Co się najlepszego odpier***a w tym kraju? Cierpienia młodego Polaka

3

Podchodziłem do napisania tego tekstu kilka razy, nie mogąc do końca wystukać na klawiaturze tego, co rzeczywiście myślę i czuję. Rzadko zdarza mi się mi taka językowa impotencja, zazwyczaj umiem dobrze przelać swoje myśli na papier, ale tutaj nie bardzo potrafię ubrać wszystko w słowa, więc wybaczcie na wypadek, gdyby wydarzył się tzw. bełkot.

Od polityki uciekałem od zawsze. To było jak postanowienie pt. nie chcę z tym mieć nic wspólnego. Brałem wprawdzie udział w wyborach, ale i tak to miało się odbywać gdzieś obok, bez moich nadziei, nerwów i zaangażowania. Po części z ignorancji, poniekąd też dlatego, że nigdy w polityków, ich dobre intencje czy obietnice po prostu nie wierzyłem. Refleksja i poczucie, że jednak to mnie (niestety) dotyczy przychodzi z wiekiem. Człowiek w pewnym momencie wie już, że nie będzie żył wiecznie, że pewnych rzeczy może nie doczekać, a innych wręcz przeciwnie – doczeka i to nie będzie sexy. Bycie częścią uciskanej i marginalizowanej społeczności z pewnością pomaga w przebudzeniu z apolitycznego snu, bo w końcu nic tak nie pobudza jak własny interes. Ok, aktywizowałem się więc i staram się być odpowiedzialnym obywatelem –  wybieram się na najbliższe wybory samorządowe, śledzę na bieżąco wydarzenia, zaznajamiam się z programami poszczególnych partii i polityków, dużo czytam i to zarówno z lewa i prawa, bo obie strony potrafią żenująco odlecieć i to nie tylko na Maderę, jak czegoś nie rozumiem to pytam mądrzejszych i lepiej wykształconych od siebie. W miarę możliwości chodzę na większość protestów i demonstracji, żeby wiedzieć, czy rzeczywiście było dużo ludzi, a może tylko garstka i widzieć na własne oczy, czy policja bije obywateli, czy to tylko wyolbrzymiona historia i odpowiednio skadrowane zdjęcie, które potem obiegnie Facebooka. Jak po jednej albo drugiej stronie ma miejsce jakaś zbiorowa histeria, pochylam się nad tym, zadaję pytania, kwestionuję i dyskutuję. Żeby nie było, że TVN mnie oszukał i dostałem jakiegoś lewackiego pierdolca.

Biorąc pod uwagę wszystko to, o czym napisałem wyżej oraz wydarzenia ostatnich kilku dni, zasadne wydaje się pytanie: co się w tej Polsce odjebuje?! Chciałbym napisać, że „wszystko wskazuje na to, że…”, ale tutaj już nie ma wątpliwości – wolne sądy padły, czeka nas referendum dotyczące zmian w konstytucji, które również może skończyć się katastrofą, a w kolejce czeka kilka innych doskonałych pomysłów i ustaw, które do tej pory podsumowywało się z nerwowym śmiechem „nie no, bez przesady, przecież tego nie zrobią”. Niespodzianka, zrobią. Ale to to jest chuj, przygłupi i łasy na socjal naród tak wybrał, więc są konsekwencje. Ważniejsze jest pytanie – czy możemy zrobić coś, żeby to zmienić? Dobrze wiemy, że wychodzenie na ulicę już nic nie daje. Procent ludzi, którzy to robią, jest żenująco niski, to trwa chwilę, klepiemy się po swoich liberalnych pleckach, wrzucamy zdjęcia na Instagram, robimy groźne miny i zabawne transparenty i tyle z tego, bo oni i tak przegłosują wszystko co sobie zaplanowali. Naprawdę, żeby porwać teraz miliony i zobaczyć je na ulicach, musieliby wyłączyć Facebooka. Wtedy to by się działo, bo czy teraz dzieje się komuś krzywda? No dobrze, ktoś tam dostał po mordzie pod Sejmem, kogoś zakuli w kajdanki, wszystko uwiecznione na artystycznych i przejmujących zdjęciach, które kiedyś trafią może do podręczników. Pisowska karawana jedzie dalej.

Nie piszę tego, żeby zniechęcać kogokolwiek do stawiania oporu w ten sposób. Zastanawiam się głośno w jakiejś desperacji, co tak naprawdę możemy teraz zrobić? Bo odpowiedź „zagłosować dobrze w kolejnych wyborach” jest już nieco aktualna, bo ich demokratyczność stoi obecnie pod dużym znakiem zapytania. Pytam jako człowiek wciąż młody, chętny do działania i choć na drabinie społecznej mogę czuć się fałszywie uprzywilejowany, bo przecież relatywnie dobrze mi się w tym życiu wiedzie, to jednak zaniepokojony losami swojego kraju. Zawsze wykpiwałem teatralne deklaracje „wyjeżdżam z kraju”, ale od dwóch lat takie rozważania i to zupełnie na poważnie przewijają się u sporej części moich najbliższych przyjaciół i znajomych. To nie są histerie, jakieś porywy serca, ale realne kalkulacje i plany, które z każdym dniem są bliższe finalizacji. Dlatego cały czas zadaję sobie to pytanie – CO MOŻEMY ZROBIĆ? Nie wiem nawet do kogo je kieruję – tylko do siebie, tej nieudacznej i pokracznej opozycji? Trochę już mi głupio poruszać ten temat w towarzystwie, bo zaczynam czuć odpowiedzialność za tę niemoc, a puenta „trzeba stąd wypierdalać” nie bardzo mnie satysfakcjonuje, bo ja wypierdalać z Polski nie chcę. Choć tutaj powraca wątek refleksji o własnej śmiertelności – czy warto się męczyć, skoro wystarczy spakować manatki i wsiąść w samolot? Mamy jedno życie, słabo nam się trafiło z miejscem narodzin, to przecież możemy to naprawić. Wolałbym jednak naprawić na miejscu.

W sumie to chyba tyle ode mnie, chciałem po prostu wyrzucić z siebie pewne rzeczy, żeby nie zalegały w głowie i zrobić miejsce na jakieś doczesne uciechy, które powinny zajmować głowę 29-latka żyjącego w Europie. Idę na drinka z koleżanką, w końcu przecież nic takiego się nie dzieje, nie strzelają, nie ma czołgów na ulicach, wszystko gra 🙂

 

3 KOMENTARZE

  1. Odnośnie wyprowadzki z kraju to szykuje się nowy podatek, najprawdopodobniej będzie mógł dotyczyć on też zwykłych ludzi, a nie tylko przedsiębiorstw wprowadzających się za granicę. Ludzie/przedsiebiorstwa będą zobowiązane zwrocić kapitał który dostali od państwa np na dofinansowanie biznesu czy w przypadku ludzi za naukę w szkołach. Jeszcze odnośnie szkół napomnę, że coraz częściej słyszy się o pomyśle takim, że aby edukacja była darmowa to dana jednostka będzie zobowiązana przepracować parę lat dla państwa albo zwrócić koszty nauki do skarbu państwa. To wszystko może utrudnić przemieszczanie się młodym ludziom, którzy nie będę mogli się np wpłacić, ze swoich studiów.

  2. Jeszcze nie strzelają, ale chyba już nikt nie wierzy, że PIS przed czymkolwiek się zawaha.
    Nie wiem, co mnie bardziej przeraża i zasmuca – to co PIS robi z naszym krajem, czy to jak przez te kilka lat ludzie zmienili się na gorsze.
    Opozycja jaka jest każdy widzi, więc może czas, aby kobiety i społeczność LGBT+ założyły własną partię i w sejmie walczyli o nasze prawa. O ile wybory jeszcze cokolwiek będą znaczyły, bo na razie zbliżamy się do czasów z jedną słuszną partią:( Jako społeczeństwo nie wyciągamy wniosków z historii. Niestety.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here