Tylko dla dorosłych! Nie takich parówek w kinie się spodziewałem…

5

 

Stali czytelnicy bloga i moi bliscy znajomi doskonale wiedzą, że mam problem z unikaniem wulgaryzmów. Ujmując to delikatnie. Tak naprawdę, jeśli tylko mam okazję rzucić soczystą kurwą, to co tu dużo gadać, ta kurwa leci hen daleko. Lubię też je słyszeć. Najnowszy trailer filmu „Pitbull: Niebezpieczne kobiety” obejrzałem jakieś 60 razy i to głównie dlatego, żeby napawać się Mają Ostaszewską i jej przepiękną deklamacją staropolskiego powiedzenia ludowego „no i chuj!”. Z osobowości ze świata mediów i internetu najbardziej cenię chłopców z Make Life Harder, a moim największym marzeniem jest przeprowadzić z kimś wywiad z dupy w stylu Maćka Dąbrowskiego. Niestety, to prędko się nie wydarzy, bo nawet mój facet twierdzi, że jestem zbyt wulgarny i rzuca mi spojrzenia, jak wypatrzy jakąś skromną „cipę” w tekście. Jedyne co w tej sytuacji mogę, to pobluzgać sobie trochę na blogu i liczyć, że nikt się nie przypierdoli. I w końcu nadarzyła się ku temu dobra okazja, bo film, który chcę Wam pokrótce zrecenzować, jest tak naszpikowany przekleństwami, że grzechem byłoby ich w tym tekście nie użyć.

Mowa o filmie animowanym „Sausage Party”, stworzonym przez hollywoodzkich śmieszków z Sethem Rogenem na czele. Na seans wybrałem się na zaproszenie kolegi, który podesłał mi na zachętę trailer, choć nie ma co ukrywać, że hasło „sausage party” kojarzy mi się raczej z produkcjami o parówkach nie-spożywczych. Ten trop nie okazał się jednak całkiem mylny, ale o tym później. Fabuła jest prosta – śledzimy losy rozmaitych produktów spożywczych, które okupują półki sklepowe popularnego supermarketu. Każdego dnia wyczekują na to, aż ktoś je wrzuci do koszyka i kupi, bo wierzą, że ludzie zabierają je do Cudu Nieznanego, gdzie czeka na nie zbawienie. Niestety, nasi bohaterowie, a wśród nich parówka Frank, bardzo szybko przekonują się o tym, że za drzwiami sklepu nie czeka na nich niebo, a prawdziwe piekło, bo, niespodzianka, LUDZIE ICH JEDZĄ. Czyli jednak trochę chujnia. Frank postanawia ostrzec wszystkich przed zagładą, czym zaburza dotychczasowy porządek. I wtedy dopiero zaczyna się jatka…

Fabuła być może nie wydaje się nazbyt wydumana, ale twórcom filmu posłużyła do wyśmiania naszych ślepych zapatrywań na wszystkie religie świata i w ogóle samej koncepcji wiary w coś metafizycznego, w lepszy świat, o którym głośno marzymy, ale nikt w nim nie był. To jednak nie wszystko. Obrazowe pokazanie najdurniejszych stereotypów dotyczących ras, kultur, orientacji seksualnych na przykładzie warzyw, alkoholi, przypraw czy pieczywa powinno pozycjonować ten film na poziomie książeczki dla dzieci, ale podane jest to w tak inteligentny sposób, że widz tak naprawdę ostatecznie śmieje się z własnej, ludzkiej głupoty i aż ciężko dać wiarę, że my, ludzie, karmimy się tymi głupotami na co dzień. Jedyne pytanie, które zaświtało mi po seansie, brzmiało mniej więcej: Czy my naprawdę jesteśmy tak pojebani? Odpowiedź, po krótkim przeglądzie sytuacji w Polsce czy przejrzeniu dyskusji zwolenników Donalda Trumpa, brzmi: tak, jesteśmy.

Jak na Amerykanów przystało, słowo „fuck” pojawia się tutaj w milionie konfiguracji, a wydawało mi się już, że słyszałem je już w każdej możliwej odsłonie. A skoro „fuck” to i wszechobecny seks, chociaż to zdecydowanie eufemizm, bo to co dzieje się na ekranie to po prostu regularne spożywcze pierdolenie. I to nie tylko przy okazji oklepanej sytuacji pt. bułka z parówką, te chore amerykańskie łby przygotowały taki hardkor, że podczas naszego seansu jeden uprzejmy pan niemal wybiegł z sali, trzymając na rękach córkę – na oko z 8-10 lat. Przyszedł pewnie z myślą, że to film dla dzieci o parówkach i będą się świetnie razem bawić, a tymczasem córunia dowiedziała się więcej o penetracji i seksie analnym niż tatko by sobie życzył. No cóż, im prędzej, tym lepiej – w najgorszym wypadku zostanie szkolną liderką gry w „Słoneczko”. If you know what I mean. „Sausage Party” to również ekstremalnie zabawne klisze filmowe, które dla kinomaniaków będą bardziej niż czytelne. Ekipa puszcza oczko do „Matrixa”, „Terminatora” czy „Oszukać przeznaczenie”, a to tylko wierzchołek góry lodowej. Jest tego tyle, że jeden seans to zdecydowanie za mało.

Dawno się tak nie ubawiłem w kinie i super, że gatunek „bajki dla dorosłych” wciąż ma się dobrze. Choć moim skromnym zdaniem, nie każdy tatuś, który zmylony plakatem zabierze na to do kina swoje dziecko, powinien je stamtąd potem pośpiesznie ewakuować. Bo pod tą straszną perwersją i wulgaryzmami, jest kilka uniwersalnych prawd, które należy wtłaczać do głów już od najmłodszych lat. Potem będzie już za późno , a nie możemy sobie pozwolić, żeby rosły kolejne pokolenia małych zjebów, dla których różnorodność i odmienność – czyli to, co w życiu jest najpiękniejsze – będą powodem, żeby komuś spuścić wpierdol. „Sausage Party” zrobi to lepiej niż natchnione dzieła pedagogów.  Marsz do kin!

Print

 

5 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here