Za kulisami Polsat SuperHit Festiwal: Margaret, Sarsa & dramaty techniczne

0

 

Kocham polskie morze. Kocham również Polsat, bo z imprez ramówkowych tej stacji może mnie odwieźć tylko Bania Taxi. A najbardziej kocham, gdy moje miłości do morza i Polsatu spotykają się w jednym miejscu czyli podczas festiwalu w Sopocie. Za czasów bogactwa i rozpasania Opera Leśna gościła dwie imprezy: Top Trendy i Top of the Top Festival. Rok temu stacja zdecydowała się jednak na mariaż tej dwójki i odtąd organizuje Polsat SuperHit Festiwal. Zeszłoroczną edycję niestety opuściłem i zdradziłem Ninę Terentiew z Opolem, ale sytuacja ta nie miała prawa się powtórzyć, więc w miniony weekend znów nawiedziłem Sopot. Popracować i poleżeć trochę na plaży czyli klasyczne business & pleasure.

Grafik festiwalu jest dość prosty – w piątek występują artyści, którzy w minionym roku sprzedali najwięcej płyt, w soboty rządzą gwiazdy radia i internetu, a w niedzielę popisują się leśne dziadki z kabaretów. Wisienkami na torcie są recitale i jubileusze uznanych nazwisk rodzimej sceny muzycznej, podczas których każda szanująca się polska rodzina może razem pośpiewać i poklaskać. Dla mnie to była już piąta przygoda z sopocką imprezą, ale chyba najbardziej niezapomniana, bo prześladowała mnie prawdziwa plaga nieoczekiwanych pomyłek i problemów technicznych. Niedziałający mikrofon, problemy ze sprzętem, w końcu powrót sprintem do Opery Leśnej, gdy okazało się, że gwiazda wieczoru zaskoczyła ze sceny szokującym wyznaniem o chorobie… Każdy pożar udało się jednak ugasić, a wszystko to dzięki koleżeńskiej pomocy, co w tej branży może być trochę niespodzianką. W końcu tyle się mówi o tym, że wystarczy odwrócić się na chwilę po masło, a już ma się nóż w plecach… Tymczasem dziennikarska solidarność istnieje i ma się dobrze! Oczywiście, nie liczę tutaj niewiast wjebujących się w kolejki do wywiadów metodą na niewidomą (ktoś tu stoi, bo nie widzę? o, ja stoję), bo to się wciąż, niestety, zdarza. Na szczęście, są takie osoby jak Julia Tryzno i Adrian Gniewkowski z Plejada.pl, którzy nawet w najbardziej beznadziejnych momentach niemocy ludzkiej i technicznej poratują cię i kamerą i mikrofonem i dobrym słowem. Miłość!

Za kulisami imprezy jak zwykle działo się sporo, bo tempo jest dość mordercze. Po każdym występie dana gwiazda schodzi ze sceny, po czym (przynajmniej teoretycznie) mejkapistki pudrują jej nosek, a ona pojawia się na ściance – szybkie pozowanie do zdjęć,  a potem rozmowy z mediami. Entuzjazm fotografów i dziennikarzy jest rzecz jasna adekwatny do popularności danego wykonawcy, więc niektórzy są witani symboliczną ciszą i odwracaniem wzroku, inni zaś zwierzęcymi pokrzykiwaniami. Największą furorę zrobiła Sylwia Grzeszczak, dla której występ w Sopocie był pierwszym po przerwie spowodowanej narodzinami córki. Menadżer piosenkarki uprzedził lojalnie wszystkich dziennikarzy, że gwiazda nie życzy sobie pytań o dziecko, ale wiadomo, każdy na swój sposób próbował ją wpuścić w gadkę o macierzyństwie i małej Bognie. Nie wszystkim się udało, niektóre próby były wręcz karkołomne i koleżanki powoływały się nawet na Adele mówiącą o tym, że ciąża zmienia wokal, ale Sylwia na wszystko reagowała z uśmiechem, choć i stanowczą odmową na wdawanie się w szczegóły. Cygańskie lico najwyraźniej delikatnie ją rozluźniło, bo powiedziała do mojego mikrofonu dwa zdania więcej niż zazwyczaj. Efekty we wtorkowym wydaniu Faktu i na www.fakt24.pl – wyczekujcie!

Sporo uwagi skupiały na sobie też Margaret i Sarsa, a to za sprawą fantazyjnych kreacji, choć wieszanie na sobie pluszowych małp jest dość dyskusyjnym modowym wyborem. Ptaszki ćwierkają, że Gosia małymi kroczkami przebija się w Stanach, na razie na listach Billboardu skupionych wokół Twittera i Spotify, ale to dobry prognostyk na przyszłość. Szał wokół niej i kumpeli z rogami to trochę symboliczna zmiana warty, bo jeszcze kilka lat temu na takie zainteresowanie mogły liczyć starsze stażem koleżanki, tymczasem w tym roku we wszystkich zestawieniach prym wiedzie utalentowana młodzież. Do tego grona z pewnością należy Natalia Szroeder, która nie dość, że piękna, pupę ma jak milion dolarów to jeszcze głos jak dzwon. Fakt, być może nie widujemy jej na okładkach kolorowych magazynów, nie wyskakuje jeszcze z lodówki, nie wyciera tej zgrabnej pupy na ściankach i czerwonych dywanach, ale grafik koncertowy nie świeci pustkami, a to dla Natalii zdaje się być rzeczą najważniejszą. Szanuję to!

Z osobistych rozczarowań mogę natomiast odnotować brak wywiadu z Natalią Nykiel, którą absolutnie kocham i już od dawna chciałem z nią porozmawiać. Niestety, kiedy pojawiła się na chwilę na ściance, atmosfera była tak gęsta, czas ograniczony, w dodatku kolejki jak po mięso, a jako że nie umiem być suką, to po prostu się nie udało. Następnym razem jednak nie odpuszczę! Przed kamerę zaciągnąłem natomiast Grześka Hyżego, który, podobnie jak ja, obchodził w piątek urodziny. Fajny, utalentowany facet, który zupełnie niepotrzebnie musiał beknąć za rozwód i nowy związek, w międzyczasie został wciągnięty w jakieś dziwne alimentowe historie, a przecież takie sytuacje nigdy nie są czarno-białe. Na scenie jednak nikt nie zagląda mu do życiorysu, a tam daje radę totalnie i bezdyskusyjnie.

Roboty było po same czoło, ale jako szanująca się blogerka nie zapomniałem o wykonaniu pamiątkowych fotografii. Efekty tych artystycznych starań możecie podziwiać poniżej, a mi pozostaje ubolewać, że przygoda z Polsat SuperHit Festiwal tak szybko się skończyła. Szczególnie, że piątkowe after party tak dowaliło do pieca, że czuję to w kościach do dziś… Jak to mówiła Grażyna Szapołowska – nie te lata, nie te wnętrza. Do następnego!

113127139101637353648183022211556381439413334434047464544282729242526192042174849515023

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here