„Co my tutaj robimy?” – kulisy gali Flesz Fashion Night 2016 [FOTO]

0

Kilka dni temu dzieciaki w całej Polsce wróciły do szkolnych ławek, ale wakacje nie skończyły się tylko dla nich. Show-biznes też już budzi się z letniego letargu, a celebrytki, opalone i srogo obkupione po urlopach, wracają na ścianki. Jeśli pozostaniemy przy tej terminologii, to śmiało można powiedzieć, że wtorkowa gala Flesz Fashion Night była uroczystym rozpoczęciem roku szkolnego na salonach. Pierwsze dni szkoły rządzą się swoimi prawami, więc wyjątkowo będę bardzo miły i nikomu nie postawię pały. Bo takie rzeczy i tak ostatnio robię tylko w domu.

Idea imprezy magazynu Flesz jest prosta – zbierają w jednym miejscu 9 najlepszych/najpopularniejszych polskich projektantów, każdy z nich pojawia się na gali z muzą swoich projektów, pokazując przy okazji kilka sylwetek z kolekcji na aktualny sezon. Zazwyczaj dizajnerzy są stali w swoich uczuciach, ale w tym roku wydarzyło się kilka roszad i to na plus. Wiadomo, duet Paprocki & Brzozowski nie zrezygnuje z Pauliny Krupińskiej i Marceliny Zawadzkiej, bo to zabójcza kombinacja urody. MMC nie ma lepszej kandydatki niż Joanna Horodyńska, bo tylko ona udźwignie outfit kosmonautki, którą wysłali na Marsa, żeby otworzyła tam butik Gucciego. Zawsze patrzę na Aśkę i myślę sobie, jak to jest możliwe, że jej te wszystkie modowe odpały po prostu pasują, gdzie ja nie mogę założyć nawet koszuli w kolorowe aplikacje, bo mógłbym od razu przebranżowić się na akordeonistę Don Wasyla. Nie zabrakło też niespodzianek. Mariusz Przybylski, którego uwielbiam za ubrania, które nigdy nie będą moje (ale jak coś, Mariusz, to wysyłaj bez krępacji, nie mam płaszcza na zimę) i nietuzinkowe wybory, na swoją muzę ukoronował Reni Jusis. I takich nazwisk na salonach ostatnio brakuje, więc ode mnie cztery dziesiątki. Podobnie Kasia Warnke, która reprezentowała Gosię Baczyńską. To też jest niezłe ziółko i ilekroć widzę ją na imprezach, mam wrażenie, że kwadrans wcześniej uprawiała jeszcze namiętny seks z Piotrkiem Stramowskim, bo wokół niej roztacza się jakaś taka erotyczna poświata, aż ciężko to wyjaśnić. Jeśli miałbym zgłaszać zapotrzebowanie na pierwszą upublicznioną seks-taśmę w polskim show-biznesie, to poproszę nagranie Kasi i Piotra, bo czuję, że tam musi odchodzić niezłe kongo. 

Niespodziewanym gościem gali okazał się Marcin Gortat, który trochę uderza w poczucie facetów określających się jako wysocy – tak jak ja, 183 cm bez szpilek. Nie wiem, czyją muzą był Marcin, ale biorąc pod uwagę jego gabaryty, to chyba apartamentów na 50. piętrze przy Złotej 44. W tym miejscu muszę oddać pokłony moim koleżankom, które przeprowadzały wywiady z uroczym gigantem, bo stając na palcach w niebotycznych obcasach, mogły go tylko smyrać mikrofonem po brodzie. Wprawdzie wszyscy wiemy, jak to jest mieć twarz na wysokości męskiego krocza, no ale może niekoniecznie w pracy. Szanuję ten wysiłek i oddanie, naprawdę.

Tyle o gościach, teraz chwilę o meritum. Pokaz zorganizowano w hali na Służewcu, co pozwoliło organizatorom na rozmach i eleganckie rozmieszczenie półtorej celebrytki na metr kwadratowy. W końcu ktoś wpadł na najlepszy możliwy pomysł i zatrudnił do oprawy muzycznej genialną Natalię Nykiel, która odśpiewała swoje hiciory, a siedzące w pierwszych rzędach gwiazdy nuciły pod nosem „nie umiem być sukoa”, choć ja wiem, że przecież czasem potrafią. Widoki na prezentowane kolekcje były niezłe nawet dla pospólstwa, a organizacyjnie cały event spinała agencja Black Tie, słynąca nie tylko z idealnego ogarnięcia, ale i przystojnej kadry. Wczoraj nawet szatniarze byli sexy i miałem wrażenie, że mój chłopak oddawał tam płaszcz więcej niż raz, no ale od tego jest przemoc domowa, żeby takie sytuacje sobie spokojnie wyjaśnić. Oczywiście żartuję z tą przemocą, choć we wtorkowy wieczór do rękoczynów omal nie doszło przy open barze, kiedy dziki tłum ruszył po drinki. Przypadkowe inicjacje cielesne w kolejce to już na salonach standard, nawet jeśli (tak jak na Fleszu), after party ma wydzieloną odrębną salę do wychylania za kołnierzyk i tańcowania.

Zabawa zabawą, ale czasami człowiek musi się na chwilę zatrzymać, pozwolić sobie na zadumę i postawić pytanie, które dramatycznie zadał swojej dziewczynie pan stojący podczas części oficjalnej tuż obok mnie: „Kochanie, co my tutaj robimy???”. Na co elegancka laseczka, ze stoickim spokojem i wzrokiem superniani, odpowiada: „Żeby się odstresować…”. Polać jej! Bo po to jest właśnie show-biznes i takie imprezy z pompą – żeby zrzucić z siebie wiadomości o tym, że Rosja po wybuchu III wojny światowej zajmie Warszawę w 3 dni, że w filmie „Smoleńsk” jest scena, gdzie duchy ofiar katyńskich rozmawiają ze smoleńskimi, generalnie o wszystkim, co nam leży na wątrobie. Mamy się uśmiechać, bawić i przede wszystkim nie traktować wszystkiego na poważnie. Wtedy jest super i na gali Flesza tak właśnie było.

Zazwyczaj tego nie robię, ale do dzisiejszej puli zdjęć dorzucam fotografię uwieczniającą moją zjawiskową stylizację. Z dwóch powodów: a) modorowe bartery nie zrobią się same b) obiecałem to Przemkowi Kowalskiemu, który widnieje ze mną na fotce, bo w momencie jej robienia wydawało nam się, że jest super. Kiedyś zrobię z Aśką Liszowską akcję „Piłeś – nie pozuj”, tymczasem – enjoy!

1 2 3 4 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 33 34 35 36 37

2 Comments on “„Co my tutaj robimy?” – kulisy gali Flesz Fashion Night 2016 [FOTO]

  1. To prawda, mam wrażenie że koncert Nykiel zrobił tu 70% roboty! Występ doskonały a ona sama zjawiskowa.

  2. Boszeeeeeee!!! Cóż za ignorantka ze mnie! Zezując na zdjęcia owych „gwiazd ” rozpoznałam raptem 3 ( „gwiazdy zaranne ).. czy ze mną jest coś nie tak ? ! 😃O matko i córko! Ukamienujcie mnie! 😂😂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *