Urodzinowy wywiad z Dodą: Jestem szczęśliwa! Chcę nagrać pozytywną płytę

9

15 lutego swoje urodziny obchodzi Doda i udało mi się z nią chwilę porozmawiać niemalże w przededniu wielkiego świętowania. Piosenkarka pojawiła się w Empiku w Arkadii z okazji spotkania z Bohdanem Łazuką, świętującym wydanie płyty, na której gościnie zaśpiewała w utworze „Między nami pokój”. Po części oficjalnej przyszedł oczywiście czas na małe bajabongo przygotowane przez jej fanów, którzy tradycyjnie już ostro się postarali, bo oprócz bezglutenowego, bezcukrowego, beztłuszczowego tortu z podobizną idolki, zafundowali jej m.in. bluzę z kultowym hasłem „Jest to Gucci” (wzbogaconym o „bitches”, które pada z ust pani Dodu około 10 tysięcy razy dziennie), wysokiej jakości trunek opatulony w futerko (zgadnijcie jakiej marki) oraz obraz przedstawiający, tutaj niespodzianka, Dodę. I myślę, że właśnie dla tych najbardziej oddanych fanów wyłaniają się z naszej rozmowy bardzo ekscytujące perspektywy na najbliższych 12 miesięcy.
 
grabari.pl: 34. urodziny. Jesteś okej ze swoją metryką czy z kolejnymi urodzinami wolałabyś, żeby już nikt nie przypominał Ci ile wiosen minęło?
 
Doda: Kompletnie nie! Im wyżej, tym częściej dzwonię do moich koleżanek kosmetyczek i te telefony z roku na rok coraz bardziej się intensyfikują. (śmiech) Ale z kolei potem moje przyjaciółki mówią „zajebiście wyglądasz!”, więc myślę sobie, że w sumie mogę się nawet chwalić, że jestem już tak „stara”, skoro moje ciało i twarz wciąż bardzo dobrze wyglądają.
 
Urodziny to dla Ciebie czas podsumowań? Pamiętam, że jeszcze kilka lat temu, kiedy obchodziłaś okrągłą 30-tkę, mocno się przed nimi wzbraniałaś.
 
W ogóle nie robię podsumowań, bo to nie współgra z moją ideą życia, w której nie myśli się o minusach, nie zastanawia nad tym co było złego i zamartwia tym, a to się wiążę niestety z robieniem bilansu strat i zysków. Dlatego ja zamykam przeszłość i jedyne o czym myślę to te „zyski”, które dopiero na mnie czekają w przyszłości. W tym roku będzie tak samo.
 
To jakie plany i zyski przewidujesz na ten rok?
 
Chciałabym dalej rozwijać się jako producentka filmowa. Chcę też wydać kolejną solową płytę, choć wiem, że nie uda mi się to przed wakacjami, mimo że bardzo bym tego chciała. Ale na pewno ukaże się w tym roku! I jeśli chodzi o plany zawodowe, póki co, to byłoby na tyle.
 
A co z miłością? Jeszcze niedawno mocno się wzbraniałaś przed nią w wywiadach i zapewniałaś, że nie chcesz już wchodzić w kolejny związek, ale ostatnio zauważyłem, że, tak przynajmniej sugerują Twoje wypowiedzi, nie jesteś już zamknięta na taką ewentualność…
 
Ostatnio coraz częściej odwiedzam moją babcię, która rok temu, dokładnie gdy grałam koncert z Gunsami, przechodziła ciężką chorobę i od tamtej pory staram się do niej regularnie jeździć. I ta moja babcia powiedziała mi tak: „Nie uciekaj od miłości, bo to, że jedna podcięła ci nogi nie znaczy, że kolejna nie doda ci skrzydeł”. Więc ja absolutnie teraz się tym kieruję i czekam aż ktoś mi te moje skrzydła podleje. Albo żeby nie powiedzieć żartobliwie – żeby ktoś nalał mi na skrzydła! (śmiech)
 
Za chwilę, bo już 15 marca, premiera „Pitbulla” z Tobą w roli głównej. Jest stres?
 
Kompletnie się tym nie stresuję! To chyba jeden z niewielu momentów, kiedy ta odpowiedzialność schodzi w końcu z moich barków. Jest presja na reżyserze, który przejął całą sagę, na aktorze, który wraca po przerwie do serii, na producencie, o którym ostatnio jest bardzo głośno, mimo że nie udzielił żadnego wywiadu… (śmiech) Więc ja na premierze będę tylko zasilać moje kubki smakowe białym winem. Ku czci obrazu!
 
Śledziłaś komentarze i opinie po publikacji trailera?
 
Byłam ciekawa i rzeczywiście, na początku ta ekscytacja mi się udzieliła i śledziłam komentarze, a potem jakoś ten entuzjazm opadł i pewnie wróci przy okazji samej premiery.
 
Nie boisz się, że ten wielki dzień mogą zakłócić jakieś kolejne doniesienia związane z Twoim ex-narzeczonym? Bo ta sprawa dość skutecznie odwraca uwagę od wszystkiego co robisz.
 
Wiem na pewno, bo bezpośrednio z ich obozu, że razem z przeuroczym panem Giertychem szykują fantastyczny medialny lincz mający na celu zepsucie mi tej premiery i dlatego czekają z tym właśnie do marca. Szkoda, że fani i media jeszcze nie mają tej świadomości, ale może właśnie teraz się o tym dowiedzą? Ja jestem na to przygotowana psychicznie. Cóż innego mogę zrobić w tej sytuacji niż po prostu dalej to lekceważyć i żyć swoim życiem? Ktoś widocznie tego życia nie ma, skoro musi żyć moim.
 
Wracając do aktorstwa – załóżmy, że odbiór Twojej roli jest pozytywny i to daje Ci kopa do tego, żeby realizować się w nim dalej. Bierzesz pod uwagę chodzenie na castingi czy to będzie bardziej reagowanie na propozycje, które będą przychodzić bezpośrednio do Ciebie?
 
Nie będę chodzić na castingi, ale nie dlatego, że uważam, że jestem ponad to, ale bardziej z uwagi na to, że pewnie bardzo bym się tym stresowała i mogłabym się po prostu spalić, bo dawno w takim castingu nie uczestniczyłam. Sama siebie też nie będę obsadzać jako producentka, bo to już byłby szczyt wszystkiego, choć pewnie byłoby śmieszne i bawiło tylko mnie. (śmiech) „Pitbull” mi naprawdę wystarczy póki co, to jest bardzo mocne wejście w świat kina. To jest film, który zawsze mi się podobał i postać, którą zawsze chciałam zagrać, jeśli w ogóle takie filmowe marzenia miałam. Spełniłam też marzenie mojej mamy, więc na razie mam spokój w tej kwestii.
 
Wspomniałaś o nowej płycie. Masz już jakieś pierwsze szkice czy na razie po prostu zapadła taka decyzja, że „płyta w tym roku” i wszystko wciąż jest w fazie planowania?
 
Pomimo tego, że rzeczywiście jakieś demony przeszłości wciąż się za mną ciągną, to ja mam na razie bardzo dobry rok i po prostu fajny czas. Jestem szczęśliwa, nastrój mi dopisuje i mam świetne nastawienie, więc tak jak moja ostatnia płyta z zespołem Virgin była bardzo smutna, tak tutaj mam do przekazania bardzo dużo pozytywnych emocji. Nie będzie piosenek na podcinanie żył, wręcz przeciwnie!
 
Czyli nie będzie rozliczania się z przeszłością i kontynuowania starych historii w tekstach?
 
Rozliczyłam się z nią już na poprzedniej płycie i już nawet mi się nie chce do tego wracać, nie pamiętam nawet jak te poszczególne osoby wyglądają, więc…
 
To jeszcze na koniec – koncerty. Dużo spekulowało się pod koniec zeszłego roku, że te wszystkie zawirowania w Twoim życiu prywatnym odbiją się negatywnie na grafiku koncertowym. Terminarz na najbliższe miesiące sugeruje jednak coś zupełnie innego.
 
W tym roku gramy najwięcej koncertów od pięciu lat. Są już pierwsze daty, jeszcze nie opublikowaliśmy terminarza na lipiec i sierpień, a tych sztuk będzie naprawdę bardzo dużo. I to nie jest tak, że ja mam jakąś dziką satysfakcję, bo choć uwielbiam swoich fanów i kocham spotykać się z nimi na koncertach, to po prostu czasami nie mam siły. Czego kompletnie nie słyszy mój menadżer, który i tak kontraktuje kolejne występy, więc co mogę powiedzieć… Do zobaczenia, bitches!
 

9 KOMENTARZE

  1. […] Przy okazji dowiedzieliśmy się, jaki na pewno nie będzie album – Pomimo tego, że rzeczywiście jakieś demony przeszłości wciąż się za mną ciągną, to ja mam na razie bardzo dobry rok i po prostu fajny czas. Jestem szczęśliwa, nastrój mi dopisuje i mam świetne nastawienie, więc tak jak moja ostatnia płyta z zespołem Virgin była bardzo smutna, tak tutaj mam do przekazania bardzo dużo pozytywnych emocji. Nie będzie piosenek na podcinanie żył, wręcz przeciwnie! (…) Rozliczyłam się z nią (z przeszłością, przyp. red.) już na poprzedniej płycie i już nawet mi się nie chce do tego wracać, nie pamiętam nawet jak te poszczególne osoby wyglądają, więc… – powiedziała w wywiadzie z Grabari.pl. […]

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here