Koncert Reni Jusis podczas H&M Królestwo: 6 dowodów na to, że Reni wciąż rządzi na scenie

3

 

W połowie kwietnia na rynku ukazała się długo oczekiwana płyta Reni Jusis, która po ponad dekadzie odpoczynku od muzyki elektronicznej postanowiła wrócić do swoich korzeni. Album „Bang” zdecydowanie sprostał nadziejom fanów, a swoje entuzjastyczne trzy grosze do całego pochodu świetnych recenzji krążka dorzuciłem tutaj. W minioną sobotę Reni zaprezentowała nowy materiał podczas koncertu H&M Królestwo, a mnie nie mogło na nim zabraknąć. Szczególnie, że spotkałem gwiazdę wieczór wcześniej na konsumpcji pysznych frytek nad Wisłą. Za to kocham Warszawę!

Nie będę się tutaj specjalnie rozpisywał i recenzował, a zamiast tego po prostu wypunktuję wszystko, co prowadzi do jednego słusznego wniosku: RENI RZĄDZI! No, to zaczynamy:

  1. Wokal. W zalewie niczym nie wyróżniających się głosów i stuningowanych w studiu wyjców, charakterystyczny wokal Reni to miód na moje uszy. Tę barwę poznaje się już po jednej nutce i nie ma monotonii, bo w trakcie koncertu gwiazda chętnie korzysta z gadżetów, które nakładają na jej wokal rozmaite efekty.
  2. Wygląd. Wiem, że to trochę seksistowskie, ale nie zapominajmy, że Reni to przecież mama dwójki dzieci, a figurę (mimo frytek!) ma nienaganną. Wciąż też lubi zaszaleć z kostiumami i niebanalnymi dodatkami, więc jest na co popatrzeć. Najbardziej kocham strój śmieciowej Buki, mistrzostwo świata.
  3. Poczucie humoru. Na samym początku występu ekipa Reni borykała się z problemami technicznymi i koncert musiano na chwilę przerwać. W tym czasie gwiazda wieczoru podeszła bliżej publiczności, zdjęła kamizelkę i rzekła słodkim głosem: „To może ja się teraz rozbiorę, żebyście się nie nudzili? To chyba zawsze działa?!”
  4. Umiejętności taneczne. Reni czuje muzykę całą sobą, więc na scenie proponuje całą paletę wygibasów i spontanicznych choreografii. Co więcej, to zaraźliwe i człowiek od razu zaczyna ruszać nóżką, podrygiwać i wyginać śmiało ciało. Kilka ruchów pożyczę na dyskoteki w Glamie, to pewne.
  5. Repertuar. Nowa płyta zdaje egzamin na żywo, a na deser Reni zawsze ma w zanadrzu swoje ponadczasowe przeboje dedykowane smutnym disco-singielkom czyli „Kiedyś cię znajdę” i „Nigdy ciebie nie zapomnę”.
  6. Nastawienie. Reni wychodzi na scenę dla publiczności i to czuć. Nie śpiewa dla siebie, nie uprawia scenicznej masturbacji, jest tam dla ciebie. Jeszcze w trakcie koncertu zapraszała wszystkich na oficjalne after party, a kontakt z fanami nie jest dla niej smutnym obowiązkiem. To lubię!

A na koniec zdjęcia. Nie było łatwo z łapaniem ostrości, bo Reni śmiga po scenie jak dzika łania, ale coś tam wyszło. Enjoy!

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 12 13 14 15 16 17 19

3 KOMENTARZE

  1. To był rewelacyjny koncert. Ja widziałem Reni z godzinę przed koncertem, gdy czmychnęła do budynku Królestwa.
    PS: Piosenka „Nigdy ciebie nie zapomnę” nosi tytuł „Jakby przez sen”.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here