Widziałem już 1. odcinek „Iron Majdan”. Będzie HIT czy KIT?

4

Polski show-biznes przez lata, trochę jak ten biedny brat ze Wschodu, szukał w swoich szeregach prawdziwej power couple na wzór Beckhamów czy tak naprawdę każdej innej hollywoodzkiej pary działającej na wyobraźnię mas. Prób było conajmniej kilka, ale dopiero niedawno pojawiły się duety, które rzeczywiście spełniają wyimaginowane warunki do dzierżenia tego tytułu. Piszę wyimaginowane, bo nikt nie określił zasad. Ja to interpretuję tak: musi być sympatia publiczności, pokaźne grono obserwujących i śledzących każdy ich krok, duże pieniądze, nieustanna uwaga mediów i nawet trochę coś, co określamy wyskakiwaniem z lodówki albo już tak całkiem po polsku „jezuuu, znowa ta Lewandowska, ileż można!”. Biorąc pod uwagę powyższe czynniki, czy to komuś się podoba czy nie, jedną z rodzimych power couple jest małżeństwo Majdanów.
 
Warto w tym miejscu przypomnieć, że nie od początku się na to zapowiadało, bo pierwsze dwa lata związku Małgorzaty Rozenek i Radosława Majdana ciężko uznać za przyjazne mediom. Para mocno izolowała się od show-bizowych sytuacji, nie było wspólnych wywiadów, zdjęć, nie brakowało za to dość nerwowych reakcji na próbę poznania sekretu tego związku, który dla wielu zdawał się być mezaliansem. W końcu jednak coś w nich pękło, a z tego co powszechnie na salonach wiadomo, pozbyli się złych doradców i pseudospecjalistów od wizerunku, i „Majdany” wyszli do ludzi. I to z jakim efektem – zaskakujący udział w programie „Azja Express” wystrzelił ich w medialną stratosferę, z której nie mają ochoty schodzić. Nie chce im na to pozwolić również stacja matka czyli TVN, przez ponad rok szukając polskim Beckhamom odpowiedniego formatu, w którym ponownie mogliby rozkochać w sobie telewidzów. Były podobno próby adaptacji istniejących już produkcji, ale w końcu postawiono na autorską koncepcję i tak oto narodził się „Iron Majdan”. Swoją drogą, kocham tę nazwę za jej bezczelność, ale chyba jeszcze bardziej, gdy wyobrażę sobie wściekłych fanów rocka. Oni muszą się strasznie śmiesznie wkurzać na takie akcje.
 
W ostatni wtorek odbyła się długo oczekiwana konferencja prasowa z udziałem Majdanisów i pokaz premierowego odcinka programu, który w telewizji zadebiutuje po weekendzie. Formuła show jest prosta – Małgosia i Radek w każdym odcinku wysyłani są do innego zakątka świata, gdzie czeka na nich zadanie do wykonania, a kamera towarzyszy im podczas całego procesu – od przygotowania do finalnego stawienia czoła wyzwaniu. W pierwszym odcinku nasze pączusie lądują w Las Vegas, gdzie Gosia daje się nam poznać jako fanka efektownych kabrioletów, ale jej entuzjazm szybko gaśnie, gdy okazuje się, że za kilka dni będą musieli z Radziem zostać gwiazdami.. wrestlingu. I tutaj kończę ze spojlerowaniem, bo szkoda psuć niespodziankę tym, którzy w poniedziałek zasiądą przed telewizorem. Przejdźmy więc do technikaliów.
 
Plotki o tym, że „Iron Majdan” jest jedną z najdroższych produkcji TVN nie wydają się przesadzone, bo program zrealizowano z rozmachem i nikt nie pojechał kręcić go telefonem. Nie sprowadza się to tylko do sprzętu – śmiem twierdzić, że lwią część budżetu przytuliła fryzjerka, bo Gośka ma tam kręcone takie warkocze z dziewiczego włosia ukraińskich rusałek, że chapeau bas! Wprawdzie fokusem show są zadania, z odcinka na odcinek coraz bardziej wymyślne, ale prawdziwą rozrywkę stanowią oczywiście małżeńskie interakcje i jeśli TVN myślał, że na tym można oprzeć cały format to… miał rację. Relacja Małgosi i Radka ma w sobie coś komicznie słodkiego, bo w jednej chwili zakochani pędzą amerykańską szosą z wiatrem we włosach (Radka również), by w kolejnej już ściąć się delikatnie o lapsusy językowe przy nagrywaniu spotu promocyjnego walki w całości po angielsku. Bałem się trochę, że po fantastycznym odbiorze w „Azji Express” Małgosia w kolejnym formacie o nieco podobnych założeniach będzie chciała powtórzyć już sprawdzoną formułę i za bardzo przyaktorzy, mając w pamięci „nie mów do mnie teraz” i na siłę będzie chciała być zabawna. Na szczęście, tak się nie stało i nie mamy poczucia, że jest tu jakaś większa reżyseria. Nie zmienia to faktu, że pani Rozenek-Majdan już w pierwszym odcinku serwuje nam całą paletę emocji – od euforii, przez wkurw i irytację zaakcentowaną charakterystycznym krzykiem amatorki dobrych alkoholi, po maślane oczka i love Radzio. Majdan jednak wcale nie pozostaje w tyle, z niego też jest niezły śmieszek i tutaj uwaga, daddy alert, jakie on ma ciało! Trochę żałuję, że jednak nie dał się namówić Gośce na cekinowe slipki, bo i taka propozycja stylizacji w pewnym momencie programu pada.
 
Na moje oko powinien być hit wiosny i raczej nie przeszkodzą mu dywagacje pt. „a po co to oglądać?”. Najwyraźniej takiej rozrywki potrzebujemy, jara nas podglądanie celebrytów i gdy powoli wyczerpują się już wszelkie źródła, bo dzięki Instagramowi widzimy absolutnie wszystko, do gry wkraczają telewizje, które tych celebów pokażą nam z jeszcze innej strony. Na koniec, pozwolę sobie tylko na małą, acz w pełni zasłużoną wazelinkę w kierunku bohaterów programu – konferencja prasowa z ich udziałem trwała blisko 5 godzin, wywiadów było milion, ale z tego co obserwowałem (i sam doświadczyłem), podczas każdego z nich starali się dać z siebie wszystko i umożliwić dziennikarzowi wrócenie z naprawdę dobrym materiałem. Wiecie, powtarzanie w kółko kilku anegdot z tą samą energią i humorem nie jest proste, ale jak widać, da się. Dlatego dzięki i powodzenia z „Iron Majdan” – pierwszy odcinek wjeżdża na antenę TVN już 5 marca o 22:30, więc krzyki Gośki do poduchy jak znalazł.
 

4 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here