Kulisy „Złotego Opola 2016”: Kurski w garderobach gwiazd, afery z kupowaniem głosów i after party do rana

4

 

Po niemal całym niedzielnym popołudniu spędzonym na próbach do koncertu „Złote Opole” wiedziałem, że prawdziwe emocje i festiwalowe podekscytowanie nadejdzie wraz z faktycznym startem wieczornej imprezy. I nie myliłem się, bo noc z niedzieli na poniedziałek zapamiętam na bardzo długo i to z wielu powodów.

Zacznę może od sprawy, która już wczoraj rozpaliła zmysły internautów czyli Michała Szpaka uhonorowanego statuetką Grand Prix. To już tradycja, że jego zwycięstwa w konkursach sms-owych  wzbudzają ogromne kontrowersje i pojawiają się zarzuty matactw i nieuczciwego pozyskiwania głosów. Podobnie było wczoraj, a ironiczne „i tak wygra Szpak” można było usłyszeć jeszcze za dnia. Tym razem jednak te poważne przecież zarzuty nie padały z ust sfrustrowanych fanek innych artystów, a samych wykonawców i ich ekip. Ktoś powie – okej, starzy zazdrośnicy nie mogą przeboleć, że młodzian znów sprzątnął im sprzed nosa jakąś statuetkę i 30 koła nagrody. To na pewno boli, ale jeśli słyszysz dość konkretne żale nad brakiem czystej rywalizacji i to od prawdziwych legend polskiej muzyki, zaczynasz się zastanawiać. Podczas ogłoszenia werdyktu na scenie mieli się pojawić wszyscy uczestnicy koncertu, ale ostatecznie pojawił się tam tylko zwycięzca. Powiem wam tylko tyle – atmosfera była daleka od radosnej.

 

Podobno cały ten proceder wspomagania się „załatwionymi” sms-ami dotyczy też kilku innych wykonawców, ale najbardziej na takich plotkach traci Michał. Wczoraj nie chciał nawet udzielać wywiadów po odebraniu nagrody, a niewybredne komentarze ze strony starszych kolegów, niewykluczone przecież, że wśród nich są jego idole, na pewno musiały go zaboleć. Zamiast zasłony milczenia dobrze byłoby całą sprawę po prostu wyjaśnić i to bez strzelania do konkurencji i zbijaniem wszystkiego zazdrością. Szpak ma ogromny talent, wielki sukces na Eurowizji na koncie i rzesze oddanych fanów. Tego nie podważą żadne zarzuty o kupionych sms-ach, ale trzeba się z nimi skonfrontować, bo inaczej już zawsze ludzie będą patrzeć mu na ręce, a sam wczoraj przekonał się dobitnie, że to nie jest ani miłe, ani potrzebne.

Miło na pewno nie czuł się wczoraj Jacek Kurski, który został powitany na scenie głośnymi gwizdami. Za kulisami nikt nie mógł uwierzyć w tak gorące inaczej przyjęcie pana prezesa, a on sam po zakończeniu koncertu wpadł z wizytą do garderoby Michała Szpaka, aby jeszcze raz mu pogratulować i zrobić pamiątkowe zdjęcie. Tuż obok znajdowała się garderoba Dody, więc również i w tym przypadku znalazła się chwila na przywitanie i wymianę serdeczności. „W tym biznesie trzeba mieć twarde jaja” – wypalił do Rabczewskiej Kurski. I w sumie sam nie wiem, czy bardziej mówił o aplauzie cudzoziemców, czy może chciał w ten sposób pocieszyć Dorotę, że upragniona statuetka Grand Prix nie trafiła jednak w jej ręce. Wiem natomiast jedno – pan Jacek musiał przeżyć niezły estetyczny szok, gdy kilkadziesiąt minut wcześniej pojawił się z kontrolną wizytą za kulisami. Wtedy bowiem w całej okazałości prężyli się tam tancerze Justyny Steczkowskiej, ledwo co ubrani w prześwitujące bluzki i czarne spódniczki. „No homo” – przysięgam, miał to wypisane w oczach, które pośpiesznie i nerwowo szukały czegoś, na czym mogą zawiesić wzrok, a co nie będzie torsem, bicepsem czy innym tricepsem. Liczę, że jego refleksje na temat męskich torsów i szpagatów zaowocują jakąś pozycją literacką w stylu „50 twarzy dobrej zmiany”. Mocno kibicuję, bo miałem taką samą minę, jak pierwszy raz zobaczyłem cudzego penisa. Z bliska. A jak to się skończyło, wszyscy wiemy.

Jeśli o Steczkowskiej mowa, to podczas after party NIEMAL doszło do pojednania, na które czekały wszystkie gazety. Diwa wpadła bowiem na Dodę, ale skończyło się jedynie na skromnym „cześć” i zdjęciu, które pewnie nigdy nie ujrzy światła dziennego. Sytuacja była dość zabawna, bo do fotki pozowały Majka Jeżowska, Ania Dąbrowska, Edyta Bartosiewicz i Doda właśnie, a Justyna znalazła się tam zupełnie przypadkowo, chcąc tylko wymienić kilka zdań z panią Jeżowską (na marginesie – jak ona wygląda, no i seks i ogień!). Zorientowawszy się jednak, że w tej sekundzie powstaje pamiątkowe zdjęcie z jej blond rywalką, spowita w czerwony cekin Justyna wykonała kilka manewrów zgrabnymi biodrami, żeby wymiksować się z tego zestawu. Ostatecznie udało się je uchwycić pozujące razem, ale niestety, mój palec naciskał spust nie mojego telefonu, więc ewentualna publikacja tej historycznej fotografii zależy od osób trzecich. Nie traćmy nadziei…

Chciałbym napisać więcej o tym, co się działo na afterze, ale chyba nie mogę, bo opowieści, które słyszałem to dobry materiał na książkę, więc pozwolicie, że za kilka lat spieniężę swoje wspomnienia w jakiejś zgrabnej publikacji na 500 stron. A tak całkiem serio, dla takich chwil warto żyć – siedzisz sobie przy stole z Edytą Bartosiewicz, popijasz z nią winko i prosisz, żeby obstawiła ci szluga. Mając jednocześnie w pamięci hektolitry łez, które wylałeś przeżywając swoje pierwsze miłosne zawody przy „Ostatnim”. Kosmos! Szczególnie, że to naprawdę mądra i piekielnie utalentowana babka. Biesiada trwała do rana, łeb wciąż mnie boli, ale taki kac, to nie kac.

Fotorelacja tym razem nieco skromniejsza, ale za to z miejsc, gdzie normalnie aparaty raczej nie mają dostępu, więc mam nadzieję, że coś innego niż to, co można zobaczyć na portalach. Wracając do mieszkania wykonałem też kilka artystycznych autoportretów na tle wschodzącego opolskiego słońca, ale tak jak bardzo kocham siebie – nie nadają się raczej do publikacji.

1 2 3 4 5 6 8 9 10 11 12 13 14 15 16 18 19 20 22 23 24 25 26 28 29 30 31 32 34 36 37 38 image-14

4 KOMENTARZE

  1. Fajny tekst. Bawi mnie Lombard w uściskach pana Kurskiego. Ale nie dziwi mnie to, ale dziwne, że nie wygrali… Mieliby nagrodę za to, że zakazali KODowi wykorzystywania piosenki „Przeżyj to sam” na demonstracjach…

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here