Tego nie było w TV: Kulisy wielkiego finału „Tańca z gwiazdami”

8

 

Są w telewizji programy, które chyba nigdy się nie znudzą. Nie ma wątpliwości, że do tej grupy należy Taniec z gwiazdami, który w Polsce może się już pochwalić bodaj 49 edycjami i nic nie zapowiada, aby show miało zniknąć niebawem z ekranów. Można się głośno zastanawiać dlaczego tak się dzieje, skąd w nas takie zamiłowanie do oglądania popisów celebrytów na parkiecie, tym bardziej, że złośliwi mogą powiedzieć, że ostatnio coraz ciężej rozpoznać tytułowe gwiazdy i tak dalej. Myślę, że odpowiedź jest bardzo prosta – Taniec z gwiazdami dostarcza emocji: cieszymy się, jak nasz faworyt zbiera same 10-tki, ciśnienie podnosi się nam, gdy ulubiona aktorka dostaje burę od Iwony Pavlović i googlujemy w pośpiechu kim jest tak naprawdę Rafał Jonkisz. W ostatni piątek odbył się finał 5. edycji programu realizowanej przez Polsat i udało mi się zakraść na backstage, gdzie po raz kolejny przekonałem się, że za kulisami jest równie ciekawie, co na obrazku, który podziwiają telewidzowie.

Kulisy Tańca z gwiazdami podzielone są na dwie strefy: jedna jest pod czujnym okiem kamer, gdzie po każdym występie zbierają się wszyscy uczestnicy i prowadząca Paulina Sykut, która – tak zupełnie na marginesie – już w swoim pierwszym sezonie udowodniła, że jest najlepszą gospodynią, która mogła się przytrafić temu programowi. Druga strefa to już wygodne kanapy i miejscówka dla sztabu mejkapistów i fryzjerów, którzy dbają o to, żeby celebryci byli piękni, ich skóra gładka, a włosy pachnące. W finałowym odcinku zmierzyły się dwie pary: Ela Romanowska i Rafał Maserak oraz Anna Karczmarczyk i Jacek Jeschke. Kontrast był dość duży: Ela i Rafał, mimo uśmiechów, wydawali się poddenerwowani, natomiast Ania i Jacek imponowali luzem i dobrym humorem. To chyba przełożyło się na ich występy, bo ostatecznie triumfowała młodzież, co spotkało się z dużym entuzjazmem pozostałych uczestników, którzy obserwowali ogłaszanie wyników za kulisami. Karczmarczyk to absolutnie dziewczyna marzeń – śliczna, utalentowana i dowcipna. Jest w niej coś, co przypomina mi Ewę Farną i to nie tylko z urody. A to duży komplement, bo Ewki nie da się nie lubić.

A co robią gwiazdy, gdy nie muszą wyginać się na parkiecie? No cóż, wszyscy cierpią na chorobę cywilizacyjną zwaną uzależnieniem od telefonu. Podczas krótkich przerw praktycznie każdy łapał za swojego wypasionego ajfona i namiętnie sms-ował, snapował, publikował zdjęcia na Facebooku czy Instagramie albo gdzieś w pośpiechu dzwonił. Najbardziej rozczulił mnie widok Doroty Choteckiej, która chciała zagłosować na którąś z finałowych par, ale jej telefon odmawiał posłuszeństwa. Z pomocą nadeszła więc Julka Wróblewska, która jako prawdziwa młodzieżowa bojowniczka technologicznych nowinek, szybko rozwiązała problem koleżanki. Największym żartownisiem był oczywiście Janek Kliment, który rzucał żartami, często sprośnymi, ku uciesze męskiej części ekipy. Agnieszka Kaczorowska profesjonalnym okiem przyglądała się finałowym występom, zachwycając się techniką uczestniczek lub też robiąc miny, które sugerowały coś zupełnie odwrotnego. Ponad wszystko jednak było widać, że to zgrany zespół, który przynajmniej na czas programu, mocno się do siebie zbliżył. A to zawsze miły widok!

Ja buszowałem między tym wszystkim z aparatem i napstrykałem sporo zdjęć – cała galeria poniżej. Do zobaczenia za pół roku na finale kolejnej edycji dziubasy…

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 2425 26 27 28 29 30 31 32 33

8 KOMENTARZE

  1. Bardzo zaskakująca edycja. Odpada Izu, faworyt wielu. Ela, mimo kontuzji tańczy dalej. Jula, która średnio sobie radzi trafia do „wielkiej trójki”. A Ania – niepozorna, niezmiennie fajna osobowościowo wygrywa. Sprawdza się tu pewna myśl, że jak interesująca kobieta spotka ciekawego mężczyznę zaczyna się coś obiecującego. I tak chyba Jacek, w któryś momencie uwierzył w swój team – przestał być sztywny, więcej się uśmiechał, więcej przytulał swoją partnerkę, ba, całował nawet. A widzowie lubią nie tylko taniec, ale też coś obok, co rodzi się stopniowo między Nią, a Nim, niezależnie od edycji. Lubią zamiast stóp widzieć skrzydła danej pary, która, gdzieś ponad parkietem sobie „lata”. Rafał M. za bardzo Elę nakręcił, przez co zagubiła urocze ciepło z pierwszych odcinków. Ale to, że tańczy naturalnie pięknie nie podlega żadnej dyskusji i powinna pomyśleć o szkole tańca, którą mogłaby śmiało współprowadzić i dawać wiarę innym, że niezależnie od postury MOŻNA być wspaniałym. Nie wiem tylko co z Agą Kaczor się dzieje… Te jej miny faktycznie stają się dobijające. Szkoda byłoby, żeby dystansowała się do całego świata tylko dlatego, że jakieś pseudo gazety dały jej w kość pod koniec ubiegłego roku. Aga, nie daj się i wyluzuj! I bądź sobą! Tyle ode mnie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here