Lista wstydu: TOP TEN obciachowych piosenek, które wciąż kocham (w tajemnicy)

12

Kocham imprezy organizowane przez Vogule Poland, bo to jedne z niewielu wydarzeń, podczas których można się bawić przy przebojach z dawnych lat bez oceniających spojrzeń i głębszych refleksji na temat naszego faktycznego gustu muzycznego. Bo można sobie w domowym zaciszu słuchać skandynawskiej elektroniki albo jakiejś mega oryginalnej piosenkarki z Tadżykistanu, ale odpowiedni poziom parkietowego zeszmacenia osiągniemy tylko przy Spice Girls i Ich Troje. Inicjatywa VP zainspirowała mnie do stworzenia swojej shame-listy, na której znajdują się hity i nie-hity z dawnych lat, kiedy na moim Winampie (gimby nie znają) królował niemiecki dance, Enrique Iglesias i inne zdobycze muzyki popularnej. Podoba mi się ten czas przeszły użyty w poprzednim zdaniu, sugerujący wyraźnie, że takowa playlista na moim komputerze już nie istnieje. Na komputerze owszem, nie istnieje, bo Winampa zamieniłem na YouTube’a i mój luby, ku swojemu wielkiemu nieszczęściu, jest regularnym świadkiem moich muzycznych podróży. Was również zachęcam do rachunku sumienia i podzielcie się swoimi perełkami, bo może dzięki temu sobie coś nawzajem przypomnimy!
 
Foggy – Come Into My Dream
 
No dobra, jak zaczynać to tylko na grubo. Pieśń tę po raz pierwszy usłyszałem u mojej koleżanki Kamili, gdy pokazywała mi filmik z jakichś targów samochodowych <?!> i miałem wówczas, nie przymierzając, 16 lat. Prawdopodobnie chodziły o to, żebym docenił sexy hostessy i mój młodzieńczy testosteron wystrzelił w powietrze, ale skończyło się na tym, że moją wyobraźnią zawładnął podkład muzyczny. Mam słabość do dziś i marzę o tym, żeby ktoś nagrał wersję balladową tego wspaniałego utworu.
 

 
ATB – Let You Go (Reworked 2005)
 
Sorry, jeśli soundtrackiem Twojej młodości nie był (m.in.) ATB to tak naprawdę niewiele wiesz o życiu. Zamiłowanie do jego twórczości to w moim przypadku kwestia genów odziedziczonych po ojcu, który w młodości był DJ-em i rozkręcił niejedną dyskotekę w Pasłęku, a po latach wciąż miał słabość do dobrej napierdalanki. Tutaj wybrałem jeden z bardziej ambitnych utworów, ponieważ chciałem się trochę w całej tej sytuacji wybielić.
 

 
Enrique Iglesias – Be With You
 
Prawdopodobnie moje znajome (Anita & Andzia, pozdrawiam) wjadą mi z buta na chatę po zobaczeniu boskiego Enrique w zestawieniu „obciachowych piosenek”, ale przyjmę to na moją wąską klatę. Kochałem Enrique, kochałem jego pieprzyk, a jego przeboje, szczególnie „Be With You”, były dla mnie szczytem osiągnięć twórców muzycznych przełomu XX i XXI wieku. Mało tego, pracując wówczas w gazetce szkolnej, dopuszczałem się fałszerstw i machlojek, żeby tylko Enrique był na pierwszym miejscu na liście przebojów, którą układaliśmy. Po latach miałem okazję go zobaczyć z bliska podczas MTV EMA w Glasgow, nawet na mnie spojrzał i moje życie zmieniło się już na zawsze.
 

 
Kate Ryan – U R (My Love)
 
A teraz może coś mniej znanego, ale za to z repertuaru fantastycznej śpiewaczki Kate Ryan. Nie byłem do końca przekonany do jej sztandarowych hitów, ale z pomocą kolegi (siema Poziomek, siedzimy w tym razem) udało mi się wyszperać w jej dyskografii prawdziwą perełkę. Wzrusza mnie do dziś…
 

 
Loona – Bailando
 
Hit nad hity, przebój, który rozbudził we mnie pasję do tańca i młodzieńczych eksperymentów z fryzurą. Mam słabość do piosenek, które mimo powierzchownie błahej i rozrywkowej oprawy, noszą w sobie jakiś smutek i zadumę. Takie właśnie jest „Bailando”.
 

 
Uniting Nations – Out of Touch
 
Mam pewne podejrzenia, że osoba odpowiedzialna za playlistę w polskiej Vivie musiała być mega fanem formacji Uniting Nations, bo ich hiciory leciały tam non stop i ja wcale tego człowieka za to nie winię! Z całego zestawu przebojów wybrałem akurat „Out of Touch” z uwagi na dziwkarski teledysk, bo dupy wyskakiwały tam ze stringów, a ja miałem już pierwsze homoseksualne omamy, że może jednak wolałbym, żeby rozebrali do rosołu tego typa? Dopóki nie rozstrzygnąłem ostatecznie tej kwestii postanowiłem ustalić chwilowo, że jestem biseksualnym 15-latkiem.
 

 
Infernal – Ten Miles
 
Dorastanie ma to do siebie, że przeżywając pierwsze zawody miłosne, musisz dokładnie zaplanować sobie refleksyjną playlistę, która naznaczy cię już na całe życie. Tak się składa, że wśród moich ulubionych pozycji prowadzących mnie do wniosku pt. „już nigdy nie znajdę miłości” była urocza duńska kapela Infernal. Oni zasłynęli wprawdzie nieco mniej wysublimowanymi kompozycjami, ale moje serce skradło właśnie „Ten Miles”.
 

 
Schiller – I Feel You
 
Skoro zrobiło się poważnie i balladowo to czas na Schillera. Jezu, te otwierające „I Feel You” dźwięki to jest jak teleportacja do Vivy z 2003 roku. Mega mroczny klimat, niepokój, niezidentyfikowane emocje. Jak to usłyszałem na ostatniej imprezie Vogule Poland to szał cipy w wersji instant!
 

 
Cascada – Everytime We Touch
 
Jeśli chcecie sobie przypomnieć czasy, w których laski pomykały w chujowych balejażach typu czarne pasemka na blond włosach, nie bacząc na to, że ich talia ma 160 cm nosiły wielkie paski, które miały to podkreślić, a do tego koniecznie kozak i kurtka z futerkiem, to włączcie sobie jakiś teledysk mojej kochanej Cascady i kochani, mamy to!
 

 
Mandaryna – Drifting
 
Niemiecki dance lansowała w Polsce Mandaryna i chociaż powstała już odrębna notka gloryfikująca jej twórczość, to nie mogę sobie nie przypomnieć wam o jednym z tzw. hidden gemów z jej dyskografii czyli emocjonalnym, acz tanecznym „Drifting”.
 

 

12 KOMENTARZE

  1. Ale zuo wywołałeś! 🤣 Lata 90-te to czasy moich nastoletnich dyskotek i hiciorów, do których szaleliśmy na parkiecie. I czasy tańca w parach!!! Moja siostra nieraz mnie uczyła kroków, obrotów itp. 🤣🤣🤣 Pierwsze co przychodzi mi do głowy to Mallorca -Loft ( niezapomniana Mariolka z centralnego dworca 😂), no i oczywiście mistrz Haddaway i jego What is love.

  2. Jeśli chodzi o te czasy to nie możemy zapominać o Sylver – „Turn the tide” oraz „Forgiven”, Groove Coverage – „Poison”, Scooter – „Maria”, czy Melanie C i jej „I Turn To You” 🙂

  3. Kocham PANA Panie Grabari:))))))))))))))))) Kate Ryan właśnie się ściągnęła i jedzie wprost do mojego mamolota i na trasę:))) ps. ja nadal mam winampa i to zieloną wersję, nie pozwalam jej zmienić i jest super, moja córka tylko nie bardzo wie o co kaman ale się uczy obsługi.Pozdrawiam serdecznie,zrobił mi Pan dzień

  4. Nie zapominajmy o Mr.President . Mój typ żeby nie było że za mało ambitnie to Take Me To The Limit. Czy jakoś tak. No i brawa za Sylver dla Pana Mateusza! To klasyka w mojej dyskografia na tajdalu.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here