja i jadąc na casting w ogóle nie wiedziałem, co to za program. Nie miałem wtedy nawet telefonu z dostępem do internetu, więc nie mogłem nawet w drodze sprawdzić na co się tak naprawdę porywam. Byłem przekonany, że to po prostu jakiś program telewizyjny pokroju „Trudnych Spraw”, tyle, że z udziałem ładnych dziewczyn. Zaproszenie dostałem na MaxModels, zabrałem dwójkę swoich przyjaciół, z którymi mocno imprezowałem w noc poprzedzającą casting, więc poszedłem tam na ostrym kacu. Moim jedynym konkretnym zamiarem było ogarnięcie sobie fajnych dupeczek. (śmiech) Od początku do końca traktowałem to jako fajną przygodę i możliwość poznania ciekawych ludzi, sprawdzenia z czym ten cały show-biznes się je, zobaczenia piersi Krupy. Wiesz, takie podstawowe sprawy.

Ale musiałeś w końcu zdać sobie sprawę z tego, że Twój udział w show wiążę się też z popularnością. Jak zareagowałeś na to, że ludzie nagle zaczęli się Tobą interesować, śledzić Twoje społecznościówki etc.?

W trakcie kręcenia programu byliśmy totalnie odcięci od świata. Dopiero, gdy odcinki trafiły już na antenę i nagle zaczęły się odzywać do mnie różne marki, które chciały wysłać np. jakąś koszulkę, prezent, dzieciaki rozpoznawały mnie na ulicy i tak dalej – wtedy rzeczywiście zauważyłem, jaki efekt daje pojawienie się w telewizji i nie będę ukrywał, że było to bardzo miłe. Często padały naprawdę duże słowa, w stylu „Jesteś dla mnie inspiracją, motywujesz mnie do działania”, co dla mnie, jako osoby bardzo młodej, było niesamowitym uczuciem.

Nie chciałeś od razu tego wykorzystać, zmonetyzować? Rozpoznawalność nie jest przecież dana na zawsze.

Paradoksalnie, odkryłem to chyba dopiero niedawno, a przecież od programu minęły już dwa lata. Stwierdziłem, że dobrze byłoby zrobić coś z tym kapitałem, jaki dał mi „Top Model”, bo nie będzie to trwało wiecznie i ten pociąg powoli się zatrzymuje. Postanowiłem więc dorzucić trochę węgla do pieca, żeby jechał dalej! (śmiech) Dlatego tak mocno zaangażowałem się w DJ-kę. Żeby nie być pustym chłoptasiem, który co jakiś czas pozuje przed aparatem. Bo jeśli nadal miałbym kogoś inspirować to tylko dzięki temu co robię, co mam do zaoferowania, a nie tylko dlatego, że kiedyś wystąpiłem w telewizyjnym show.

Jest już tradycją, że uczestnicy tego typu show są wręcz zalewani propozycjami od różnych firm, menadżerów i tak dalej – każdy chce uszczknąć z tego momentalnego hype’u. Jak to wyglądało u Ciebie?

Jeszcze w trakcie programu odzywało się do mnie mnóstwo ludzi, ale wiele z nich okazywało się fejkami. Tam było wszystko: nieistniejące agencje modelingowe, propozycje matrymonialne od starszych kobiet i jeszcze starszych facetów i tego typu historie. Zanim udało się odsiać dobre od złego to minęło trochę czasu. Tuż po zakończeniu show podpisałem umowę z jedną z agencji, ale niedługo potem została rozwiązana. W końcu nie musiałem czekać na wielkie kampanie za duże pieniądze i mogłem robić mniejsze, ale bardzo satysfakcjonujące rzeczy. Dzięki temu ludzie mogli widzieć, że coś robię, że staram się rozwijać.

Niewiele osób z „Top Model” ostatecznie wiąże się z modelingiem. Ty chyba też tego nie planujesz?

Teraz chciałbym w największej części poświęcić się muzyce, bo była obecna w moim życiu od zawsze. Od małego gnojka chodziłem do szkoły muzycznej – najpierw na akordeon, a potem na perkusję. W międzyczasie zdarzyły się też warsztaty teatralne. Jestem wprawdzie związany kontraktem z jedną międzynarodową agencją, ale to nie jest tak, że mam zagwarantowaną jakąś ilość zleceń i jestem ich niewolnikiem. Wszystko będę rozpatrywał na bieżąco.

Trochę jednak tego zawodu liznąłeś…

Najlepiej wspominam wyjazd na kontrakt do Hong Kongu. Nie licząc czasu spędzonego w „Top Model”, to były trzy najlepsze miesiące w moim życiu. Zobaczyłem, jak wygląda inny świat, pierwszy raz leciałem samolotem, podszkoliłem angielski i poznałem mnóstwo wspaniałych ludzi. Piękne widoki, drapacze chmur, niesamowity klimat i w tym wszystkim ja na desce o 6 rano, kiedy na ulicach jest jeszcze pusto… Tego nie da się zapomnieć.

Jak na to wszystko zapatrują się rodzice? Kibicują?

Moi rodzice od początku byli na „nie”. Nie chcieli nawet, żebym jechał na jakikolwiek casting, więc na bilet z Gorzowa do Warszawy musiałem zarobić sam. Żeby uzbierać na ten bilet myłem… pojemniki na śmieci. Wiesz, dostałem się na bardzo dobre studia w Szczecinie na wydział budownictwa i miałem być inżynierem. Studiowałem trzy miesiące, po czym je rzuciłem i przeprowadziłem się do Warszawy, bo myślałem, że przede mną sława, pieniądze i wielka kariera. Nie do końca się to przełożyło na rzeczywistość, może w małym stopniu. (śmiech) Rodzice owszem, cieszą się, że zwiedziłem trochę świata, że robię, to co lubię, ale woleliby, żebym był teraz na 3. roku budownictwa niż pracował w branży, która jest tak niestabilna pod względem finansowym.

No właśnie, branża… Jak się odnajdujesz w show-biznesie? Tak sobie to wszystko wyobrażałeś?

Nie ogarniam show-biznesu. Staram się być miły dla wszystkich ludzi, których spotykam, ale jednocześnie przekonałem się już, że wśród nich są tacy, którzy się z tobą przywitają, zamienią kilka słów i uśmiechną, a jak tylko się odwrócisz to powiedzą coś w stylu „co za frajer, nienawidzę go!”. Wiadomo, takie sytuacje zdarzają się nie tylko w tej branży, ale mam wrażenie, że w show-biznesie jest ich najwięcej.

To dlatego rzadko pojawiasz się na ściankach? Twoich kolegów i koleżanek z programu tam nie brakuje.

Dziwnie się czuję stojąc na ściance i pozując fotografom, jakbym robił coś, co nie jest zgodne z moim wewnętrznym ja. Z jednej strony wiem, że trzeba to robić, bo to nakręca popularność, a ta pozwala więcej zarabiać. Z drugiej, za przeproszeniem, rzygam tym, bo tak naprawdę, kogo interesuje to, jak się ktoś ubrał na imprezę i tak dalej? Nie czuję tego totalnie, ale czasami gdzieś muszę się pojawić i staram się po prostu odbębnić swoje, nie przejmując się całą tą otoczką.

Teraz próbujesz swoich sił w DJ-owaniu. Skąd ten pomysł?

Jakiś czas temu jeden z moich znajomych powiedział mi, że cała nasza ekipa ma stanąć za didżejką podczas jego imprezy urodzinowej. Powiedziałem mu od razu, że nie mam przecież żadnego doświadczenia, ale uspokajał mnie, że na pewno to ogarnę. Miałem na to tydzień. Zwróciłem się o pomoc do znajomych DJ-ów z Radiowej Czwórki, którzy wszystko starali mi się pokazać, ale oczywiście pierwsze kroki były niezłym hardkorem. Na tej imprezie zmiksowałem może ze trzy kawałki i tyle było mojego grania. (śmiech) W styczniu kupiłem sobie konsolę i postanowiłem, że do tego przysiądę. Obejrzałem chyba wszystkie możliwe tutoriale, prosiłem o pomoc znajomych, ale to jest jak z jazdą na rowerze – musisz tego nauczyć się sam. Zacząłem miksować, wykupiłem program, dzięki któremu mogłem zacząć nagrywać swoje mixy i naprawdę mnie to wciągnęło. Niedawno ruszyliśmy z imprezami Burnin’ Beats, mam swój kanał na Soundcloud, gdzie można posłuchać setów, jest fanpejdż na Facebooku i jakoś to zaczyna się kręcić. Chciałbym zrobić rozpierdol i za 2-3 lata zagrać na jakimś festiwalu typu Ultra czy Tomorrow Land.

Stricte gatunkowo – co najczęściej grasz?

Gram house, deep house i tech house. To nie jest muzyka, którą usłyszymy w Esce, ale ma swoje rzesze odbiorców. Cały czas szukam, czasami zagram też EDM. Staram się, żeby to nie były już oklepane nuty grane w co drugim klubie, ale były na tyle komercyjne, żeby ludzie mogli się bawić przy czymś, co znają i lubią.

Dużo imprezujesz i masz już jakiś ogląd na stołeczną mapę melanżu. Ludzie w Warszawie potrafią się bawić czy te wszystkie mity wokół „warszawki” to rzeczywiście prawda?

Lubię Warszawę za to, że kiedy idę do klubu, to nie muszę się co chwilę odwracać i sprawdzać, czy przypadkiem ktoś się już nie leje po mordach. Fakt, ludzie bywają tutaj nadęci, ale to zależy od klubu i jego klienteli. Ja jestem freakiem, bawię się na całego i lubię się wytańczyć, nawet jeśli z boku może to wyglądać śmiesznie. Tutaj, mam takie wrażenie, niektórzy niepotrzebnie się ograniczają, bo boją się opinii innych.

A jak na Twoje wejście za konsolę zareagowało środowisko? Nie trzeba być DJ-em, żeby wiedzieć, że to dość hermetyczny światek.

Nie ukrywam, że bije w moją stronę dość mocna fala hejtu ze strony profesjonalnych DJ-ów, bo to bardzo wąski rynek i oni nie lubią, gdy pojawia się ktoś nowy, kto dopiero się uczy, a już zaczyna zgarniać zlecenia za fajne pieniądze. Jeden z nich, po otrzymaniu zaproszenia na moją imprezę, napisał, że na pewno „nie pojawi się na takim pseudo-celebryckim wydarzeniu, na którym gra pseudo-DJ”. Trochę mnie to dotknęło, bo przecież tym, że staram się rozwijać, nie robię nikomu krzywdy.

Dobra, na koniec uderzmy w przyjemną nutę – czego można spodziewać się po Twoich imprezach z serii Burnin’ Beats? Zareklamuj się ładnie.

Na moich i Jankach imprezach są dwa typy muzyki. Ja gram deep house, Janek natomiast muzykę komercyjną. Jesteśmy duetem idealnym, bo te brzmienia fajnie się dopełniają i dla każdego znajdzie się coś, przy czym będzie chciał potańczyć. Wpadają do nas fajni ludzie, a alkohol leje się strumieniami!

13247823_529160780609936_2477833137381576062_o 13434743_538280209697993_7214456756012503098_n12815290adam-boguta-z-top-model-w-kosmicznej-sesji-344444-GALLERY_BIG

4 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here