Maja Sablewska: Niektóre plotki mnie załamywały. Dziś tylko jedna informacja jest ważna

0

Słabość do Mai Sablewskiej mam od zawsze. Przed laty, gdy pracowała jeszcze jako menadżerka gwiazd, imponowała mi pomysłami i iście amerykańskim podejściem do kreowania wizerunku i współpracy z mediami. Zmieniły się czasy, zmieniła się Majka, ale każde spotkanie z nią to zastrzyk pozytywnej energii. Ostatnio mieliśmy okazję porozmawiać na konferencji TVN Style i choć czas przewidziany na wywiady nas nie rozpieszczał, udało się poruszyć kilka tematów. Oczywiście, ten najważniejszy również czyli nowy program Mai „SOS – Sablewska od stylu”, który można oglądać na TVN Style w każdą niedzielę o 12:15, a który już cieszy się świetną oglądalnością i zapowiedziano emisję drugiego sezonu jesienią.
 
grabari.pl: Startujesz z nowym programem „SOS – Sablewska od stylu”. Pytanie, które na pewno chodzi po głowie wszystkim telewidzom jest jedno – czym „SOS” będzie różnić się od „Sablewskiej sposób na modę”?
 
Maja Sablewska: Podstawowa różnica to szybkie tempo pracy nad uczestniczką czyli 48 godzin na metamorfozę. Prawdziwe SOS! Ponadto, raz na edycję mam taką specjalną kartę z dodatkowymi 48 godzinami dla bohaterki, która wymaga czegoś więcej niż tylko takiej zmiany czysto modowej – wczoraj na przykład miałam odcinek z dziewczyną, której zafundowaliśmy dość gruntowną korektę zębów. Do tego dochodzi mnogość stylizacji, bo to jedyny program na świecie, który ma od 8 do 10 stylizacji w jednym odcinku, a ten trwa dokładnie 33 minuty. Przede wszystkim jednak zamieniam modę na styl i mówię, że najlepszy styl to nasz własny. Mam wrażenie, że trochę pogubiliśmy się w tym wszechobecnym dobrodziejstwie – sieciówkach, coraz to nowszych kolekcjach, ciągle zmieniających się trendach. Zapominając przy tym, że ubranie jest naszym narzędziem komunikacji i musi z nami współgrać. Pomyślałam też, że szkoda mi już pieniędzy, żeby non stop kupować nowe rzeczy, modne torebki i dodatki, które i tak za chwilę wylądują w szufladzie z rzeczami, których termin przydatności i modności minął. Fajnie byłoby powiedzieć, szczególnie młodym dziewczynom, że najpierw świadomość i pewność siebie, a potem styl. A nie moda, ubrania i pełne szaleństwo, a dopiero na końcu ja.
 
Przy tym projekcie postawiłaś też na zupełnie inną metodę rekrutacji uczestniczek – przyjmowałaś tylko zgłoszenia w formie krótkiego wideo.
 
To jest taki pierwszy etap, po którym ja już wiem, że dziewczyna akceptuje siebie. Bo jeśli nagrywamy spokojnie i swobodnie, a w dobie Instagrama czy Snapchata robimy to codziennie, to znaczy, że przełamujemy jakąś barierę i po prostu lubimy siebie. I to jest ten włącznik, który jest mi potrzebny do odpalenia całej rekrutacyjnej machiny. Ale muszę ci powiedzieć, że tych zgłoszeń nie było aż tyle, ile się spodziewałam, bo przy „Sablewskiej sposób na modę”, gdzie wystarczyło wysłać sms-a, było to zdecydowanie łatwiejsze. Tutaj trzeba było się zaangażować, włożyć trochę wysiłku w nagranie swojej wizytówki, więc w tym wypadku zdecydowanie jakość wygrała z ilością. Ja już po tych krótkich wideo byłam w stanie wstępnie ocenić kto i czego potrzebuje w kwestii stylu i jak z niej to wyciągnąć. A to paradoksalnie nie jest trudne, trzeba tylko chcieć.
 
Miałem okazję być kilkukrotnie na planie „Sablewskiej sposób na modę” i nakład pracy na jeden odcinek był ogromny. Z tego co mówisz, przy „SOS” jest jeszcze intensywniej.
 
Zdecydowanie! Robię teraz pierwszą edycję i mam zajęte trzy miesiące. Teoretycznie mam wolne weekendy, ale wtedy zazwyczaj odbywają się eventy promocyjne, w których biorę udział, więc nie pamiętam kiedy miałam taki wolny dzień, który mogłam przeleżeć i czytać książkę lub oglądać seriale. Tęsknię za tym! Z drugiej strony, bardzo długo namawiałam TVN Style, żeby zrobić coś nowego i znowu wyznaczyć trendy w telewizji poradnikowej i w końcu się udało. Formatujemy się i myślę, że pierwsza edycja będzie trochę takim papierkiem lakmusowym i pokaże nam co jeszcze będziemy mogli zmienić.
 
Stresujesz się debiutem nowego formatu? Bo „SSNM” śmigał już kilka sezonów i miał stabilną widownię, więc podejrzewam, że przy kolejnych edycjach byłaś raczej spokojna o tę stronę swojej pracy czyli wyniki i odbiór wśród telewidzów.
 
Muszę ci powiedzieć, że tak – boję się i stresuję, ale to nie jest taki strach, który mnie ogranicza. To jest strach, w który ja wchodzę, bo wiem, że poza strefą komfortu jest rozwój. A ja chcę się rozwijać i robić coś z pożytkiem nie tylko dla siebie. Bardzo zależy mi na tym, żeby pomagać tym kobietom i mam w tym taką misję. Zobaczymy jak to się sprawdzi. Poprawiłam kilka rzeczy związanych z tym makeoverem, żeby jeszcze bardziej podnieść poprzeczkę i tak np. będziemy pokazywać ceny przy stylizacjach, a przy fryzurze bohaterki będą pracować aż trzy osoby – fryzjer, stylista fryzur i kolorysta. W Stanach taki trend już świetnie funkcjonuje, u nas powoli raczkuje, ale cieszę się, że to raczkowanie będzie mogło zacząć się od mojego programu.
 
Wspomniałaś o wyznaczaniu trendów i być może dla wielu ludzi to brzmi dość nieskromnie, ale jest coś w tym, że teraz programy podobne do „SSNM” wyrastają jak grzyby po deszczu. Ba, i to nawet w twojej stacji-matce!
 
Pamiętam jak cztery lata temu był taki moment, w którym usłyszałam, że moda się nie ogląda i z wieloma takimi sytuacjami musiałam się zmierzyć zanim mi zaufano. Teraz metamorfozy robią wszyscy. I mimo, że byłam pierwsza, to się cieszę, bo nie jestem typem zazdrośnika, który boi się konkurencji. Sama ostro zapieprzam, żeby robić, tak jak powiedziałam wcześniej, coś z sensem nie tylko dla siebie. To mnie kręci! Wiem jak jest i idę po to – jeśli tego nie dostaję, wycofuję się i czekam na odpowiedni moment. Tak było też z „SOS”, bo musiałam chwilę na niego poczekać, ale to znowu jest mój pomysł, a nie adaptacja istniejącego formatu i bardzo się z tego cieszę. Więc jeżeli za parę miesięcy czy lat będą powstawać programy nawiązujące do tego co robię teraz, to też będzie okej, bo skorzystają na tym przede wszystkim kobiety i tylko to się liczy.
 
A jeśli o Ciebie chodzi to ostatnio jakby mniej Sablewskiej w mediach. Podoba ci się to bycie nieco z boku?
 
Nie mam zespołu PR, który zajmuje się moimi publikacjami, nie mam ekipy, która nakręcą tę koniunkturę, tak jak kiedyś robiłam to ja pracując z Dodą czy Edytą. Nie chcę mówić, że pieprzę ścianki, bo to nie o to chodzi, a też wierzę, że Agnieszka (Woźniak-Starak przyp. red.) powiedziała to w ferworze walki. Ja o to nie zabiegam. W obecnych czasach, gdzie mamy social media i sposobność do tego, żeby pokazać jacy naprawdę jesteśmy, to ta cała medialna spirala nie jest już jakimś wymogiem, żeby się obronić. Ja staram się bronić właśnie tym jaka jestem naprawdę i co robię dla innych.
 
Na pewno pozytywem wynikającym z takiego stanu rzeczy jest to, że już nikt Cię nie rozlicza – z tego z kim jesteś albo nie jesteś, czy już powinnaś być matką czy nie, jakie decyzje podejmujesz prywatnie.
 
Był taki moment, że na wokandzie było moje życie prywatne, te wszystkie „operacje plastyczne”, których nigdy nie miałam i inne dziwne historie i szczerze mówiąc, trochę mnie to wszystko załamało. I jak zwykle, najlepszym lekarstwem okazał się czas. Pracuję tak samo jak zawsze, być może nawet ciężej, i w końcu to jest na pierwszym planie. Bardzo mnie to cieszy i oby już tak pozostało, bo jedyną ważną informacją z mojego życia prywatnego jest to, że jestem szczęśliwa. I tyle.
 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here