Miała być z tego celebrycka żenada. Widziałem 1. odcinek Azja Express

18

 

Niektóre formaty telewizyjne są skazane na aurę kontrowersji, choć otacza je ona jeszcze na długo przed pierwszym klapsem na planie. Wśród nich z pewnością jest najdroższa produkcja ostatnich lat czyli TVN-owski reality-show „Azja Express”. Plotka głosi, że budżet jednego odcinka przekraczał milion złotych, a to tylko pierwsza z brzegu składowa legendy, która narosła wokół programu w ostatnich kilku miesiącach.

Zmagania rodzimych gwiazd w dalekiej Azji, nieco w stylu „Agenta”, z budżetem w wysokości dolara na łebka, bardzo szybko sprowadzono w mediach do sloganu: celebryci pojechali na żebry. I w sumie ciężko zawyrokować, czy to dobrze, czy źle, bo z jednej strony to trochę niemoralne udawać biednych, a z drugiej jest przecież jakaś dzika satysfakcja z perspektywy zobaczenia Małgorzaty Rozenek proszącej obcych ludzi o jedzenie. Choć akurat w jej przypadku ciężko posądzać, że w jakichkolwiek warunkach prosi o posiłek, bo jest chuda jak pies. Telewizyjny lud będzie mógł to wszystko zweryfikować za dwa tygodnie, tymczasem dziennikarze dostąpili tego zaszczytu już w środę podczas oficjalnej prezentacji pierwszego odcinka i jego bohaterów.

TVN doskonale wie, jak zorganizować efektowną konferencję prasową i tym razem było podobnie – spotkanie odbyło się w klimatycznym ogrodzie, który miał rzecz jasna przywoływać azjatyckie skojarzenia i nie była to tylko uczta dla oczu, bo namiot z cateringiem był spełnieniem wszystkich moich marzeń. Ten kurczak w zielonym curry będzie śnił mi się po nocach!

Pyszne jedzenie wzbudziło też entuzjazm u fotografów, ale zanim mogli udać się na stołowanie wykwintnych przysmaków, ich libido stymulowały pojawiające się kolejno gwiazdy programu. Wiadomo, niektóre wzbudzały mniejszy entuzjazm, innym trzeba było się dobrze przyjrzeć, żeby rozpoznać, a wejściu pozostałym towarzyszyły oklaski, krzyki, brawa i omdlenia. Największy aplauz wywołali Małgorzata Rozenek i Radosław Majdan i to nie po raz ostatni tego popołudnia, ale o tym później. Małgosia postanowiła zażartować ze swoich językowych lapsusów i przyodziała t-shirt z hasłem „Me is Rozenek, Lady, Victoria”, nawiązujący do hitowej deklaracji z show „Me is Victoria Beckham”, która obiegła kilka tygodni temu internet i tak zestresowała internautów, że pojawiły się petycje wnioskujące odebranie tytułów naukowych przyszłej Mrs Majdan.

Konferencję poprowadziła Agnieszka Szulim, która mocno narzekała na niesprawiedliwe przedstawianie programu w mediach. Prezesowa zgrabnie zajawiała tematykę programu i meandry jego produkcji, choć trochę pogubiła się przy tłumaczeniu regulaminowego budżetu uczestników, gdzie każdemu z nich przypadał jeden dolar na głowę dziennie. Nie krytykuję i wybaczam, bo zdaję sobie sprawę, że Agnieszka już dawno zapomniała, że tak niskie nominały w ogóle istnieją. Skąpana w dżinsie gwiazda podobno hajta się już w ostatni weekend sierpnia, więc większość dziennikarzy kluczyła nad idealną podjebką, żeby coś z niej na ten temat wyciągnąć. Jak się domyślam, bezskutecznie, a wszyscy naprawdę chcą, żeby ten ślub się już odbył, choćby w posiadłości Staraka na Księżycu i będziemy mieli to po prostu z bani.

Ale do sedna: „Azja Express” startuje 7 września, ale ja już jestem po seansie pierwszego odcinka i zaprawdę, powiadam wam i sobie – biedakom bawiącym się w biednych na co dzień – ten program to murowany hit! Odcinek trwa wprawdzie rekordowe 60 minut, ale nie ma mowy o nudzie. TVN zrezygnował w końcu z reżyserowanych sytuacji i postanowiono na totalny spontan. Celebryci nie udają biednych, owszem, muszą prosić o jedzenie, nocleg czy fikuśny wietnamski kapelutek, nie ma w tym krzty żenady. Morderczy wyścig, w którym wystartowali, to naprawdę seria imponujących zadań, wymagających nie tylko sprytu, ale i niezłej krzepy. Gwiazdy bez reżyserii to duże ryzyko i pokazanie prawdziwej twarzy, która może różnić się od tej, którą zazwyczaj podziwiamy w telewizji. Niektórym wychodzi to na plus. Gośka i Radek są absolutnie gwoździem programu, a każda scena z ich udziałem kwitowana była głośnymi salwami śmiechu i brawami. Chemia między tą dwójką, ich żarty, interakcje i niewymuszone czułości to synonim #relationshipgoals, który zalewa social media. Występ Rozenek w show jest obłędny – jest śliczna, zabawna, ultrakobieca, ale i niezwykle waleczna i ambitna. Wiem, że wylizuję teraz Gośkę z góry na dół, nie ma jednak innego wyjścia – to jest jej 5 minut.

Pozytywnym zaskoczeniem jest też na pewno Agnieszka Włodarczyk, o której dużo się mówi i pisze, niekoniecznie dobrze, a tutaj widzimy fajną i miłą dziewczynę, która wychodzi poza swoją strefę komfortu. Przemek Saleta ujmuje luzem i dystansem, a Leszek Stanek w uroczy sposób znosi histerie Izy Miko. Jest jeszcze Hanna Lis i Łukasz Jemioł, chyba moja druga ulubiona para. W pierwszym odcinku nie mają łatwo, są momenty zwątpienia, ale walczą! Szkoda mi trochę Lisowej, bo to bardzo inteligentna babka, która ostatnio mocno dostała po dupie za wywiad, który nie jest tak kuriozalny, jak mogłyby na to wskazywać wyrwane z kontekstu frazesy. Trochę taki casus Marii Peszek leczącej depresję w Bangkoku, oby równie szybko wszyscy wrzucili na luz z Hanką, bo nie ma się nad czym spuszczać. Jestem BARDZO ciekawy odbioru Pascala Brodnickiego, którego kochają chyba wszyscy Polacy, bo jest taki milutki, śmiesznie plączę nasz język i super gotuje. W „Azja Express” poznamy go z trochę innej strony, bo to już nie jest sympatyczny Francuz, a niezła franca! Mega zdeterminowany, mocny fokus na zwycięstwo i taktyczne wręcz podejście do relacji z resztą uczestników. Mi to jakoś nie podeszło, nie lubię nastawienia pt. „walka na śmierć i życie”, ale zobaczymy, jak przyjmie taką metamorfozę Pascala szersza publika. Ach, jest jeszcze Renatka Kaczoruk, modelka, intelektualistka, nałożnica Wojewódzkiego, która nie wie, czy czerwone na kompasie to północ, a może już południe? Wie natomiast, że ma kontrakt z New Balance, bo widzimy te buty w co drugim ujęciu.

Dobra, rozpisałem się tak, jakby conajmniej ktoś płacił mi od ilości znaków, a tak, niestety, nie jest. Reasumując – „Azja Express” zawojuje jesienną ramówką, bo tak znakomicie wyprodukowanego i naszpikowanego fajnymi osobowościami programu, TVN nie miał od dawna. A Gośka i Radek powinni dostać swoje własne reality-show, bo takiego potencjału nie można zmarnować. Edward, działaj!

PS. W giftbagu dostaliśmy przenośny głośnik jakiejś porządnej marki, więc chyba rozumiecie, że nie miałem wyjścia i musiałem być miły.

3 1 2 4 5 6 7 8 11 9 10 13 15 16 17 18 19 20 21 22 24 25

18 KOMENTARZE

  1. Czekam skoro piszesz, ze na wielkim propsie!
    Najwyżej w razie innych odczuć wyślę Ci rachunek od terapeuty jeżeli ten pierwszy odcinek będzie dla mnie traumą!
    Milego dnia!

  2. Wiadomo, że program mógł wypalić ponieważ to w dużej mierze przeróbka amerykańskiego hitu Amazing Race, gdzie pary ścigają się dookoła świata wykonując różne zadania i mając na to bardzo mały budżet. Amazing Race w samym USA było już prawie 30 edycji a swoje wersję miały też Kanada, Australia, Chiny, Brazylia i wiele innych

  3. Na polskich wsiach też są takie warunki, ba nawet w warszawce…
    Ta blond makówka – w każdej scenie beczy jak 5 -latka.
    A pani od sprzątania zachowuje się knajacko. Lejdi wieśniara.
    Zero edukacji. Tania sensacja. I ten upiorny głos, nieumiejętnie podłożony dziewczynce co kilka dała dupy już nie jednemu na mieście.
    Księżniczka Naturalna.

  4. we wszystkim moge sie zgodzic ale nie w ocenie Pascala, dla mnie wlasnie on okazal sie najwiekszym zaskoczeniem, bo go nigdy nie lubilam a w programie okazal sie czlowiekiem z mega klasa i naprawde swietnym 🙂

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here