Moje 30 sekund na antenie. Kulisy The Voice of Poland

5

 

W ostatnią sobotę miałem okazję być gościem na planie The Voice of Poland. Nie był to mój pierwszy raz, bo w przeszłości zdarzało mi się już przeprowadzać wywiady z trenerami show i uczestnikami. Tym razem jednak, oprócz swoich zwyczajowych obowiązków, miałem też pojawić się na antenie. Niestety, nie jako uczestnik, choć śpiewać kocham, ale jak to w przypadku wielu nieobjawionych talentów bywało, świat nie jest jeszcze gotowy na prezentację moich wokalnych walorów. „Fakt” jest jednym z patronów programu i w ramach wzajemnej promocji ustalono, że któryś z dziennikarzy będzie reprezentował gazetę podczas nagrania i nawet coś powie do mikrofonu. Padło na mnie. Historia mało romantyczna, bo w moich marzeniach to Rinke Rooyens dzwoni do mnie zlany potem i błaga, abym zastąpił Tomka Kammela. No jakby nie tym razem kochanieńka.

Przewidziano dla mnie około pół minuty czasu antenowego i krótką, powiedzmy, że improwizowaną, rozmowę o sympatii czytelników Faktu względem The Voice i ich faworytów do zwycięstwa. Wydawałoby się, że niewiele, ale lekki stresik był, bo przecież świecenie własną mordą to jedno, a reprezentowanie gazety to już trochę większy kaliber. Próby do odcinka wystartowały w dniu emisji live’a o 16:00 i trwały jakieś dwie godziny. Była to też świetna okazja, aby podejrzeć w pracy tych, którzy na tym formacie zjedli już zęby. Wspomniany Tomek Kammel to absolutny pan i władca wszelkiej maści konferansjerki. Lekkość z jaką skakał po swoich kolejnych kwestiach czy rzucane mimochodem żarty nie pozostawiają wątpliwości – facet zna się na rzeczy. I dobrze się starzeje, bo choć ma już cztery dyszki na karku to wciąż zasługuje na hasztag #fuckable. Halina Mlynkova to wprawdzie dla niego tylko ładne tło, ale jak na krótką przygodę w roli prezenterki nie jest źle. No i Maciek Musiał. Kurde, ten małolat też jest niezłą torpedą. O ile nie do końca podzielam entuzjazm fanów jego talentu aktorskiego, o tyle jako mały pomagier Kammela w The Voice jest genialny. Widać zresztą, że mają ze sobą świetny kontakt, bo podczas prób bez przerwy dowcipkowali, a riposta Musiała zaskoczyła starszego kolegę nie raz, nie dwa.

W próbach brali też udział jurorzy, choć ich obecność na nich ma raczej wymiar czysto techniczny – ustawianie kamer, wyliczenie czasu na wypowiedzi po występach i inne takie logistyczne zawiłości. I tutaj ponownie można było liczyć na perfekcjonizm Edyty Górniak, która życzyła sobie poprawek w ustawieniu reflektorów. Nikt nawet się nie zająknął i posłusznie wykonywał jej polecenia, wszak diwa obchodziła urodziny. Z tej okazji wręczyłem jej po programie piękny bukiet kwiatów od mi.zu flower design, za co Edyta zrewanżowała się buziakiem i małym poczęstunkiem w postaci tortu czekoladowego. Wprawdzie bez glutenu i cukru, ale nikt nie pyskował, bo był pyszny.

Ale wracając do meritum czyli mojej skromnej osoby. Nie ukrywam, że kiedy przyszedł już czas na moje 30 sekund na antenie to jednak stresik zajrzał w dupkę i to dość głęboko. W telewizji, również na żywo, bywałem stosunkowo wiele razy, ale live to ten rodzaj wyzwania, który podnosi ciśnienie zawsze. Do tej pory nie widziałem jak to ostatecznie wypadło, ale babcia powiedziała, że super, mama, że ładnie i miałem fajny mejkap, więc generalnie uznajmy, że pełen sukces. Mam nadzieję, że takich okazji do sprawdzenia się będzie jeszcze więcej, bo jak krew płynie szybciej to człowiek czuje, że żyje. Do następnego!

PS. Specjalne podziękowanie dla Pawła Kędzierskiego, jednego z najlepszych stylistów w Warszawie i mojego drogiego współlokatora, który przygotował dla mnie fajny ciuch i jak zwykle sprawił, że śmierdziałem trochę piniądzem. Polecam tego allegrowicza.

image-(21)image-(37)image-(22)image-(31)image-(26)image-(25)image-(24)image-(30)image-(27)image-(29)image-(28)image-(32)image-(36)image-(33)image-(34)image-(35)image-(39)image-(38)

5 KOMENTARZE

  1. Gratulacje! Nie wyobrażam sobie jaki stresik trzeba przeżyć, bo mój największy sukces to pierwszoplanowa rola Maryi w Jasełkach, a była to znacząco mniejsza publiczność. I dobrze, że nie ma najazdu z góry kamerą na miejsce Edytki bo tak jakby „Rurku” trochę się obijał ;P

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here