Szpak kupił głosy, sabotaż Górniak i Margaret Superstar czyli Eurowizja 2016 w Polsce

14

 

Niedawno wymądrzałem się w temacie polskiego reprezentanta na tegoroczną Eurowizję i ups, chyba miałem rację. Coś mi podpowiadało, że na wielkiej konfrontacji Edyty Górniak i Margaret skorzysta Michał Szpak i tak też się stało. Jeśli można dojść do consensusu już we wstępie to wniosek jest jeden: takich emocji przy wyborze artysty na europejski konkurs nie było od dawna!

Nie obyło się oczywiście bez teorii spiskowych i oskarżeń o sztuczne nabijanie głosów. Niestety, ja byłem świadkiem tylko jednej próby matactwa – mój przyjaciel Pańczyk zachęcał panią z szatni, żeby nie wieszała kurtek ludziom, którzy odmówią głosowania na Edytę. Jak widać, pani Krysia nie dała się złamać. A jeśli są tacy, którzy rzeczywiście wierzą, że Szpak kupił sobie kilkadziesiąt tysięcy głosów to mam nadzieję, że już zbiera hajs, żeby opłacić podobną akcję na Sztokholm. Poprzednia dyrekcja TVP już po jego zwycięstwie na zeszłorocznym festiwalu w Opolu widziała go na Eurowizji i ponoć wszyscy byli po słowie, więc gdyby nowa władza podzielała tę wizję to raczej nikt nie bawiłby się w organizowanie preselekcji i tego typu historii. Chłopak dostałby po prostu bilet i nara. Przegrywać też trzeba umieć – to do fanów „przegranych”, którzy gorąco dywagują nad czystością rozgrywek. Dużo bardziej namacalna jest historia z sukienką Górniak, którą ktoś poplamił na godzinę przed jej występem. Coś wisiało w powietrzu, choć nie spodziewałem się, że będziemy świadkami zagrywek rodem z amerykańskich filmów o wyborach miss. Szkoda Edyty, bo ktoś może powiedzieć, że to tylko sukienka, ale ile nerwów i to jeszcze w przypadku osoby, która charakteryzuje się przesadną wręcz dokładnością. Nie chciałbym być wtedy w jej garderobie, przysięgam.

Wróćmy jednak do początku. Telewizja Polska postanowiła pójść trochę po taniości i eliminacje na żywo zorganizowano w holu głównego budynku na Woronicza. Postarano się jednak, aby scena prezentowała się efektownie, więc biedy w obrazku nie było. Ku mojemu miłemu zdziwieniu, choć znałem propozycje wszystkich kandydatów już wcześniej, biedy nie było też w warstwie muzycznej. Preselekcje poprzedził krótki recital Andrzeja Piasecznego, który w telewizji wyemitowano po występach konkursowych, ot, magia szklanego ekranu. Andrzej jak Andrzej, wstydu nie ma, zrobił kotleta i uciekł. Co do kotletów – telewizyjna stołówka serwuje naprawdę dobre fryty i schabowego, w dodatku za 15 zeta. To jest dopiero dobra zmiana, dlaczego nikt o tym nie mówi głośno?!

Tak całkiem poważnie – za wyjątkiem syrenki i pani z zagranicy, których nazwisk nie chcę pamiętać, każdy ze startujących wykonawców zaprezentował się na wysokim poziomie. W tym miejscu muszę posypać głowę popiołem i pochwalić Kasię Moś, która dotąd nie robiła na mnie większego wrażenia, ale na żywo zarówno ona, jak i jej „Addiction” to niezła torpeda. Najmocniejszy obrazek dla mnie to bezapelacyjnie Edyta Górniak tuż przed swoim występem – mocno zdenerwowana, wręcz roztrzęsiona i spoglądająca w górę. Nie wiem, było w tym coś przejmującego i chyba nie chodziło nawet o nieszczęsną poplamioną sukienkę, bo racja, numer ktoś wywinął jej niezły, ale bardziej o zderzenie się ze swoją legendą. O czym myślała? Czy gdyby mogła, wycofałaby się? Fakty są takie, że ostatnimi 30 sekundami „Grateful” udowodniła, że drugiego takiego głosu w Polsce pewnie już nie będzie. Ale na zwycięstwo to było po prostu za mało. Margaret, faworytka ludu, dała bezbłędny występ i choć „Cool Me Down” na Eurowizję nie pojedzie to Gosia powinna zapakować swoją zgrabną pupkę w samolot i oblecieć kilka zagranicznych telewizji. Kurde, w końcu mamy gwiazdę pop od a do z, zróbmy coś z tym! Obserwuję Margaret od początku jej kariery i postęp, który zrobiła na scenie jest niepodważalny.

A co z tym Szpakiem? Internauci pogrążają się w żałobie, liczą każdy punkt, który wobec takiego rozstrzygnięcia zabierają nam bukmacherzy i nie wierzą, że polska Conchita może coś zwojować. Czytam i myślę sobie halo, halo, jaka Conchita? Trochę spłaszczamy chłopaka i na siłę szukamy porównania. Jeszcze trzy, cztery lata temu owszem, był to twór genderopodobny, ale w ostatnim czasie Michał przeszedł sporą ewolucję i ze starego wizerunku może ostał się jakiś czarny tips jedynie. „Color of your life” to kawałek perfekcyjnie skrojony pod Eurowizję i opcje są dwie: albo zginie w morzu podobnych propozycji albo przy odrobinie szczęścia wskoczy na przyzwoitą pozycję. Nie ma co marzyć o zwycięstwie, ale wszystkie składowe, żeby wstydu nie było mamy: głos jak dzwon, niezły utwór i osobowość na scenie. Szpaku ma jeszcze kilka miesięcy, żeby przygotować jakiś fajny wizual i heja. Ja kibicuję!

IMG_0085 IMG_0095 IMG_0090 IMG_0100 IMG_0091 IMG_0120 IMG_0129 IMG_0137 IMG_0141 IMG_0145 IMG_0153 IMG_0155 IMG_0089 IMG_0088 IMG_0084

14 KOMENTARZE

  1. Kilka sekund po ogłoszeniu wyników byłem w szoku i niedowierzałem. Jednak po przespaniu się z tematem, stwierdzam, że to było jednak oczywista, że wygra Szpak. Gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta. Poza tym trzeba pamiętać, że jednak Eurowizję nie oglądają tylko młodzi a to raczej oni głosowali na Margaret (mój głos również do Niej trafił). Na Szpaka głosowali i młodzi, i starsi (zrobiłem mały research w rodzinie i wszyscy +45 głosowali na Szpaka).
    Szkoda Edyty – mam nadzieję, że się nie załamie. Szkoda Margaret – włożyła dużo kasy i zdrowia w przygotowanie występu (chórki ze Szwecji, specjalista od Melodifestivalen ze Szwedzkiego Warner Music, kampania Play – wysyłali smsy z przypomnieniem o głosowaniu w sobotę). No nic, trzeba trzymać kciuki za Michała. 🙂

  2. „Margaret, faworytka ludu, dała bezbłędny występ” – słoń Ci na uszy nadepnął czy jak? Faworytka ludu owszem, ale takiego fałszu to jeszcze nie słyszałam. Komputerowa wersja jak najbardziej jest na wysokim poziomie, ale niestety wersja live to istna porażka przez duże Peee. Na szczęscie w głosowaniu wzięli udział ludzie którzy znają się chociaż trochę na muzyce, a nie podążają za sztucznie wykreowaną osobowością. Hej ho!

    • Dokładnie, miałem to samo napisać. Po co taka osoba się wypowiada w ogóle na tematy muzyczne? Niepojęte. To samo o Edycie. Te ostatnie 30 sekund Grateful to była męczarnia zarówno widzów (przynajmniej tych słyszących) jak i samej Edyty. Edyta vs. jej zaniedbany głos – 0:1. No ale po tym „Margaret, faworytka ludu, dała bezbłędny występ” w ogóle nie można poważnie traktować tego wpisu i jego autora 😀

  3. Po przespaniu się z wczorajszym werdyktem muszę przyznać, że nie będzie wstydu w Sztokholmie. Mocny, bezbłędny głos Michała sprawia, że nie musimy się martwić o aspekt wokalny. Oby tylko zmieniło się coś w prezentacji i będzie moc!

  4. Piotrek!
    Zupełnie prywatnie…
    Weź mnie nie olewaj na FB 😀 albo powiedz- spadaj koleś :):):)
    PS. I odczytuj message z folderu inne!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here