Narodowy (prawie) zepsuł koncert Rihanny. Recenzja ANTI World Tour

16

Bez cienia wstydu mogę powiedzieć, że jestem fanem Rihanny i pierwszym obrońcą jej godności, gdy ktoś krzyczy, że jedyne co potrafi na scenie, to macać się po swojej puni. Otóż nie. Na jej kolejny koncert w Polsce czekałem z niecierpliwością, ale z nieznanych mi powodów przegapiłem start sprzedaży biletów, a potem wydatki z serii „życie dorosłego smutnego człowieka” sprawiły, że wisiało już nade mną widmo nie zobaczenia jej wcale. Na szczęście, nad moim marnym losem pochyliła się przyjaciółka, która obdarowała mnie w ostatniej chwili wejściówką na trybuny i mieliśmy w perspektywie wspaniałą muzyczną randkę z Barbadoską. Ktoś jednak postanowił nam te plany pokrzyżować…

Po raz kolejny największym felerem na Stadionie Narodowym w Warszawie okazał się sam stadion, a konkretniej jego akustyka. Który to już raz publiczność jest skazana na kiblowy pogłos basów i kompletnie stłumione dźwięki, pośród których wokal gwiazdy, niezależnie jak mocno będzie darła mordę, po prostu zginie? Czy naprawdę jedynym wyjściem jest zakup biletów na płytę? Na dzisiejszym koncercie w całości i wyraźnie usłyszałem dopiero trzeci od końca utwór czyli „Four Five Seconds” i to dlatego, że jedynym instrumentem towarzyszącym temu wykonaniu była gitara akustyczna. Stadion musi na siebie zarabiać, więc kolejne koncerty nie przestaną się na nim odbywać, ale za każdym razem tracić na tym będzie tylko i wyłącznie publiczność.

Mogę się jedynie cieszyć, że w takich warunkach przyszło mi oglądać i słuchać akurat Rihanny, bo laska ma taki repertuar, że kapcie spadają nawet wtedy, gdy słyszy się co czwarte słowo. Oczywiście, mogłaby trochę więcej śpiewać, ale kiedy ma na palcu kilkadziesiąt tysięcy ludzi, to w sumie nawet niespecjalnie musi. Jej prezencja sceniczna, charyzma i serce, które wkłada w występ kompletnie odwraca uwagę od niedoróbek. A można by się przyczepić do wielu rzeczy: niezbyt dobrze zbilansowana setlista, mizerna produkcja wizualna czy niewygodna peruka gwiazdy. Czas trwania w okolicach 75 minut to też trochę ciut za mało jak na standardy koncertów popowych. Nie ma to jednak najmniejszego znaczenia, bo każdy hicior, a tych Rihanna ma na koncie tuzin, podnosił z krzesełek nawet największych malkontentów.

Koncert w Warszawie udowodnił, że choć Rihannie daleko do doskonałości, to nie ma na rynku zbyt wielu piosenkarek, które swoją osobowością i repertuarem byłyby w stanie przyciągnąć tak zróżnicowaną publikę. Bo dziś bawili się wszyscy: pedały, Janusze, rodziny z dziećmi, tumblrowe kurewki z kreską po same ucho, penery w bieli, eleganckie biurwy – cały przekrój naszego pięknie barwnego społeczeństwa. Jeden wąsaty Andrzej, który pojawił się tuż przed startem koncertu i zobaczył liczną publikę, wyrzucił z siebie z niedowierzaniem: „O w mordę, to oni wszyscy na Rihannę?!”. No, coś w niej jest, że chcemy ją oglądać. Byle tylko nigdy więcej na Narodowym.

PS. Chcę ten koncertowy remix „Man Down” w mp3, ludzie pomóżcie!

 

16 KOMENTARZE

  1. https://www.youtube.com/watch?v=mbJBTxfavDE jakość chyba koncertowa (przynajmniej tak brzmi no ale nic innego nie znalazlem…)

    plus mam pytanko gdzie miałeś miejsca bo nie wiem jak to było dalej (tj. na trybunach) ale powiem Ci że właśnie tak jak wspominałeś na płycie 1 akustyka była nie najgorsza i było słychać wyraźnie wszystko co mówiła, śpiewała i basy w ogóle jej nie zagłuszała.
    Za to na nagraniach z telefonu bardziej właśnie słychać basy aniżeli cokolwiek co mówi i śpiewa.
    Pozdrawiam :p

  2. Miałam GC i niby było słychać co mówi/śpiewa ale faktycznie akustyka nie była najlepsza-chociaż lepsza niż na Beyonce. Co do tego,że bawili się wszyscy- spotkałam Pana ok.60 lat który miał bilet VIP i się tam bawił-genialne! 🙂 Też chcę ten remix „Man Down”, był świetny 😀
    Widzę, że mamy te same odczucia co do koncertu 🙂

  3. na płycie akustyka tez nie powalała… to był mój pierwszy koncert na narodowym, ale nie dziwie się teraz czemu Beyonce po koncercie tam nie chce juz przyjeżdżać do Polski…

  4. Hej, właśnie przez ten post tutaj trafiłem i powiem Ci, że bardzo mi się podoba sposób w jaki piszesz. Mam nadzieję, że będziesz jeszcze wspominał o tym co się dzieje z celebrytami z zagranicą (mnie osobiście bardziej to interesuje). 🙂

  5. tak to prawda stałem w Golden circle 20 parę metrów od sceny i te ” kiblowe ” basy niestety zagłuszały wokal i sprawiały że utworów nie można było rozpoznać. Narodowy nadaje się do piłki kopanej i wystaw sprzętu pszczelarskiego a nie do koncertów muzycznych.

  6. byłem i widziałem. odczucia mam mieszane. akustyka rzeczywiście nienajlepsza. niektóre piosenki rozpoznawałem dopiero w połowie wykonu, np „umbrella”. do tego żadnego konkretnego dymu, żadnych laserów czy też wybuchów, żadego konfetii czy innych lecących z góry bzdetów – brakowało mi tego. koncert to nie tylko dźwięk. centralny podest był użyty tylko przez parę minut, więc czy nie lepiej było zrobić rampę do kilku wyjść w widownię? do tego to macanie puni, nawet w pionence „man down”, która w teledysku ma motyw gwałtu. Albo ona współczuje ofiarom gwałtów, albo prowokuje i rozbudza samców. jeśli robi i jedno i drugie to robi nas w wałka. jak zwykle się spóźniła – czy to musi być normą. i na końcu: po co te całe supporty? może dać ich po głównym wykonawcy, ktoś kto lubi może przecież zostać. mi nie daje się prawa wyboru. bez supportów można by ludzi wpuszczać na obiekt na 30 min (tyle ludzie opuszczają obiekt, więc wejść też są w stanie) przed głównym artystą. mniej nerwów i wytopionego niepotrzebnie czasu. P.S. ‚wersja „ma down” wg mnie była kompletnie skopana. jedyny utwór, do którego nie mam zastrzeżeń to „diamonds”.

  7. sorry, zapomniałem o plusach. największy – że Narodowy jest kryty. tym co byli nie muszę tłumaczyć. w miarę sprawna obsługa. na płycie tania, w porównaniu do piwa np, Coca Cola. do tego świetny pokaz tancerzy – np w czasie „man down”. czy oni rodzą się bez stawów czy dopiero później mają je usuwane?:) a jako minus zapomniałem dodać że jej managera powinno być stać na wymianę pleksi w ruchomym podeście. rysy na tym z 8 sierpnia prawie zasłaniały artystkę.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here