Miejsce Edyty Górniak jest na scenie! Recenzja koncertu Love2Love

3

Co do tego, że głos Edyty Górniak należy do najbardziej wyjątkowych w Polsce, a nawet na świecie, nikt wątpliwości nie ma. Czasami natomiast pojawiają się zarzuty, czy artystka aby na pewno odpowiednio go wykorzystuje. Czy nie marnuje swojego potencjału flirtując z muzyką elektroniczną, czy nie powinna jednak częściej wydawać płyt, czy dobrze robi przyjmując propozycję z kolejnego telewizyjnego show. Wystarczy jednak iść na jej koncert i odpowiedź na wszystkie nurtujące pytania pojawia się błyskawicznie.

Wprawdzie do tej pory miałem okazję podziwiać Edytę na scenie wielokrotnie, ale zawsze przy okazji krótkich wystąpień festiwalowych czy telewizyjnych. Zresztą, nie tylko ja. Wszak Górniak nie była w trasie koncertowej od ponad 16 lat! W tym roku, z okazji 25-lecia kariery, postanowiła w takową w końcu wyruszyć, a mi przyszło zobaczyć ją w miniony weekend w Łodzi. Po „Love2Love” obiecywano sobie wiele – niezapomniane przeboje, armia tancerzy, efektowna scena i show, którego nie powstydziłyby się największe gwiazdy. I to wszystko jest, ale, uprzedzając już nieco puentę tego tekstu, Górniak absolutnie tego nie potrzebuje. Kilka tygodni temu przeprowadzałem z nią kolejny wywiad, podczas którego powiedziała, że ciężko jej przystosować się do oprawy, którą narzuca obecny show-biznes. Mówiła, że owszem, korzysta z dobrodziejstw, które daje technika, ale nie chce podążać ślepo za trendami dominującymi w rozrywce. I to na swoim koncercie pokazuje od pierwszej minuty.

Edyta bardzo powściągliwie używa ozdobników w postaci wizualizacji czy tancerzy. To wszystko jest tylko dodatkiem, czasami genialnym (popisy grupy Volt do „Find Me!”), ale tylko tłem. Na pierwszym planie jest ona, jej głos i dyskografia, z której jest co wybierać. Górniak, z dużym szacunkiem do własnej twórczości i oczekiwań publiczności, skomponowała setlistę, na którą składają się największe przeboje z blisko trzech dekad jej kariery. Aranżacje to również prawdziwa podróż przez style, bo na przestrzeni dwóch godzin słyszymy wszystko od klasycznych brzmień drugiej połowy lat 90., przez rock, ujmujące piano, na klubowej elektronice i dubstepie kończąc. I wbrew zarzutom niektórych, pozycje z najnowszej twórczości Edyty wcale nie wypadają na tle legendarnych przebojów blado. Wręcz przeciwnie – pokazują, że wciąż jest artystką poszukującą, która nie chce śpiewać kalek „Jestem kobietą” już do końca swojej kariery. O ogromie jej katalogu niech świadczy to, że mimo kilkunastu wykonywanych na koncercie utworów, można by dołożyć jeszcze tuzin kolejnych, bez których wydawałoby się, że recital Górniak nie może się obyć. Jeśli zaś o wokal chodzi to niezmiennie jest to poziom światowy, lekkość z jaką wspina się po kolejnych dźwiękach jest momentami niewiarygodna. Wirtuozeria.

>>> Kulisy wywiadu z Edytą Górniak: To nie tak, jak myślisz, kotku!

Teraz już chyba rozumiem też, dlaczego Edyta tak długo zwlekała z wyruszeniem w kolejne tournee. Z powodzeniem przecież mogłaby grać po całej Polsce na opłaconych przez urzędy miast koncertach i zbijać na tym kokosy, chętnych by nie brakowało. Występ biletowany i to wcale nie za jakieś symboliczne pieniądze, daje jednak Górniak ogromny komfort śpiewania w intymnej atmosferze i w otoczeniu docelowej grupy odbiorców czyli jej fanów i sympatyków. I to było widać. Gwiazda była po prostu sobą, pozwalała sobie na dłuższe monologi, przytaczanie prywatnych historii i wspomnień, które zmniejszały dystans między diwą a publicznością do praktycznie zera. Do tego stopnia, że ludzie potrafili w trakcie niektórych piosenek opuszczać swoje miejsca i siadać pod sceną albo tańczyć przytuleni w parach. Dla mnie, jako osoby, która przyzwyczajona jest do dantejskich wręcz scen na koncertach popowych, był to widok naprawdę ujmujący.

I rzecz najważniejsza. W moim mniemaniu koncert nigdy nie będzie udany, jeśli przynajmniej raz nie zdarzy się podczas niego moment, który absolutnie chwyci mnie za gardło. Wiecie, ten motyw, kiedy włosy na łapach stają dęba, planety ustawiają się w jednej linii, a w żołądku zaczyna się to charakterystyczne wiercenie. W niedzielę to wszystko zdarzyło się podczas „Nie proszę o więcej”. I w sumie niech to będzie mega oryginalna odezwa na koniec tego tekstu. Edyta, nie proszę o więcej – śpiewaj, najlepiej przez kolejne 25 lat. Minimum!

Dla wnikliwych jeszcze tylko setlista: 1. Intro // 2. Jestem kobietą // 3. On the run // 4. Nie zapomnij // 5. Teraz tu // 6. Szyby // 7. Dumka na dwa serca // 8. Całe życie czekałem na Ciebie – Mietek Szcześniak solo // 9. Your High // 10. Niebo to my // 11. Oczyszczenie // 12. Find Me (interlude) // 13. Nie było // 14. Glaca solo // 15. List // 16. Nie proszę o więcej // 17. Kasztany // 18. Impossible/Jak Najdalej medley // 19. To nie ja // 20. Your High BIS // 21. Gangnam Style

więcej zdjęć z koncertu Edyty Górniak w Łodzi na FAKT24.PLeditka

 

 

3 KOMENTARZE

  1. Zawsze będzie mi bliska cokolwiek zaśpiewa …to więź której nie da się zerwać choć nasze dusze nigdy się nie spotkały….zjawiskowa ….boska …..Jedyna taka 🙂 ☀️❤️☀️

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here