Na ramówce Polsatu jak na dobrym weselu. Nie obyło się bez dramy i łez

6

Dla tych, którzy czytają mnie regularnie i w miarę od początku pewnie będę teraz brzmiał jak stara baba opowiadającą w kółko tę samą anegdotę, ale trochę nią już jestem, więc… Sentyment do imprez ramówkowych Polsatu mam ogromny, bo zawsze upadlam się na nich jak szmata, to raz. Dwa, dokładnie pięć lat temu przypadkowe spotkanie podczas właśnie tego eventu sprawiło, że wysłałem CV do jednego z serwisów show-bizowych i reszta jest już historią.
 
Od tamtej pory tych ramówek już zaliczyłem z dziesięć, ale zaprawienie w bojach nijak tłumi mój entuzjazm do kolejnych wizyt na Foksal 2, być może z racji tego, że te imprezy klimatem, przebiegiem i organizacją przypominają dobre polskie wesele. Co oznacza, że okej, coś świętujemy, zaczynamy nowy rozdział, ale tak naprawdę to plotki -> żarcie -> najebka -> tańce. W tym roku Polsat wyjątkowo nie powinien się chwalić angażem Popka do „Tańca z gwiazdami”, ale stacja postanowiła wyjść nieco w kontrze do wszystkich plotek mówiących, że już żałują zatrudnienia kryminalisty i zmaterializowanej patologii dla zbuntowanych nastolatków, i z tego pokiereszowanego wokalisty (?), rapera (?), recydywisty uczynili gwóźdź programu. Zwieńczony, ku mojej audiowizualnej boleści, występem na żywo z piosenką o przesłaniu „Nie jestem doskonały”. Podczas występu z jednej strony czułem jak krew przestaje dopływać mi do mózgu, z drugiej szanuję Polsat, że w ten sposób pokazują faka wszystkim, którzy ich cały czas za tego Popka jadą czyt. na przykład mnie. Okej, jest 1:1, peace, niech teraz szybko odpadnie z programu i miejmy to wszyscy z bani.
 
Oprócz tego dość przykrego performansu, część oficjalna przebiegała wyjątkowo sprawnie i była chyba najkrótsza ze wszystkich dotychczasowych. Być może dlatego, że autor scenariusza nie przewidział przedstawienia wszystkich gwiazd, które zaszczyciły event swoją obecnością i widać było, że niektórzy aż przebierali nogami, żeby w końcu usłyszeć ze sceny swoje nazwisko, no ale widocznie nie było takiej potrzeby. Bardzo miłym i trochę wzruszającym momentem było oficjalne pożegnanie i podziękowanie pani Beacie Tyszkiewicz, której wiosną nie zobaczymy już w „Tańcu z gwiazdami”. Pani Beata wprawdzie nie pojawiła się na imprezie, ale Krzysztof Ibisz w płomiennym przemówieniu podziękował jej za lata współpracy i obiecał przesłanie pięknego bukietu kwiatów. To bardzo fajny gest, szczególnie w czasach, gdy wymienia się pracowników co sezon i nie ma czasu na zbędne uprzejmości, bo liczy się biznes.
 
Wiosenna ramówka nie obfituje może w nowości, które mnie szczególnie ekscytują, bo show z udziałem 30 lambadziar rywalizujących o względy jakiegoś mocno naciąganego kawalera to jednak trochę too much dla mnie, ale na szczęście w innych formatach Nina & Co. postarali się bardziej i tak pierwszy raz od kilku „Twoja Twarz Brzmi Znajomo” ma naprawdę niezły line-up z m.in. Izą Miko, Anną Guzik czy Rudą z Red Lips, a nowa jurorka „TzG” jeśli tylko wykorzysta swoją szansę to może Polsat będzie miał swoją Dżoanę? Byłoby super, bo to zawsze jest sytuacja z pożytkiem dla wszystkich: widzów, stacji i dziennikarzy. Serialowo wciąż są mocni i stabilni, a zapraszając do swoich produkcji gorące obecnie nazwiska pokroju Julii Wieniawy raczej tylko zyskają.
 
W kuluarach natomiast nie było czasu na nudę, bo wydarzyła się tzw. drama. W „TzG” występują bowiem Beata Tadla i Jarosław Kret, dotychczas para w życiu prywatnym. Dotychczas, bo w czasie, gdy impreza trwała w najlepsze, na stronie internetowej Faktu ukazał się wywiad z pogodynkiem, który wyznał, że… nie są już razem. No i się zaczęło. Ogień pytań reporterów i głośne what the fuck unoszące się w powietrzu sprawiło, że dziennikarka nie wytrzymała i po prostu popłakała się z bezsilności, bo ten wieczór miał chyba wyglądać nieco inaczej. Postawa Kreta raczej nikogo nie zaskakuje, w show-biznesie słynie on bowiem bardziej niż z przepowiadania pogody, z porzucania swoich partnerek na łamach periodyków. Cóż, Jarek, cytując Mirę z nowego „Pitbulla”, „Ty miękki fiut jesteś…” Na tego typu imprezach nie sposób też nie wpadać na ludzi, których raczej wolimy omijać szerokim łukiem, ale oni z jakichś niewyjaśnionych powodów lgną do nas i próbują zwrócić na siebie uwagę np. opowieściami o likwidacji drugiego podbródka. Mam złą wiadomość – to nie była ostatnia operacja, bo w kolejce widziałem wczoraj jeszcze ze trzy. Bye Felicia!
 
I tym miłym akcentem kończę, ale żeby zbudować jeszcze jakieś dobre napięcie to dodam tylko, iż na wczorajszej imprezie zrobiłem wywiad, którego moi czytelnicy spodziewają się najmniej na świecie. I nie, nie jest to littlemooonster96, ani tym bardziej Popek. Cytując klasyka, „zdziwicie się”. Do następnego!
 

6 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here