5 rzeczy, które kupicie w niedzielę mimo zakazu handlu

1

Zazwyczaj staram się sprawiedliwie patrzeć na jakieś mocno palące i dzielące społeczeństwo kwestie, zawsze z poszanowaniem interesów i argumentów obu stron. Niestety, bardzo często działa to tylko w teorii, bo kiedy życie konfrontuje mnie z danym problemem bezpośrednio to już nie jest tak kolorowo, a moja wspaniałomyślność zmyka w bardziej postronne miejsce. I tak np. jestem za tym, żeby ludzie byli bardziej aktywni fizycznie, uprawiali sporty i przebywali na świeżym powietrzu, ale jak tylko maraton przebiega przez moją ulicę i blokuje mi wyjazd to rzucam kurwami, publikuję pełne frustracji statusy na Facebooku, a samych uczestników wyzywam (nie tylko w myślach) od biegających pajaców. Utwierdza mnie to tylko w przekonaniu, że mimo śniadej cery, na pewno jestem Polakiem, ale innych plusów brak. To samo z zakazem handlu w niedzielę. Jak siedzę najedzony w domu i mam pod ręką wszystkie potrzebne do życia gadżety to myślę sobie, że pewnie, niech będzie to dzień wolny, niech sobie wszyscy odpoczywają, w końcu niedziela to niedziela. Ale nie daj boże jak mi się chleb skończy, albo co gorsza papier toaletowy, no to wtedy już wyciągam z szafy transparenty anty-pisowskie i zapierdalam z pianą na ustach pod dom Kaczyńskiego z mordą, że niszczy państwo. Tak już mam, mój chłopak nawet do zdiagnozował – bipolar. Nie jest łatwo z tym żyć (szczególnie jemu), ale na ten moment bardziej aktywna jest półkula odpowiadająca za pozytywne myślenie, toteż stworzyłem krótki poradnik odpowiadający na bardzo ważne pytanie: CO MOŻNA KUPIĆ W NIEDZIELĘ MIMO ZAKAZU HANDLU?

Followersów na Instagramie. Szczęśliwie (JESZCZE) nie sprzedają ich w galeriach handlowych, a bana na zakupy internetowe wciąż brak. Nie ma wątpliwości, że w dzisiejszych czas licznik obserwujących na Insta musi być pokaźny, a jeśli followersi nie są widnieją w statystykach przynajmniej w dziesiątkach tysięcy to równie dobrze możemy mieszkać w Pypkowie, bo tyle właśnie jest warte nasze życie. Co jednak zrobić kiedy wręcz stajemy na piździe, a ich nie przybywa? MOŻNA ICH PO PROSTU KUPIĆ. Obserwując konta moich kolegów i koleżanek po fachu zauważyłem, że najtańsi i najbardziej pracowici są m.in. w Bangladeszu. Zalajkują wszystko, gorzej z komentowaniem, ale wierzę, że podniesienie stawki za dniówkę nieco wzbogaci ich aktywność. Tylko tutaj naprawdę liczy się umiar, bo jak dojebiecie sobie w ciągu jednej nocy 10 albo i 100 tysięcy nowych fanów (historia zna takie przypadki), to będzie wyglądało to mało wiarygodnie, a przecież wszyscy mamy wierzyć, że wy ludzie bez popularności i charyzmy jesteś uwielbiani przez tłumy, no tak czy nie?!

PS. Ja nie wierzę i ze wszystkich was kupujących sobie followersów się śmieje cienkie fiutki, he he.

Dobry uczynek. Dobra, pośmialiśmy się trochę, ale powodów do śmiechu czasami brakuje. Jak w niedzielę nie wydacie hajsu na głupoty, bo sklepy zamknięte, to zawsze można równowartość szaleństw z Biedronki przelać na konto komuś kto tych pieniędzy naprawdę potrzebuję. Ja polecam tylko sprawdzone inicjatywy, takie jak np. Stowarzyszenie mali bracia Ubogich, które wspiera samotnych seniorów. Pracują tam fantastyczni wolontariusze, którzy dbają o to, aby podopieczni stowarzyszenia nie czuli, że nie są nikomu potrzebni. Szczegóły pod TYM linkiem.

Ciuchy od Mai Bohosiewicz. Celebrytki lubią sobie dorobić, a jak lumpy i galerie pozamykane to nowy t-shirt albo kieckę możecie kupić u Mai Bohosiewicz, która nie dość, że publikuje mocno niepokojące snapy, to jeszcze jest biznesmenką. Może jak będzie dobrze schodzić to instastragan zaowocuje jakimś butikiem albo autorską kolekcją ubrań? W końcu mamy tak mało celebrytek-projektantek, że kto wie…

Legalną muzę. W erze streamingu (btw, czekam na erę rimmingu) pobieranie ulubionych utworów z sieci odchodzi powoli do lamusa, ale ja jednak wciąż bym do tego nakłaniał, bo jak nam kiedyś Jarek internety zabierze to będzie problem. A jeśli o muzykę, do tego polską, nową i przyjemną chodzi to polecam „Parasole” Natalii Szroeder. Nóżka sama chodzi, dziewczyna zdolna i śliczna, niech się jej wiedzie!

Hot-doga na stacji benzynowej. Uniesienia muzyczne, nowi followersi na Insta, ani nawet dobry uczynek nie uciszy głodu i żołądka dopominającego się o jedzenie. Wtedy na białym koniu wjeżdżają stacje benzynowe i przepyszne hot-dogi. Nie chcę wiedzieć z czego są zrobione, jak mawia mój ojciec, pewnie z psa zmielonego z budą, no ale smakują wyśmienicie. KONIECZNIE Z SOSEM TYSIĄCA WYSP!

 

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here