Poszedłem na porno do teatru. Powinienem wyjść po 2 minutach…

9

Skandal jako narzędzie promocji kręci mnie niezmiernie. To afrodyzjak, któremu nigdy nie potrafię się oprzeć, co czyni mnie dość typowym konsumentem kultury masowej. Fascynuje mnie zawsze geneza kontrowersji – czy była zaplanowana od początku, a może jest tylko dziełem przypadku? W końcu skandal zadomowił się już na tyle w codzienności medialnej, że ciężko przecież uwierzyć, że nie jest zuchwale przemyślanym działaniem. Dlatego też z ogromną ciekawością przyglądałem się społecznej wrzawie, która towarzyszyła premierze spektaklu „Śmierć i dziewczyna” w Teatrze Polskim we Wrocławiu. Powód był prosty – na scenie widzowie zobaczą sceny prawdziwego seksu! Nikt nie będzie udawał, akt zostanie odegrany przez profesjonalnych aktorów porno, istnieje więc szansa, że publiczność zobaczy penisa we wzwodzie, a to już tylko krok od degeneracji tych najbardziej wrażliwych.

Protesty były gorące i przeprowadzane na masową skalę. Skarżył się minister kultury i czynił zakusy cenzury prewencyjnej, dzięki czemu mogliśmy przez chwilę poczuć się obywatelami Białorusi, a może nawet egzotycznego Singapuru, gdzie takie praktyki są codziennością. Z ambony prawicowych tygodników krzyczała nawet Marta Kaczyńska, która przekonywała, że teatr ma za zadanie prezentować alegorie, metafory, a nie bezeceństwa. Stanowisko o tyle zaskakujące, że pani Marta w ostatnim czasie wygląda bardziej na klientkę salonów medycyny  estetycznej niż teatru, ale jeśli trzeba zbesztać lewackie pedalstwo to i przecież krytykiem teatralnym zostanie. Najbardziej jednak rozczuliły mnie demonstracje w dniu premiery spektaklu i hordy wrocławskich intelektualistów spod znaku ortalionowej konfekcji, którzy blokowali wejście do teatru widzom. Ich zaangażowanie emocjonalne i rozpalone do czerwoności twarze były bardziej niż komiczne. Oczywiście każdy z interesantów wyglądał jak typowy teatralny bywalec, co tylko projektuje w mojej głowie jeden z moich ulubionych internetowych memów – tłum protestujących kobiet, każda grubo po 70-tce, z hasłem: NIE DAMY SIĘ ZAPŁODNIĆ IN VITRO. No oczywiście, że nie, kochanieńkie.

W końcu nadarzyła się okazja, abym to osławione porno w teatrze zobaczył na własne oczy. W teatrze nie bywam tak często, jak bym chciał i lista wymówek jest bardzo długa. Na szczęście, mam przyjaciół, którzy dbają o to, abym obcował nie tylko z kozakami Edyty Herbuś, ale liznął też czasami czegoś bardziej wymagającego. Stało się. W ostatnią środę zasiadłem na swoim miejscu, rozejrzałem się jeszcze porozumiewawczo, żeby upewnić się, że nie tylko ja będę świadkiem tej kulturalnej deprawacji i w napięciu czekałem na start. Sporo w życiu widziałem, byłem przecież na kilku koncertach Madonny i wiem, co to jest wejście z buta, ale „Śmierć i dziewczyna” i tak złapało mnie za gardło. Bum! Transowy bit, agresywny stroboskop i zwierzęcy seks. To wszystko dostajemy już w pierwszych kilkudziesięciu sekundach, po czym znów zapalają się światła, zazwyczaj oznajmujące, że to już koniec, do widzenia, dziękujemy za obecność. Zabieg genialny, jak gdyby reżyserka Ewelina Marciniak wiedziała już na etapie kreacji spektaklu, co będą krzyczeć oponenci. „Chcieliście zobaczyć ten straszny seks to proszę, macie, a jeśli tylko po to przyszliście to żegnam czule!”. Oczywiście to moja interpretacja, naznaczona tym wszystkim, co widziałem i czytałem przed wizytą. Nie znam się na teatrze, nie jestem krytykiem, ale otwierająca scena idealnie narzuca ton całemu spektaklowi. Wysyła jasny komunikat – seks może być rozrywką opresyjną, skąpaną w kolorowych światłach, ale odartą z uczuć.

Nie chciałbym wdawać się w tutaj w niuanse i szczególne analizy teatralnego tekstu. „Śmierć i dziewczyna” opowiada o różnych odcieniach miłości, które z różnych przyczyn noszą znamiona upośledzenia. Mamy główną bohaterkę graną przez Małgorzatą Gorol, nauczycielkę fortepianu uwikłaną w toksyczną relację z matką – w tej roli genialna do bólu Ewa Skibińska. Kalka Śnieżki i Złej Macochy, ale ubrana w mało baśniowe okoliczności, wszystko w otoczeniu prymitywnej meblościanki albo szarej klasy w szkole muzycznej. Złe wzorce wyniesione z domu dają o sobie znać również w kontaktach z uczniami i mężczyznami. Kiedy empatię zastępuje chłód, a „normalne” potrzeby seksualne są wypchnięte przez zmarginalizowane fetysze i chęć bycia poniżonym. To jest chyba właśnie ta najbardziej genialna strona spektaklu – relacja ofiara-kat jest dynamiczna, nie ma tutaj stałych. Jeśli ktoś czytał i/lub oglądał „Pianistkę” to poczuje się bardzo znajomo. Wszystko podane jest w przemyślanej scenografii, która zachwyca oszczędnością i jest idealnym placem zabaw dla aktorów. Kunszt aktorski to jedno, ale równie duże wrażenie robi choreografia. Scena tańca skupiska nagich ciał przywołuje na myśl trochę „Antychrysta” von Triera i zaprasza oczy do wspólnej uczty. Nasza piękna i chłodna pani od gry na fortepianie zmienia się w pewnym momencie w baletnicę, która egzaminuje swoją strudzoną duszę przy akompaniamencie amerykańskich komentatorów żwawo opisujących występ ukraińskiej łyżwiarki figurowej. „Wow” to chyba najbardziej pierwotna reakcja z możliwych.

Jedną z ostatnich kwestii wymierzonych w Śnieżkę jest krótki komunikat od jej ucznia i kochanka. „Jesteś pojebana!”. I taki jest też ten spektakl. Pojebany w swojej genialności. Kocham multimedialne przedstawienia, które zryją mi beret i zostawią bezbronny mózg w konfrontacji z najczarniejszymi zakamarkami duszy. Przecież na co dzień do nich nie zaglądam, jestem zbyt zajęty różowymi piórami Dody, robieniem perfekcyjnych selfie na Instagram czy przejmowaniem się, czy będzie ten upragniony match na Tinderze. Dobrze więc czasem przywołać swoje jestestwo do porządku i zakwestionować świat, w którym żyjemy na co dzień. Po raz kolejny przekonałem się, że Teatr Polski pod dowództwem Krzysztofa Mieszkowskiego to dla takiej terapii miejsce idealne. A „Śmierć i dziewczynę” gorąco polecam i jeśli kogoś szokuje widok stojącego kutasa to niestety, ale tego tam akurat nie zobaczycie.

zdjęcia autorstwa Natalii Kabanov pochodzą z oficjalnego profilu Teatru Polskiego we Wrocławiu na Facebooku

12247689_1069252783126152_5447512181813414487_o 12249635_1069269329791164_4787731550909385748_n 12265557_1069255589792538_6430994528649399023_o 12304542_1069249146459849_5566954783751727928_o smierc-i-dziewczyna

 

9 KOMENTARZE

  1. Uwielbiam Twój styl pisania! Oryginalny, nie nudny, wciągający, można by było czytać w nieskończoność. Gratuluje „talentu” 🙂

  2. Ten Teatr wciaz nie jest porno. To ze sztuka zwiera akty porngraficzne wciaz nie znaczy ze jest to teatr porno. Sluza jedynie jako srodki wyrazu
    dla calej sztuki. Jest ona jedynie dla doroslych. Aby teatr byl porno cala sztuka musi byc porno.
    Np. pod tytulem „Erotyczne zycie Melissy B” etc. gdzie akt porno
    jest celem samy w sobie. „Smierc” w tytule to z pewnoscia nieto.

  3. Nie popieram zgorszenia sianego przez „kulturę” . W tym spektaklu grało dziecko! Nie klęczałam z różańcem, ale stanowczo się sprzeciwiam.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here