7 nie-singli Spice Girls, które przygotują cię mentalnie na ich comeback

2

Ludzi można podzielić na dwie grupy – tych, którzy nienawidzą sequeli, prequeli, wielkich powrotów i drugą opcję czyli zwolenników odgrzewania kotletów w nieskończoność i publikujących na Facebooku „O nieee, moje życie straciło sens” pod niusem o zawieszeniu prac nad trzecią częścią „Seksu w wielkim mieście”. Ja zdecydowanie należę do tej ostatniej grupy, bo mam głęboki problem, który psychologia pewnie jakoś potrafi ładnie nazwać, mianowicie – nie potrafię pogodzić się ze stratą tego co kocham. Pójdę do kina na wszystkie spin-offy „Gwiezdnych Wojen”, nie dopuszczam do tego, aby w lodówce stał pusty słoik po majonezie, a w wolnych chwilach wyobrażam sobie, co by było gdyby Geri nie odeszła ze Spice Girls. I ten przykład nie wziął się tutaj z powietrza, ponieważ w ostatnich tygodniach miałem duże trudności z oddychaniem, a wszystko przez sensacyjnie doniesienia o comebacku Spajsetek. Wokół sprawy krąży dużo plotek, niejasna jest jeszcze kwestia dla mnie najważniejsza – czy pojadą w trasę koncertową?! Oczekując na oficjalne potwierdzenie oszczędzam prewencyjnie nerki, bo jeśli to tournee się wydarzy i bilety wejdą do sprzedaży, to jednak którąś będzie trzeba sprzedać. Póki co, przygotowuję się mentalnie do wielkiego powrotu Spice Girls zasłuchując się w ich płytach i co bardzo chciałbym wam pokazać w tej notce – oprócz hitów, które zna cały świat, na albumach dziewczyn jest sporo ukrytych perełek.
 
Naked. Lwią częścią targetu Spajsetek były dzieci, nawet nie nastolatki, co nie przeszkadzało im w nagrywaniu uwodzicielskich, a wręcz zboczonych piosenek – odkrycie, że „2 Become 1” jest o penetracji i bezpiecznym seksie zniszczyło mi życie. Na debiutanckiej płycie SG jest utwór będący niejako prologiem do wspomnianego singla, bo w „Naked” dziewczyny dopiero namawiają do bezeceństw, które wydarzą się potem i mruczą zalotnie do mikrofonu. Kwintesencja połowy lat 90-tych i co ważne, utwór praktycznie się nie zestarzał! Choć gdyby wydano go teraz, po drugiej zwrotce sapałby pewnie jakiś Drake albo inny amator śpiewania o cipkach.
 

 
Last Time Lover. Pierwszy krążek SG w ogóle był dość mocno sensualny, a odniesienia do seksu ścieliły się tam gęściej niż wokale Victorii. Po „Naked” w kolejce jest „Last Time Lover”, początkowo zatytułowane podobno „First Time Lover” i nawiązujące do utraty dziewictwa przez pieprzne dziewczyny, ale to już byłoby too much dla Brytoli, więc zdecydowano się na nobliwą korektę. W tym kawałku pierwsze skrzypce gra fantastyczny, ultraseksowny bit, udowadniający, że dziewczyny potrafią też w r’n’b. Próbuję przypomnieć sobie jak musiałem zawodzić do tego kawałka jako dziecko i gdyby moi rodzice poświęcali wtedy więcej uwagi moim zainteresowaniom, moja orientacja nie byłaby 10 lat później dla nich taką niespodzianką…
 

 
Denying. Druga płyta zespołu nagrywana była trochę po łebkach, co po latach przyznały same Spajsetki. Machina promocyjna była wówczas rozkręcona do granic możliwości – utwory powstawały w przerwach między koncertami, zdjęciami do filmu „Spiceworld”, reklamami i milionem innych zobowiązań. Jakość krążka jednak na tym nie ucierpiała i paradoksalnie, ja wracam częściej do albumówek niż singli, za wyjątkiem „Viva Forever”. A tak się składa, że przed „Vivą” właśnie jest na płycie jeden z moich ulubionych utworów czyli „Denying”. Muzycznie nie był to może super wielki krok do przodu w porównaniu z pierwszym albumem, ale laski są tu silne, obrażają mężczyzn i mają attitude level na 100.
 

 
Never Give Up On The Good Times. Na „Spiceworld” wokalistki dały też upust swojej miłości do disco i wyszło to naprawdę zgrabnie. „Never Gipe Up On The Good Times” to klasyczne Spice Girls – bardzo melodyjne, z idealnym podziałem na głosy i pokrzepiającym przesłaniem. Szkoda, że Geri się nie wsłuchała i zrobiła wszystkich w konia…
 

 
Saturday Night Divas. To piosenka o mnie i moich koleżankach w Glamie w sobotę. Więcej rekomendacji tutaj nie trzeba.
 

 
Tell Me Why. Geri po odejściu musiała dostać na kolejnej płycie SG kawałek, w którym dziewczyny się z nią rozliczają i doczekała się naprawdę dobrej piosenki o wiele mówiącym tytule „Tell My Why” (pol. „Geri, co Ty odjebałaś?!”). W utworze wkurw dziewczyn jest stopniowany – zaczyna lekko zdenerwowana Victoria, potem słychać gorzki zawód w głosie Emmy, na maksa wkurzoną Mel B, a byłą koleżankę na zimno w bridge’u wykańcza Mel C. Poezja!
 

 
If You Wanna Have Some Fun. Lubię „Forever”, ale nie da się ukryć, że była to najsłabsza płyta Spice Girls i to zupełnie nie z powodu braku Geri. Utwory były świetnie wyprodukowane, w zgodzie z trendami, ale brakowało tam tego „czegoś”, spajsetkowego stempla. Jedyny utwór, poza pierwszym singlem „Holler”, który miał w sobie ducha zespołu to „If U Wanna Have Some Fun”. Kawałek mógłby spokojnie znaleźć się na jednej z poprzednich płyt i pasowałby tam idealnie. Szkoda, że nie był singlem, choć niby były takie próby, ale bez prawdziwego teledysku się nie liczy.
 

 

Photo by Polygram/Kobal/REX/Shutterstock (5882512r)

2 KOMENTARZE

  1. jestem rocznik ’85 więc Spice Girls to była moja rzeczywistość, teraz odsłuchałam sobie kilku piosenek i słowa wszystkich pamiętam! żebym ja miała taką dobrą pamięć do naprawdę ważnych rzeczy ale nieee…;)

  2. „…a w wolnych chwilach wyobrażam sobie, co by było gdyby Geri nie odeszła ze Spice Girls. ” Mam tak samo jak Ty 😉 9 lat miałam jak Geri odeszła i trauma pozostała do dziś. Ilość wylanych łez można liczyć w hektolitrach, a przez kilka następnych lat po jej odejściu śniłam wciąż o istnieniu Spice Girls w niezmienionym składzie lub o tym, że odejście Geri było tylko plotką 😀

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here