Być kobietą w show-biznesie straszna rzecz. Seksizm na salonach

4

Można optymistycznie uznać, że świat jest na dobrej drodze, żeby wyleczyć się z rasizmu. No, za wyjątkiem USA, bo oni mogą mieć czarnego prezydenta, a i tak biją jego ziomków policyjną pałą. Homofobia, też bardzo powoli i w ślimaczym tempie, ale odchodzi do lamusa i bycie światłym człowiekiem nie przewiduje już leczenia pedałów prądem. Nie żeby dawać im jakieś nadzwyczajne przywileje w postaci małżeństw, ale powiedzmy, że prawo do życia to już jakaś dobra zmiana. Ze wszystkich przywar społecznych jest jeszcze jedna, która ma się nadzwyczaj dobrze: seksizm. Bo jak by dłużej się zastanowić, tak na poważnie, to kobiety mają naprawdę przejebane.

Wystarczyłoby w zasadzie załączyć kilka artykułów dotyczących ostatniej narodowej dyskusji na temat zaostrzenia prawa aborcyjnego w Polsce i już więcej na potwierdzenie tych przykrych słów nie trzeba. Seksizm jednak to nie tylko traktowanie kobiety jako przechowalni zarodków. Daje w kość od spraw poważnych i decydujących o życiu aż po same kostki, jakieś głupotki, wydawałoby się błahostki. Ja o tym, kiedy zarodek staje się człowiekiem i od kiedy kobieta decydująca się na aborcję jest już morderczynią rozprawiać nie będę, bo raz: macicy nie mam, a dwa: są od tego ludzie bardziej kompetentni. Chciałbym jednak spojrzeć tak na szybko i bardzo pobieżnie na show-biznes, bo niech nie zmylą was prężące się i wyzwolone gwiazdy z okładek. Seksizm ma się w nim bowiem bardzo dobrze.

Kilka miesięcy temu w Stanach rozgorzała gorąca dyskusja na temat dysproporcji w zarobkach gwiazd kina. Okazało się, że czek dla gwiazdora Hollywood jest dużo tłustszy niż dla jego ekranowej partnerki. Dlaczego? Odpowiedzi brak. Najgłośniej krzyczała Jennifer Lawrence, która od kilku sezonów okupuje szczyty zestawień z najlepiej zarabiającymi aktorkami świata. Wyciek korespondencji mejlowych w Sony sprawił, że informacje o gażach aktorów przestały być tajemnicą, ale Lawrence nie poprzestała na pisaniu esejów na ten temat, tylko wzięła się do roboty. Za film „Passenger” krzyknęła 20 milionów dolarów i je dostała. Dla porównania – występujący w tej samej produkcji Chris Pratt zarobił 8 milionów mniej. Ale to tylko kropla w morzu i skutek interwencji – nikt o zdrowych zmysłach nie odmówiłby przecież największej obecnie gwieździe kina. Gdyby jednak wspomniane dane nie przedostały się do sieci, a Lawrence tkwiła w swojej słodkiej nieświadomości, to jej kolega cieszyłby się z dużo większego przelewu. Dla mniej popularnych, „zwykłych” aktorek to codzienność.

Nie chcę nawet się denerwować i zaczynać kwestii ageizmu, który choć w słownikach widnieje jako odrębne pojęcie, tak naprawdę stoi na jednej półce z seksizmem. Choć jeszcze daleko mi do starej kobiety to od jakiejś dekady obserwuję jak obuchem w łeb za swoją metrykę dostaje moja idolka. Madonna ma swoją wizję na temat tego, jak powinna wyglądać i zachowywać się kobieta, która dobija do 60-tki. W jej mniemaniu to wciąż młoda, zgrabna, gibka i eksponująca swoją seksualność jednostka. Spotyka się to z murem oburzenia, zniesmaczenia i stertą wyzwisk. Okazuje się, że krótka spódnica, kabaretki, botoks i młodsi faceci to nie jest starość, którą chcemy oglądać. To nie jest, moje ulubione określenie, „starzenie się z klasą”. No halo, przepraszam, czy jest jakaś biblia z listami apostołów, którzy wskazują jedyną słuszną drogę do sanatorium, bo jak nie to piekło? A wystarczy przecież przyjrzeć się jej rówieśnikom-gwiazdorom, którym zdarza się paradować po scenie bez koszulki, a w domowych pieleszach gościć dziewczyny w wieku ich córek. „Stary, ale daje radę!” – wybrzmiewa zazwyczaj chór poparcia.

tumblr_njq6i02DTz1qlycwjo1_500

Tutaj chciałbym zatrzymać się na dłużej, bo to kwestia, która rozpala mi lico od dłuższego czasu. Jaka jest definicja starości, jakie są jej fizyczne oznaki? Tak na chłopski rozum: zmarszczki, siwe włosy, choroby, stopniowa niedołężność, niesprawność, kłopoty z pamięcią, sikanie pod siebie, szczęka na blacie i często, niestety, również samotność. Czy 58-letnia Madonna, ale też kilka jej koleżanek, może przy którejś z tych opcji postawić krzyżyk? Nie. Wygląda rewelacyjnie, co jest zasługą nie tylko regularnych przysiadów na torsach 23-latków, ale i chirurga plastycznego, formą fizyczną przyćmiewa o połowę młodsze konkurentki, pracuje z młodymi ludźmi i dotrzymuje im kroku. Jakim sposobem ta kobieta ma wstać rano i powiedzieć do lustra „Kurwa, Madonna, ale jesteś stara”? Większość jednak widziałaby ją zapiętą pod szyję w sweterku w kwiatki, śpiewającą o tym, co było i nie wróci, koniecznie z jakąś pokaźną zmarchą na czole. Szczęśliwie, to pewnie nigdy nie nastąpi. Panna Ciccone przeżyła już swojego jednego chirurga, nie ma na nią mocnych.

Skoczmy teraz na chwilę na polskie podwórko. Tutaj seksizm największe żniwa zbiera w tzw. obyczajówce. Całkiem niedawno cały internet spłonął oglądając filmik dwóch anonimowych lasek, które obwieściły na Snapchacie, że puknęły się po koncercie w tourbusie ze znanymi raperami. Pukania jako postawy życiowej krytykować nie będę, chwalenie się tym jest sprawą mocno dyskusyjną, ale… Pomyślmy przez moment, czy takie pomyje z gównem byłyby wylewane w komentarzach, gdyby zamienić płeć bohaterek i np. mamy dwóch nastolatków, którzy przy akompaniamencie fanfar ogłaszają, że udało im się zaliczyć, nie wiem, Arianę Grandę. Trochę bardzo wątpię, ale póki się nie znajdzie jakiś turbo celebrity ruchacz to swoich teorii w praktyce przykładem nie potwierdzę.

Są jednak i bardziej namacalne przykłady. Gdyby zrobić szybką ankietę i wybrać najbardziej podłą, złą i niemoralną kobietę polskiego show-biznesu to daję sobie loka uciąć, że wygrywa Agnieszka Włodarczyk. Dlaczego? No co to za pytanie! Wiadomo dlaczego. Przecież Włodara ukradła Mikołaja Krawczyka Anecie Zając, z którą denat miał dwoje malutkich dzieci. A to rura, no! Agnieszka została ukrzyżowana przez opinię publiczną, jej wizerunek totalnie zrujnowany, a kolejne role się po prostu nie wydarzyły. Mikołaj z kolei wyszedł z całej sytuacji bez szwanku, teraz radośnie gruchając sobie u boku kolejnej kobiety. Okej, po drodze udzielili kilku wywiadów, przy których piosenki Sarsy to postapokaliptyczna interpretacja obrazów Witkacego, co niekoniecznie im (jej) pomogło, ale i tak wymiar kary do „winy” jest zagadkowy. Podobny los spotkał Annę Dereszowską, gdy związała się z Piotrem Grabowskim, wtedy mężem i ojcem. Anka miała jeszcze gorzej, bo miliony widzów w Polsce kojarzy ją z rolą nimfomanki Korby z „Lejdis”, więc rachunek był prosty: siadła na niego, a on biedny nie mógł uciec. W międzyczasie pojawiły się jeszcze historie z Kamilem Durczokiem w tle, znowu czyimś mężem, a finałem był roast u Kuby Wojewódzkiego, podczas którego Dereszowska usłyszała, że zostawia drzazgi w fiutach. Auć. W kuluarach mówi się, że kosztowało ją to wszystko jeden duży kontrakt i dość marne perspektywy na najbliższe miesiące. Nie muszę chyba dodawać, że żaden z panów, mniej lub bardziej zaangażowanych w relacje z Dereszowską, nie musiało się z tego tłumaczyć czy pokutować. Na kolanach za „odbicie” męża zdaniem wielu powinna swoje popołudnia spędzać Natasza Urbańska, która, jak niesie legenda, zakręciła się wokół żonatego Janusza Józefowicza i pyk, reżyser zostawił dla niej rodzinę. Józefowicza ludzie nie lubią z wielu względów, ale w tej opasłej rozpisce próżno szukać akapitu, w którym ktoś go brzydko nazywa, bo wziął sobie na chatę młodszą laskę.

To wszystko to tylko wierzchołek góry lodowej. I to nie jest tak, że całą winę można przypisać mediom, gazetom i portalom. Zastanówcie się chwilę, ile razy pomyśleliście (albo co gorsza – napisaliście w komentarzach) „ale dziwka” o dziewczynie, która jest  wyzywająco ubrana, a „ciacho, ruchałabym” o chłopaku prężącym tors i fajną zawartość bokserek. To takie małe sprawy, ale to właśnie przez takie seksistowskie okulary patrzymy potem na świat, na sprawy poważne i te bardziej błahe. Mamy 2016 rok, trochę są już niemodne, zdejmijmy je.

4 KOMENTARZE

  1. Dobrze, że jesteś Grabari. Już tak mdławego dnia jak dzisiaj, dawno nie miałem. Na szczęście, przypomniałem sobie,że mam twój blog w zakładkach, i że zawsze coś ciekawego można przeczytać :).

  2. No i bęc!
    Znowu siadło, znowu konkretnie i w punkt! Ująłes epicko moje stanowisko odnośnie postrzegania kobiet. Równouprawnienia nie ma i raczej nigdy nie będzie -sad but true.
    Laska w liceum, ktora korzysta z zycia w mniej lub bardziej lubieżny sposób to przysłowiowa „dzi#ka”. Dla odmiany facet robiący to samo? Super koleś, bożyszcze szkoly. W dorosłym zyciu jest dokładnie ta sama historia. Dopóki ludziom nie zapoda sie jakichś konkretnych elektrowstrząsow to tak będzie nadal.

  3. Nie wiem w sumie czy chciałbym, żeby moja babcia biegała w miniówkach, siadając na torsach moich rówieśników – aczkolwiek, na pewno nie uważam, że ubieranie się w kwieciste suknie, wspominanie młodości i czekanie na śmierć to dobry sposób na przeżycie „złotego wieku”. Wiadomo, że Madonna jest trochę „przegięta”, ale ostatecznie fajnie, że dalej o siebie dba i chce wyglądać dobrze.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here