Wywiad z Karoliną Korwin-Piotrowską: Kożuchowska, youtuberzy i polski show-biznes

2

 

Karolina Korwin Piotrowska wydała właśnie „Krótką książkę o miłości”, w której zajmuje się swoim ulubionym tematem czyli filmami. Książkę można zamówić m.in. tutaj. W tej akurat działce czuje się wyjątkowo maluczki, więc kiedy nadarzyła się okazja na wywiad z Karoliną, wiedziałem, że z tym tematem nie będę się wychylał. Co innego show-biznes. Efektem jest długa rozmowa o naszym rodzimym podwórku, celebrytach i nowym pokoleniu młodych gwiazd, które mają szanse wyprzeć na dobre starych wyjadaczy.

„Magiel Towarzyski” świętuje swoje 10-lecie. Czy po takim czasie show-biznes jeszcze Cię ekscytuje?

Nigdy jakoś specjalnie mnie nie ekscytował, bo od tego mam inne pola. Czasami mnie wkurza, ale głównie bawi.

Bawi, bo jest śmieszny czy zabawny?

Zabawny, chociaż czasami jest też śmieszny, tak dla beki. Pojęcie „zabawny” jest bardzo pojemne, więc są rzeczy, przy których człowiek się uśmiecha, ale i rechocze, myśląc sobie „ło matko!”.

Patrząc na nasze rodzime podwórko mam wrażenie, że pojawia się na nim niewiele nowych twarzy, które zostają z nami na dłużej. Wydaje mi się, że to nie wynika z tego, że nie mamy fajnych i nowych ludzi, bo oni przecież są, ale nie chcą być częścią show-biznesu. Dlaczego tak jest? Nie chcą, bo mogą sobie na to pozwolić, czy dlatego, że show-biznes to już trochę obciach?

Jest odium celebryckiej ścianki, lansu. Są już kariery, które przez nadmiar tego się załamały albo całkiem upadły. To jest rodzaj stygmatu i tatuażu, który jest niezmywalny, on zostaje na zawsze. Strasznie trudno jest się go pozbyć. Polski show-biznes jest mały, w związku z tym łatwo wejść w jakąś szufladkę, w którą cię zapakują, zabiją wieko od trumny i już z niej nie wyjdziesz. Czasami w takie szufladki wpada się celowo, lubi się to: celebrytka na ściance, celebrytka w pożyczonych butach, czego to ja nie mam i gdzie ja nie byłem, prawda? A czasami robi się to przez głupotę, nieumiejętność, ktoś cię urobił. Znasz te historie. Młode pokolenie unika tego i mi się to bardzo podoba. Oni ewidentnie wzięli przykład z Zachodu, gdzie w Stanach jest już grupa aktorów, tych absolutnie najlepszych, których nie ma na ściankach. Oni z trudem przyjdą na Oscary! Przychodzą na premiery swoich filmów, na portalach plotkarskich nic o nich nie przeczytasz i generalnie nic o nich nie wiesz. Po czym jadą z filmem np. na Sundance i jest wow, wszystkim spadają gacie. Myślę, że to już jest powoli podejście ogólnoświatowe.

Skąd taki nagły odwrót?

Przyszła fala reality-show i nagle się okazało, że każdy może zostać gwiazdą. No-name’y zostawały gwiazdami, mimo braku jakichkolwiek umiejętności, poza „byciem”. Ja jestem, kochaj mnie, podziwiaj. Było naturalne, że przyjdzie przesyt takimi czasami i tym modelem kariery. On dalej funkcjonuje, spójrz na Kardashianki – żyją i mają się dobrze. Ale zawsze musi być równowaga, więc od jakiegoś czasu mamy przykłady dużych karier, które toczą się równolegle do tej tendencji, ale opierają się zupełnie na czymś innym. Aktorka zmywa makijaż i idzie z siatami po ulicy, na spacer z dzieckiem i nikt o tym nie wie, nikt jej nie poznaje.

Nikt o tym nie wie, bo nie zaprasza na ten spacer paparazzi.

Dokładnie. Bo jasno stawia granicę między swoim życiem publicznym a prywatnym. Ostatnio spotkałam na spacerze jedną z młodych polskich aktorek z dzieckiem i gdyby nie to, że się ze mną przywitała, to w życiu bym jej nie poznała. Wyglądała ślicznie, ale to nie jest dziewczyna, którą spotkasz na ściankach. Sam dobrze wiesz, że jak nie chcesz sprzedawać swojego życia prywatnego to za tobą nie biegają. Musisz trochę chcieć i dać mały sygnał, chociaż są też tacy, którzy rozpalają całe ognisko i krzyczą „bierzcie mnie!”. Jeśli pilnujesz tej granicy to zazwyczaj nikt jej nie przekracza, choć oczywiście zdarzają się wyjątki. Świat też to już wie i o życiu tych największych gwiazd my tak naprawdę nic nie wiemy.

Bynajmniej nie od nich samych.

Oni się nie wypowiadają. My się powoli tego uczymy i to mi się bardzo podoba. Oczywiście, pewne celebryckie epizody ci najlepsi też będą mieli, ale zauważ, ze jeśli nawet one się odbywają to na ich warunkach. To też wzbudza szacunek. Media przystaną na te warunki, bo widzą, że to nie jest jakaś tania dziwka, którą możesz mieć za dwa złote. Warto jest mieć tego człowieka u siebie na sesji, okładce, zrobić z nim wywiad. Bardzo fajnie, że powoli powstają u nas te kryteria oceny i już wyczuwamy, że np. to jest pani, która zdejmie stanik, majtki i rozłoży nogi. To się nawet sprzeda, ale co z tego? Skoro z drugiej strony mamy kogoś, kto powie coś mądrego i jego ludzie też kupią, klikną w ten artykuł. Pewnie, to nie będzie nigdy masowe, bo ci najlepsi i najbardziej wyrafinowani tacy nie są. Ciekawe, jak długo to się u nas utrzyma i kiedy pojawi się kolejne zjawisko, nie daj Boże Big Brother, które zaproponuje nowy model kariery.

Myślisz, że wśród obecnego pokolenia rodzimych gwiazd mamy kogoś, o kim będziemy słyszeć za kolejnych 20 lat? Teraz, mimo że w ich branżach jest mnóstwo nowych i interesujących twarzy, ludzie wciąż najbardziej chcą czytać o np. Edycie Górniak czy Małgorzacie Kożuchowskiej.

Stawianie w jednym szeregu Edyty i Gośki Kożuchowskiej to błąd. Kilka lat temu prof. Czapiński zrobił diagnozę społeczną, którą robi zresztą co roku. Pamiętam, że zwrócił wtedy uwagę na to, że idzie młode pokolenie konserwatywne, które np. teraz zagłosowało na PiS. Mówił, że idzie pokolenie, które za chwilę weźmie do ręki smartfony, tablety i będzie głosowało „lubię to” na Facebooku. Ciekawe, że nikt go wtedy nie posłuchał, a teraz wszyscy są zdziwieni. Miałam przez rok zajęcia na dziennikarstwie, gdzie pytałam tych 18,20-letnich dzieciaków o ich preferencje. Na pytanie kto jest największą gwiazdą w Polsce powiedzieli: Kożuchowska. Motywowali to tym, że ona nie ma na koncie żadnych skandali. Edyta Górniak, choć szalenie rozpoznawalna, pojawiała się wśród tych najbardziej znienawidzonych. Skandal już nie buduje. To jest coś, co musi dotrzeć do wielu polskich gwiazd, które oparły swoją karierę na szokowaniu: Skandal w Polsce, przynajmniej przez najbliższych parę lat, nie zbuduje nic. Fajnie, że jest news na Pudelku, on się wyklika, Fakt zrobi z tego jedynkę, a potem Superak to jeszcze przemieli. Pytanie tylko, czy to zostanie na dłużej? Nie. Dla młodego pokolenia to znaczy tyle co nic, zobaczą, klikną i pójdą dalej. Zapamiętają imię i nazwisko, czasami nawet skojarzą z twarzą, ale to tyle. Kożuchowska jest absolutnym fenomenem, bo ona ma dobry i konserwatywny życiorys. Choć święta nigdy nie była, wbrew temu co niektórzy myślą. To nie jest laska, na którą masz zdjęcia, że jest pijana, rozebrana, napluła na kogoś czy napisała coś głupiego na Facebooku. To dziewczyna, która wiedzie normalne życie. I okazuje się, że to ona wygrywa w rankingach popularności i zaufania albo jest przynajmniej w czołówce. Dlaczego? Bo nie ma skandali. Ludzie podświadomie wiedzą, że to jest szybka kaska, bony rabatowe na Moliera, botoks za darmo w zaufanej klinice, parę newsów, może jakaś okładka w gazecie life-stylowej i to wszystko. Właśnie dlatego bardzo mocno przyglądam się temu pokoleniu 20-latków, bo oni mogą zmienić system i jestem sama ciekawa, w którą to pójdzie stronę. Na razie ewidentnie jest konserwatywnie i podobają się ludzie z wybitnymi sukcesami zawodowymi, coś potrafiący i osiągający wszystko siłą umysłu i talentem.

Twoim zdaniem te ikony, tak pielęgnowane teraz przed media, nie mają szans na to, aby wytrzymać próbę czasu? Mimo tego, że są na medialnym piedestale.

Niektóre na nim są, bo mają swoje ulubione gazety i portale, czasem dobrze opłacone. Oboje o tym wiemy. Moim zdaniem nie mają na to szans. Tym bardziej, że już niedługo zaatakują je młode gwiazdy internetu, które już się pną do góry, idą bardzo szybko i wiele z nich może pochwalić się profesjonalnymi produkcjami. Za chwilę może się okazać, że te dzieciaki, przez wielu przecież pogardzane, zrobią rewolucję. Ja im tego życzę, bo to będzie jeszcze większe odświeżenie rynku, a my czekamy na nowe twarze. Co z nich zostanie za parę lat – tego nie wiadomo, ale ja wielu z nich wróżę dłuższą bytność i to nie tylko taką show-biznesową, bo może uda się zrobić coś dalej. Oni ewidentnie tego chcą. Czy wystarczy im siły, energii, czy się nie poślizgną? Nie muszę ci tłumaczyć, że teraz poślizgnąć się jest bardzo łatwo i internet nie zapomina, a ludzie są potworami. Dlatego przyglądam się temu młodemu pokoleniu, bo tam dzieją się świetne rzeczy.

Akurat co do tych internetowych fenomenów, oczywiście niektórych, mam mieszane uczucia. Bardzo często brakuje mi tam takiej namacalnej wartości czy wiedzy, którą potencjalny widz wyniesie po seansie ich filmików. Oglądam to i zostaję z pytaniem „po co?”

Brakuje Ci przekazu, bo my jeszcze nie wiemy, o czym to jest. Tematem np. życia blogerek jest ich ja.

Wiesz, ja na blogerki biorę nawias, bo one pokazują na sobie ciuchy i to już jest jakiś wyróżnik, coś, co dany użytkownik chce zobaczyć.

Ale pokazują też chłopaka, wakacje, co dzisiaj jadły…

Tak, ale moim zdaniem to już jest wypadkowa popularności, którą zdobyły. To popularność sprawiła, że ich odbiorcy też chcą to o nich wiedzieć. W ich przypadku jednak wszystko rozumiem – interesuję się modą, chcę zobaczyć jak te ciuchy leżą na zwykłej dziewczynie, jak wygląda ta szałowa kolekcja, której jeszcze nie kupię w sklepie i tak dalej. One to umożliwiają i po to ludzie klikają. W przypadku niektórych youtuberów ta odpowiedź już nie jest oczywista. Jakiś czas temu przysiadłem na kilka godzin, obejrzałem tonę filmików z niejaką LittleMooonster96, która jest jakimś fenomenem w sieci i absolutnie nie wiem o czym prowadzi wideobloga ta dziewczyna, do jakiej działki ją przyporządkować i dlaczego dla wielu ona w ogóle może być fascynująca.

Są też perełki np. Lisie Piekło, Maciek Dąbrowski czy Red Lipstick Monster. Jestem ciekawa co z nich wyrośnie, bo potencjał jest duży.

Ich statystyki dla polskich gwiazd, które wydawałoby się są absolutnie wszędzie, bywają zatrważające. Dosłownie wczoraj mignął mi na Facebooku jakiś youtuber, nie pamiętam nawet nazwiska. Chłopak miał jakieś 600 tysięcy polubień na swoim profilu. Dla wielu dużych nazwisk z show-biznesu to są liczby, o których mogą co najwyżej pomarzyć.

Dlatego trzeba się im przyglądać i życzyć, żeby znaleźli przekaz i formę, tak jak to zrobił wspomniany Maciek Dąbrowski czy choćby to, co robią niektóre vlogerki urodowe, których tutoriale są świetne. Nie wspominając o vlogerach kulinarnych, bo tam masz już prosty przekaz: jemy! (śmiech) Oczywiście, to są perły, ale zauważ, że nie wszyscy muszą być super. Zobacz, jest taki Radek Kotarski, który zaczął od Youtube’a, potem była reklama, a teraz jest własny program popularnonaukowy. Może część z nich pójdzie dalej i wskoczy do telewizji? Choć przecież nie wszyscy muszą. Ja np. Maćkowi Dąbrowskiemu życzę, żeby on akurat w internecie został, bo tam go nikt nie będzie cenzurował. Wyobrażasz sobie „Zdupping” w jakiejś telewizji? Są perły, ja się im przyglądam.

A zamierzasz przetestować ich w swoim programie?

Do „Magla” przyjdzie Red Lipstick Monster. Jestem bardzo ciekawa tej dziewczyny, bo ona swoją książką rozwaliła w Polsce rynek wydawniczy w jakimś ekspresowym tempie.

To prawda, kilka dni temu na gali Bestsellerów Empiku jedna z nagród powędrowała do niej i ponoć przewaga nad resztą była ogromna.

No właśnie, masz jeszcze jakieś pytania? Dlatego chcę się z nią spotkać i porozmawiać. Obejrzałam sobie jej filmiki, jest świetna i ma w sobie coś interesującego. Nie jest przecież modelką w rozmiarze 0, jest po prostu fajną i dobrze wyglądającą dziewczyną, ma gadane takie jak ja, ma w sobie coś ciepłego i zna swoje miejsce. Głupi idą od razu na ścianki, a mądrzy się uczą, bo wiedzą, że ich czas przyjdzie i może się nigdy nie skończyć. Ja im tego życzę, bo to jest ten powiew świeżości, który właśnie do nas idzie.

A propos gości. Są jeszcze takie gwiazdy, które chciałabyś usadzić na swoim fotelu, a które z jakiś powodów jeszcze się w „Maglu Towarzyskim” nie pojawiły?

Chciałabym, żeby Gośka Kożuchowska się w końcu zgodziła.

Ona jest dla mnie przykładem takiej gwiazdy, która jest bardzo zachowawcza. Zrobić z nią nawet krótki wywiad to nie jest wcale taka prosta sprawa, a potem jeszcze jest żmudna autoryzacja. Jest perfekcyjna, ale też dlatego, że bardzo tego pilnuje.

Wiesz, to jest też coś, na czym ona swoją popularność zbudowała. Jest niedostępna, a to jest cecha prawdziwej gwiazdy. Ona nie jest dla każdego, umówmy się. Kochamy Helen Mirren, bo widujemy ją na czerwonym dywanie, ona udziela wywiadu raz na pół roku, a jak ukaże się jej zdjęcie jadącej metrem to jest hitem internetu przez następne pół roku i w rankingach najważniejszych zdjęć 2015 jest w pierwszej dziesiątce. Dlaczego? Bo Helen Mirren nie jest dostępna. Człowiek, który i tak sprzedaje siebie na zewnątrz, musi być mądry. Mówię teraz komunały i zaraz ktoś się zapyta, a co ona wie? No wiem trochę. Gwiazda musi postawić granicę, nie może pokazać wszystkiego. Kluczem do sukcesu w zawodach, które bazują na pokazywaniu siebie jest tajemnica. To strasznie trudne do osiągnięcia, ale my potem szanujemy tych ludzi, o których wiemy niewiele. Jesteśmy ciekawi ich nowych wcieleń. To się dobrze sprzedaje szczególnie u aktorów, bo widzimy nową twarz aktora, a nie pana Zdzisia z reklamy, tego co się rozwodzi, co się upił czy walnął jakąś gafę. Gośka też jest tego przykładem. My coś niby wiemy, ale tak naprawdę, wiemy niewiele. Szacunku nie kupisz lajkami w internecie, to jest coś, co budujesz latami.

2 KOMENTARZE

  1. Uwielbiam Panią Karolinę! Jej wiedza na temat showbiznesu jest ogromna, a z rozmowy z nią można wiele wynieść. Książka „Ćwiartka Raz” jest poniekąd biblią polskich mediów i wydarzeń medialnych – a to dopiero coś!

  2. Uwielbiam panią Karolinę – niesamowicie ciekawa, charyzmatyczna i elokwentna dziennikarka, posiadająca imponująca wiedzę o show-biznesie. „Ćwiartka” to lektura, do której można nieustannie wracać, wyszukując ciągle coś nowego.

    Dobry wywiad.
    Serdeczności!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here