Za kulisami wielkiej gali MTV EMA 2014 w Glasgow

2

 

W ostatnią niedzielę wszyscy ekscytowali się rozdaniem nagród MTV EMA 2015 z Mediolanu. Galę oglądałem wprawdzie jednym okiem i nie zachwyciła mnie szczególnie, ale łezka się w oku zakręciła. Dlaczego? Bo rok wcześniej byłem świadkiem tego wszystkiego na żywo!

Obecność na tego typu imprezie zawsze wydawała mi się konceptem dość mało realnym. Pracując jeszcze w AfterParty.pl, nasza redakcja stanęła do boju o akredytacje na MTV EMA 2014 w Glasgow. Trwało to okropnie długo, ale ostatecznie to my i tradycyjnie już Onet polecieliśmy do Szkocji. Przyznano nam tylko dwa miejsca – jedno z biletem na samą galę, drugie do strefy dla mediów. Mi w udziale przypadło to drugie i choć początkowo byłem nieco rozczarowany, to późniejsza przygoda za kulisami wynagrodziła mi absolutnie wszystko!

Do Glasgow przylecieliśmy w sobotę, a w naszym fancy hotelu czekało już na nas małe pre-party. Wzięli w nim udział przedstawiciele lokalnych oddziałów MTV z całej Europy oraz zaproszeni dziennikarze. Spotkanie poprowadziła śliczna Laura Whitmore, a czas umilały wszystkim drinki i statuetka EMA, z którą każdy robił sobie milion fotek. Nie była to szalona impreza do białego rana, ale pozwoliła poznać wiele interesujących osób i tych, którzy są małymi trybikami w wielkiej machinie MTV. Dało się już wyczuć, że wielki dzień przed nami!Bez-nazwy-5Bez-nazwy-9Niedziela rozpoczęła się od totalnego dramatu. Okazało się, że aparat, który udostępniło mi nasze wydawnictwo, uszkodził się w trakcie podróży taksówką z lotniska. Roztrzaskała się cała osłonka, a że sprzęt był kosmicznie drogi, to miałem już przed oczami wszystkie moje wypłaty z najbliższych kilku miesięcy radośnie frunące na konto firmy, aby pokryć straty. Nie dość, że wisiał nade mną komornik to jeszcze straciłem podstawowe narzędzie pracy. Z pomocą przyszedł jednak mój znajomy Łukasz, który również był na miejscu jako jeden ze zwycięzców konkursu MTV. Pożyczył mi swoją cyfrówkę, więc uzbrojony w mały słodki aparacik mogłem zmierzać do Hydro Areny, gdzie miała odbyć się gala. Zanim jednak tak się stało, musiałem odebrać wszelkie niezbędne gadżety w punkcie akredytacyjnym. Identyfikator, podręczna mapa Glasgow, dwie butelki alkoholu (w tym jedna od Nicki Minaj, thankyouverymuch) i mój absolutny faworyt – słodkie czipsy.Bez-nazwy-4Na miejsce zawiózł nas specjalny bus. Obok mnie usiadła zabawna dziennikarka z Kolumbii, dla której była to już bodaj piąta wizyta na imprezie MTV. Cały czas powtarzała, że kocha przyjeżdżać do Europy, choć nie do końca rozumie naszą słabość do telenowel, które jej telewizja produkuje na masową skalę. Wymieniliśmy się wizytówkami, a ja do dziś czekam na telefon z propozycją zagrania w remake’u „La Usurpadora”. Gdy już dojechaliśmy do Hydro Areny, okazało się, że punkt z dla mediów, czerwony dywan i garderoby znajdują się w zupełnie odrębnym od hali punkcie. To już ostatecznie pogrążyło moje szanse wbicia się na galę, bo mimo wszystko liczyłem, że jakieś cygańskie czary zadziałają.

Miejscówkę przy czerwonym dywanie miałem idealną, tuż naprzeciw ścianki. To właśnie tam pojawiały się kolejne gwiazdy, wszystko według harmonogramu i w odpowiedniej kolejności. Artystów znanych tylko lokalnie elegancko zapowiadano i nikt nie miał wątpliwości, komu robi zdjęcie. Nie ukrywam, że byłem strasznie podjarany, gdy na red carpet wskoczył nasz Dawid Kwiatkowski, a szkockie nastolatki szczały po gaciach i prosiły o selfie. Ja swoje w majtach też miałem, bo  przecież kilka metrów ode mnie spacerowała Charli XCX, Ed Sheeran, Emeli Sande, David Hasselhoff, Ozzy Osbourne czy Ariana Grande! Ta ostatnia zresztą miała wejście godne małej diwy. Jej asystentka wyszła chwilę wcześniej do fotografów i poinformowała, że nie ma opcji, aby wszyscy robili zdjęcia naraz. Tłumaczyła to tym, że Ariana źle reaguje na nadmiar fleszy i każdy fotograf będzie miał swój „strzał”. Gdy przez przypadek w jednym momencie spust nacisnęło dwóch, gwiazda zakrywała twarz i całą procedurę trzeba było zaczynać od nowa. No, ale był z tego jakiś plus – usłyszałem przekleństwa chyba we wszystkich możliwych językach świata.Bez-nazwy-1Bez-nazwy-3Bez-nazwy-2Na czas trwania gali umieszczono wszystkich w salkach z wielkimi plazmami, a tuż obok znajdowało się pomieszczenie, do którego w trakcie imprezy i tuż po niej wpadały gwiazdy, aby zapozować ze swoimi nagrodami. Wprawdzie nie do końca swoimi, bo na stoliczku stały statuetki przeznaczone tylko do zdjęć, ale wszyscy udawaliśmy, że o tym nie wiemy. Godne zapamiętania były dwa momenty. Pierwszy to pojawienie się Enrique Iglesiasa. O MÓJ BOŻE BAILAMOS ENRIQUE!!!! Tak krzyczało moje serce, a jedyne dźwięki jakie przedostawały się do świata to ciche popiskiwanie. Ależ on jest przystojny! Po prostu lalunia pierwsza klasa. W pewnym momencie zawiesił na mnie oko i się uśmiechnął, więc na chwilę zemdlałem, przeżyłem gejowską nirwanę i mogłem wrócić do rzeczywistości.

I było warto, bo na samym końcu wkroczyła gospodyni MTV EMA 2014 czyli Nicki Minaj. I tutaj ważna informacja – na żywo jej dupa również jest ogromna. Nicki pozowała z miną obrażonej księżniczki i sprawiała wrażenie, jak gdyby chciała ulotnić się stamtąd jak najszybciej. Po prawej stronie sali czekało na nią kilku dziennikarzy. Każdy z nich miał obiecane po trzy pytania do gwiazdy, ale menadżerka Nicki poinformowała w ostatniej chwili, że artystka odpowie na trzy pytania, ale od wszystkich łącznie, więc tak naprawdę nikt nie wróci z prawdziwym exclusivem. Co więcej, po pozowaniu fotografom Minaj wróciła na lewą stronę sali. Dziennikarze czekali na drugim końcu, ale było to dosłownie kilka metrów. Nie miała jednak siły na samodzielny spacer, więc na rękach zaniósł ją tam ochroniarz. Pierwsze pytanie tak mocno ją zmęczyło, że poprosiła o fotel. W bólach, ale „wywiad” się odbył, a Nicki rzuciła nawet na koniec uśmiech. Pewnie do mnie, bo gdy wyginała się przed aparatem, ja wpadłem na mega oryginalny pomysł zrobienia sobie selfie z nią w tle.Bez-nazwy-7Po zakończeniu całej imprezy wszystkich dziennikarzy i fotografów zapakowali do busa i sprawnie odwieźli do hotelu. Myślałem, że to już koniec atrakcji dla mnie, ale wtedy otrzymałem magicznego smsa od Kwiata i Igora (jego menadżera) o treści „Lecimy na oficjalny after”. No to lecimy! Wszystko odbywało się w ogromnym klubie z mocno industrialnym wystrojem. Lasery, drag queen i darmowe żarcie na wejściu. Czyli niebo! W VIP Roomie kręcił się Red Foo z LMFAO i Emeli Sande, która nie żałowała sobie darmowych drinków. Nie pamiętam o której skończyła się impreza, chłopcy chyba też nie, bo następnego dnia lecieli do Polski już z nami, choć ich lot był zaplanowany na 10 godzin wcześniej…Bez-nazwy-6Przygody na lotnisku może pominę, bo to materiał dobry na odrębną opowieść. Co mogę dodać więcej – na EMA chętnie wrócę, ale już na pełnej kurwie: z mikrofonem, kamerą i akredytacją na czerwony dywan. Trochę mi żyłka pękała, gdy widziałem te wszystkie gwiazdy, a nie mogłem powalczyć o wywiad z nimi czy choćby krótką setkę. Mam nadzieję MTV, że do zobaczenia!beznazwy8

 

2 KOMENTARZE

  1. Twój styl pisania to do mnie tak mega trafia, czuję się jakby to były moje myśli przelane na pixele, bo zauważyłam, że w niemal każdej kwestii mam podobne zdanie (trochę jakby każde z nas nie miało własnego, eh)
    tyle, że ja nie umiem, w tak zajebisty sposób przekazywać swoich myśli jak ty. Prospik bracie, na pewno zostanę z Tobą na długo!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here