Nie ma już starej Natalii Kukulskiej. Nowa zaśpiewa nawet bez prądu! Recenzja koncertu urodzinowego

2

 

Młode pokolenie wpatrzonych w Sarsę nastolatków nie ma prawa tego pamiętać, ale jakieś 20 lat temu polska scena muzyczna próbowała gonić Zachód i mieliśmy nawet nieśmiałe próby posiadania gwiazd muzyki pop. Jedną z nich była Natalia Kukulska, która wypuszczała na rynek przebój za przebojem, regularnie flirtowała z r’n’b, wszystkie dziewczyny chciały mieć jej sprężystego loka, a w swoich teledyskach wyginała ciało nie mniej śmiało niż Britney Spears. Po tamtej Natalii nie ma już śladu, choć pod względem urody i figury czas stanął dla niej w miejscu. Tego samego, na szczęście, nie da się powiedzieć o jej twórczości. „Lubię często podkreślać, że od czasów Puszka Okruszka trochę się rozwinęłam” – żartowała podczas ostatniego koncertu w warszawskiej Stodole. Tyle tylko, że to nie żart.

 

Kukulska jest teraz w arcydziwnym momencie swojej kariery. Próżno szukać jej na szczytach sprzedażowych list przebojów, nie ma też co liczyć na wyjątkowe wsparcie rozgłośni radiowych. To cena, którą w Polsce płaci się za wyjście przed szereg. Czy się tym przejmuje? „Robię co chcę, mam własny plan / Jesteś na nie, w nosie to mam!” – śpiewa w piosence „W nosie”  z ostatniej płyty „Ósmy plan”. A jest sporo rzeczy, które przywiązanym do „starej” Natalii mogłyby się nie spodobać. Odeszła bowiem od łatwego i melodyjnego popu na rzecz zgłębiania muzyki elektronicznej, trochę brudnej, nieoczywistej, ale za to bezkompromisowo szczerej i bez lukru. Nie chce odcinać kuponów, nie bawi się w jakieś podjebkowe programy telewizyjne i inne dziwne akcje, za które dostaje się miliony monet i obietnice show-biznesowej nieśmiertelności. Miejsca na kompromisy nie ma też najwyraźniej na jej koncertach.

Wstyd się przyznać, ale do tej pory miałem okazję podziwiać Natalię na żywo tylko raz i to bardzo krótko, bo podczas ostatniego Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu. Udało się zrobić nawet bardzo przyjemny wywiad, choć potem moja gazeta zaserwowała do niego taki nagłówek, że artystka mogła przy kolejnym spotkaniu obdarować mnie soczystym strzałem w pysk i nie miałbym prawa specjalnie protestować. Zamiast tego był uśmiech, za co serdeczne Bóg zapłać. Przed poniedziałkowym koncertem, reklamowanym przecież jako urodzinowym, zastanawiałem się, co też zobaczymy na scenie. Urodziny sugerowały, że może to być nostalgiczna przejażdżka po największych hitach, ale nic z tego.

Występ rozpoczął się od montażu wideo do utworu „Sexi Flexi” z zupełnie nowym tekstem, puszczającym oczko do świeżo upieczonej 40-tki. Nie zacytuję z głowy, ale coś w rodzaju „Hej Natalia, jesteś stara”, gdzie rym częstochowski ścielił się gęsto, a zgromadzeni fani posikiwali ze śmiechu. O tym, że nie była to tylko pokazówka i wymuszony dystans publiczność mogła się tego wieczoru przekonać wielokrotnie. Kukulska wprawdzie często zapewniała, że nie przygotowała żadnej wymyślnej konferansjerki, ale jej anegdoty czy celne riposty w kierunku co bardziej odważnych fanów pokazały, że spośród wielu talentów, ten komediowy wcale nie jest najmniej okazały.

Sam koncert był prawdziwą muzyczną podróżą po rozmaitych zakamarkach elektroniki. Ton narzucało electro-popowe brzmienie z „Ósmego Planu”, ale nie zabrakło też romansu z dubstepem czy dźwiękami, których nie powstydziłby się popularny teraz Kygo. Zwieńczeniem tego rogu obfitości była ambientowa interpretacja „Im więcej ciebie tym mniej”, która legendarny już przecież oryginał wprawia w dość spore zakłopotanie. Nowe wersje starych przebojów to dla mnie absolutnie największy smaczek tego występu, bo jako fan Madonny jestem do tego przyzwyczajony, a nie jest to jakiś standard wśród rodzimych wykonawców. Oszalałem na punkcie remiksu „Piosenki Światłoczułej” czy „W Biegu”, o zaskakującym połączeniu „Decym” i „Wierność jest nudna” nie wspominając. A przecież można było zrobić to po polskiemu i łatwemu czyli odpalić albumówki i heja. Ujmujący był również set akustyczny, który odświeżył takie szlagiery jak m.in. „Niepotrzebny” i udowodnił, że Kukulska produkowała swego czasu wręcz w hurtowych ilościach naprawdę lotne kompozycje. Teraz dodatkowo zaśpiewane mocnym wokalem, chyba z wiekiem bardziej szlachetnym, ale i fantazyjnym. Gwiazda ochoczo korzysta też z dobrodziejstw techniki i kosmicznych mikrofonów, które nakładają na wokal rozmaite efekty, ale nie po to, żeby ukryć niedostatki. Bo to piosenkarka ze starej dobrej szkoły – wychodzi i śpiewa wszystko od początku do końca, co na dzisiejszym rynku nie jest sprawą oczywistą.

O sile artysty świadczą sytuacje z gatunku tych mocno nieprzewidzianych. Los nie oszczędził Natalii w Stodole i podczas pierwszego podejścia do wykonania „W biegu” współpracy odmówiło zasilanie i jeb, nagle nie działa nic. Co zrobiła jubilatka? Wzięła w łapę megafon i zafundowała fanom ogniskową wersję „Pół na pół”, a jej fragment możecie zobaczyć na nagraniu załączonym pod notką. Prąd na szczęście wrócił, choć myślę, że nikt ze zgromadzonych nie miałby nic przeciwko, aby kontynuować zabawę z megafonem.

Kończąc już powoli, to niezwykle miły widok widzieć wokalistkę, która nie kładzie się krzyżem przed swoim starym i zasłużonym dorobkiem, ale chce iść dalej. Jakieś 15 lat temu Natalia była śliczną piosenkarką z miłym dla ucha repertuarem. Dziś jest świadomą artystką, która szuka, eksploruje, eksperymentuje i nie bierze jeńców. Nie muszę chyba wymieniać po nazwisku jej koleżanek, które wciąż nie mogą odnaleźć się w tych „nowych” czasach, próbując po omacku wszystkiego, ale bez przekonania i pasji, desperacko oglądając się w tył, kiedy u ich stóp była cała Polska. Kukulska patrzy tylko do przodu i oby to się nie zmieniło!

IMG_0469IMG_0473IMG_0454IMG_0500IMG_0519IMG_0535IMG_0576IMG_0591IMG_0549IMG_0565

2 KOMENTARZE

  1. Na tym koncercie niestety nie byłam – ale miałam przyjemność słyszeć Natalię na sześciu innych. Jest miłą osobą, jest bardzo naturalna w kontakcie z publicznością, ma niewymuszony luz. To po prostu prawdziwa piosenkarka, być na jej koncercie, słuchać tego pięknego głosu i żywej muzyki – to zaszczyt. Sto lat dla jubilatki.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here