Kuba Wojewódzki: Król (hipokryzji) z telewizji

11

Kuba Wojewódzki lubi podkreślać, często nie wprost, że nie jest częścią show-biznesu. Że między nim a pierwszą lepszą celebrytką jest przepaść tak ogromna, że to dwa odrębne światy. Finansowo może tak, ale na tym koniec. Gwiazdor nie jest ostatnio specjalnie aktywny w sieci, ale na bohatera swoich dwóch najnowszych wpisów upatrzył sobie Pudelka. Niestety, utwierdził mnie tylko w przekonaniu, że jego oderwanie od rzeczywistości i ego wskoczyły na zatrważająco wysoki poziom.

Wojewódzki najpierw z satysfakcją odnotował publikację przeprosin zaadresowanych do Samanty Stuhr, które Pudelek zamieścił kilka dni temu na swojej stronie głównej. Efekt długiej batalii sądowej za artykuły opisujące kulisy rozstania ww. pani z Maciejem Stuhrem. Radość Kuby nie jest tutaj specjalnie zadziwiająca, w końcu to była żona jego dobrego kolegi. Ciekawiej jednak zrobiło się, gdy ni z gruszki, ni z pietruszki, Król TVN przypomniał sobie o innym skandalu z udziałem portalu czyli newsie o śmierci Anny Przybylskiej, który pojawił się na jego łamach na kilkadziesiąt minut w lipcu 2014 roku. Informacja była nieprawdziwa, rodzina aktorki pozwała w jej imieniu wydawcę, skończyło się wysokim odszkodowaniem.

Zrzut ekranu 2016-07-01 o 17.02.25

 

Przeprosiny zostały opublikowane, ale załóżmy, że Kuba, jak mniemam rzadki czytelnik Pudelka, po prostu je przeoczył. Bardziej fascynuje mnie sugestia i niejako odezwa do reklamodawców, aby przestali wykupywać tam miejsca reklamowe, co w domyśle ma oczywiście prowadzić do spektakularnego upadku serwisu. No i tu, niestety, mamy do czynienia z podręcznikowym przykładem hipokryzji. Bo jeśli mnie wzrok nie myli to na Pudlu od lat hulają reklamy marki PLAY, której twarzą jest – niespodzianka – Kuba Wojewódzki. Czyli jak zwykle – szczytna idea, ale tylko na papierze. W końcu pieniądze nie śmierdzą. Zresztą, to nie tylko casus Pudelka. Kampanie z udziałem celebrytów to domena głównie portali plotkarskich, więc Kuba, zmartwię Cię, ale od kilku lat wspierasz też Kozaczki, Plotki, Pomponiki i wiele innych. I dobrze o tym wiesz. I żeby było jasne – news o śmierci Ani był fatalną sprawą, nikt tutaj z tym nie dyskutuje. Chociaż jej faktyczna śmierć już nie była dla Ciebie tak drażliwym tematem, gdy pozwoliłeś na to, aby była rekwizytem podczas mało śmiesznego żartu w czasie roastu w jednym z odcinków Twojego programu.

To tylko wierzchołek góry lodowej. Wojewódzki z roku na rok traci coraz więcej widzów. Nie tylko dlatego, że po prostu przestał być zabawny, a jego przeseksualizowane podśmiechujki w programie nie robią już na nikim wrażenia, śmieszą, ale w ten żenujący sposób, w który bawi nas podpity wujek przy wigilijnym stole. Większym problemem jest brak autentyczności i ta kurewska hipokryzja. Kuba lubi sobie używać na tabloidach, podcierać nimi dupę przy każdej możliwej okazji, zapominając jednocześnie, że to główne paliwo jego medialnej działalności. Do programu zaprasza gwiazdy wykreowane przez portale i gazety. W swojej kolumnie towarzyskiej w „Polityce” komentuje niusy przeczytane w Fakcie, Superaku czy na Pudelku. Pcha je dalej w świat, nie bawiąc się w rzetelność dziennikarską, której brak zarzuca nam – dziennikarzom tabloidowym. Tapla się i zarabia na tym, co sam uważa za bagno. Wyśmiewa i potępia zjawiska, które sam popularyzuje. To Kuba pokazał Polakom Trybsona i Elizę z Warsaw Shore, a nie MTV, na którym oglądało ich średnio ledwie 190 tysięcy widzów czyli w tamtym czasie blisko 10 razy mniej niż ich popisy u Kuby. To on dał pole do autopromocji niejakiej Luxurii opowiadającej o krwi z podpasek, a nie Donatan, u którego była jedną z kilku cycatych dupeczek. Takich przykładów jest więcej. A robił to dla podbicia oglądalności czyli znów spotykamy się przy jednym stole. Nasz w sumie jest może mniej brudny, bo nikt tutaj nie sili się na udawanie, że robi coś więcej niż obliczoną na kliki rozrywkę. Dobrym zwyczajem programów Wojewódzkiego jest to, że większość gości narzeka potem, że z godzinnej rozmowy zostało ledwie 15 minut, w dodatku zmontowane pod puentę prowadzącego, a niekoniecznie mającą cokolwiek wspólnego z rzeczywistym przebiegiem rozmowy. Hmmm… kurczę, czy to nie typowy zarzut pod adresem tabloidów i portali? Że żonglują cytatami, wycinają, podpinają pod atrakcyjny dla siebie kontekst, żeby wygenerować zainteresowanie? Żeby urzeźbić z nudnej kupy hit internetu? Dalej – spory segment audycji Kuby w Rock Radiu był poświęcony plotkom. Przemiła pani nawet kilka razy do mnie dzwoniła i prosiła o komentarz – a to a propos rozstania Piotrka Adamczyka i Weroniki Rosati, innym razem, żeby trochę pośmiać się z Krzyśka Ibisza. Kurwa, Kuba, zaraz wyjdzie, że pracujemy w jednej firmie.

Król lubi gardzić koleżankami i kolegami z branży. Wyśmiewa ich za sprzedawanie się za pieniążek, obnażanie prywatności, ustawki. Jednocześnie reklamuje oranżadę (serio?), a na Instagramie chwali się wakacjami, śliczną dziewczyną, gra w grę pt. „może zaręczyny, może dziecko, zgadujcie”. Gdzieś tam po agencjach reklamowych plotkuje się o tym, ile bierze za lokowanie produktu w poście. Głośno krzyczy i obraża personalnie redaktor naczelną jednego z dwutygodników za publikację zdjęć z plaży, na których nie prezentuje się zbyt okazale. Dwa lata wstecz, gdy po tych samych tytułach krążą jego zdjęcia z atrakcyjną blondynką z gdybaniem, czy to koleżanka z reklamy PLAY, czy może nowa miłość, milczy. Oczywiście, że tak, bo zdjęcia służą słusznej sprawie czyt. promocji i stawiają go w dobrym świetle. W końcu od lat regularnie zasiada jako juror w programach rozrywkowych, gdzie coraz trudniej tłumaczyć zasadność jego obecności. Bo nikt mi nie powie, że Wojewódzki to pierwsze nazwisko, które przychodzi na myśl, gdy obstawiamy fotel eksperta od występów scenicznych 6-latków. Ta nienawiść do show-biznesu i tabloidów jest aż nazbyt wyrywkowa. Kuba, trochę konsekwencji, bo zjadasz swój własny ogon.

Ta hipokryzja boli mnie o tyle, że uważam, że mamy do czynienia z piekielnie inteligentnym facetem. Takim, który mógłby być kimś więcej niż śmiesznym panem z telewizji. Widuję go na marszach KOD-u, zawsze z zaciekawieniem czytam wywiady o sytuacji politycznej w kraju, wiem, że szczerze chciałby, żeby w kraju działo się lepiej. Ale ten rozdźwięk między słowem a czynem trochę za bardzo mnie uwiera. Łatwo wytłumaczyć go po prostu chęcią zbijania ogromnego hajsu i ja to rozumiem, a nawet szanuję. Nie lubię tylko, gdy ktoś macha mi przed oczami karcąco palcem, choć pięć sekund wcześniej nasze palce spotkały się w tej samej dupie. Jedyna różnica jest taka, że Twój dotyka kierownicy Ferrari, a mój kasuje bilety w ZTM. Tyle.

11 KOMENTARZE

  1. Pointę z palcami w tej samej dupie muszę zapisać w dzienniczku ^_^ Jacy odbiorcy, taki K. Wojewódzki niestety. Ale można być Arturem Rojkiem <3 przecież. Z utęsknieniem czekam, kiedy chama zdejmą z ramówki, może wtedy zajmie się czymś naprawdę na swoim poziomie (bez ironii) i wszyscy na tym skorzystamy. A jak Pan, przy Pana niewątpliwej inteligencji, radzi sobie z koniecznością poruszania się w tak nudnych tematach, jak celebryckie bagienko? Ma Pan wyśmienite pióro felietonisty, ale mogę tu czytać tylko co 5 post, bo kulisy srołbiznesu chyba nikogo normalnego nie interesują, poza nieuniknionym minimum bezmyślnego oglądania witrynek kiosków Ruchu. Obyśmy wszyscy dożyli powrotu czasów, gdy ludzie byli znani, bo byli z Czegoś znani.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here