Angelina Jolie królową medialnych gierek. Rozwód też rozegra po mistrzowsku

Wiadomość o rozwodzie Angeliny Jolie i Brada Pitta spadła na wszystkich jak piorun z jasnego nieba. Świat wstrzymał oddech, anorektyczki wyszły na ulice palić jedzenie, a Organizacja Narodów Zjednoczonych przerwała konwent dotyczący uchodźców, żeby George Clooney mógł skomentować rozstanie swoich przyjaciół na żywo w CNN. Początkowo myślałem, że to jakiś żart, zły sen, ale gdy agenci gwiazd potwierdzili te hiobowe wieści, postanowiłem działać i wykupiłem polisę ubezpieczeniową od nieszczęśliwych wypadków. Bo jeśli Angelina i Brad się rozwodzą, to już niczego w tym życiu być pewnym nie można. Może oprócz jednego – czeka nas jeden z największych medialnych cyrków w historii. A główne skrzypce grać będzie oczywiście Angelina Jolie, która z kolorową prasą potrafi pogrywać jak mało kto.

Angie darzę bezkresnym uwielbieniem. Za talent, niebywałą urodę i… medialne gierki. Sposób w jaki kreuje swój wizerunek to doskonałe studium dla każdego adepta PR-u i specjalistów wszelkiej maści, którym marzy się praca z osobami publicznymi. Tutaj nie ma przypadków. Informację o rozwodzie Angeliny i Brada jako pierwszy podał amerykański portal TMZ, który jest kuźnią najświeższych doniesień o celebrytach – zawsze pierwsi, zawsze najlepiej poinformowani i ZAWSZE idealnie współpracujący z gwiazdami i ich agentami. W dniu, w którym Jolie oficjalnie złożyła papiery rozwodowe, TMZ  miało nie tylko pełną treść dokumentów, ale i tzw. „insider scoop” czyli osławione już „znajoma pary mówi, że…”. Pierwszy news w tak kontrowersyjnej sprawie jest najważniejszy, bo narzuca ton pozostałym publikacjom. Daje sugestię i trop, a odpowiednio wyważony, będzie w stanie stawić opór bardziej szokującym plotkom, które w końcu się pojawią, bo nie ma siły, tak działają media tabloidowe – każdy będzie chciał przebić konkurencję. TMZ poinformowało więc, że przyczyną rozstania są zupełnie odmienne wizje małżonków w kwestii wychowywania dzieci – z delikatną podpowiedzią, że to metody parentingowe Pitta wzbudzają (zasadny) niepokój Jolie. Jest to o tyle ciekawy wybór, że przecież prostsze byłoby wskazanie niewierności Brada, o którego romansie z Marion Cotillard (na planie filmowym „Allied”) mówi się już od kilku miesięcy. Błąd. Czy wówczas ktokolwiek stanąłby po stronie Angeliny, która sama odbiła męża innej kobiecie? No fucking way, internet i tak ma używanie z gifami z Jennifer Aniston. Strapiona matka szóstki dzieci, żądająca w dodatku wyłącznej opieki nad nimi, MUSIAŁA mieć swoje powody. Zdradzona doczekałaby się po prostu karmy, bo zrobiła to samo dekadę wcześniej. 1:0 dla Angeliny.

Żeby zobaczyć skalę, na jaką Jolie perfekcyjnie kreuje swoje medialne oblicze, trzeba by się cofnąć o dobrych kilkanaście lat. „Saint Angie”, jak lubią ją określać amerykańskie gazety, jeszcze 15 lat temu taka święta nie była. W wywiadach otwarcie mówiła o seksie, narkotykach, podejrzanej fascynacji nożami, publicznie całowała z języczkiem swojego brata, wytatuowała sobie symbol zrzeszający anorektyczki, a z drugim mężem wymieniła na pamiątkę fiolki z krwią. Nie ma bata, transformacja z nimfomanki w Lady Dianę naszych czasów wymagała czegoś więcej niż adopcji tabunu dzieciaków i ładnych sukienek Versace. Żadna, nawet największa gwiazda, nie jest w stanie kontrolować w stu procentach kolorowej prasy. Ale może za to, jak Jolie, perfekcyjnie grać w ich własną grę.

Chyba najbardziej obrazowym przykładem jest sposób, w jaki Angelina wyszła cało ze skandalu towarzyszącego jej romansowi z Bradem właśnie. Przypomnijmy – pierwsze plotki o tym, że tych dwoje ma się ku sobie na planie „Mr & Mrs Smith” pojawiły się jeszcze wtedy, gdy aktor był mężem Jennifer Aniston czyli jesienią 2004 roku. Początkowo sądzono, że to tylko fantazje tabloidów, bo przecież takiej okazji nie można było zmarnować. Kilka miesięcy później, w styczniu 2005 roku, Brad i Jennifer ogłosili rozwód. Bang! Czyli romans był. Nie tak prędko – zarówno Brad, jak i Angelina, oficjalnie temu zaprzeczyli. W kwietniu tego samego roku magazyn Us! Weekly opublikował 12-stronicowy artykuł opatrzony zdjęciami z wyjazdu pary do Kenii.

Zrzut ekranu 2016-09-21 o 19.36.31

Na pięknych fotografiach, ale zrobionych na tyle z oddali, żeby nie wyglądały na starannie zaplanowane, nie ma miejsca na czułości pomiędzy gwiazdami. Widać tylko, że Brada i syna Angeliny, Maddoxa, łączy silna więź. Wyglądają jak rodzina, a nie ukrywający się przed światem kochankowie. Ta narracja ma swoją kontynuację – w czerwcu para leci do Etiopii, by tam zaadoptować 6-miesięczną Zaharę. Warto zaznaczyć, że na przestrzeni tych kilku miesięcy odbywają się spotkania prasowe i promocja ich wspólnego filmu. Nie ma jednak mowy o tym, aby świeżo upieczona para zdradziła się choćby jednym gestem. Dziennikarze zaś mają totalny zakaz pytania o romans i życie prywatne. Jak słusznie zauważyła dziennikarka serwisu Buzzfeed, Anne Helen Petersen, odmowa komentarza w takiej sytuacji oznaczałaby ogromną prasową nagonkę – mowa w końcu o seksbombie, która buduje rodzinę na nieszczęściu biednej Aniston. Nic z tego – wszyscy przypatrują się rozwojowi akcji z ogromną fascynacją i czekają na oficjalny ruch pary.

I trochę się wszyscy naczekali, bo Angelina i Brad po raz pierwszy oficjalnie odnieśli się do swojego związku dopiero w styczniu 2006 roku, gdy potwierdzili doniesienia prasy, że… Jolie spodziewa się ich pierwszego dziecka. Nie oznacza to, że poprzedzające to wielkie wydarzenie miesiące próżnowali. W ciągu pół roku odwiedzili bowiem m.in. Etiopię, Sierra Leone czy Sudan. Każde z nich realizowało się w misjach humanitarnych, z fokusem na tragedie, które dotykały dzieci. W listopadzie zaś wybrali się razem do Pakistanu, gdzie pracowali nad usuwaniem szkód po trzęsieniu ziemi. I znów – dostaliśmy tak mocno wyczekiwane wspólne zdjęcia, ale nie było migdalenia się, trzymania za ręce. Było działanie w słusznej sprawie. Pracowałem w tabloidzie, mogę się tylko domyślać, jak mocno dziennikarzy świerzbiły ręce, by wysmarować teksty o tym, jak Angelina leje w sypialni Brada po pysku czy w stroju S&M podaje mu śniadanie. Wszystko na bazie tego, jaka była KIEDYŚ. Ale to już nikogo nie jarało, bo wszyscy chcieli wiedzieć, jaka jest TERAZ. A panna Jolie umiejętnie podsuwała kolejne tropy, w razie gdyby ktoś miał wątpliwości.

Ostatnie miesiące ciąży Angeliny to przeprowadzka do Namibii – oficjalnie po to, by uniknąć zainteresowania paparazzi i zwrócić uwagę świata na tę zapomnianą i niezwykle biedną część świata.Pierwsze zdjęcia ich nowonarodzonej córki zostały sprzedane magazynowi People za, bagatela, 7 milionów dolarów. Fotografia zaprezentowana na okładce daleka jest od wystylizowanej sesji, którą zazwyczaj przy takich okazjach fundują nam celebrytki. Pierwsze skrzypce gra dziecko, obok widzimy szczęśliwe twarze rodziców. Oczywiście, wpływy ze zdjęć zostają przekazane na cele charytatywne, co w Hollywood szybko staje się nowym trendem. Para nie oddała jednak zdjęć tylko za pieniądze – choć People szybko to zdementowało, eksperci nie mają wątpliwości, że Jolie i Pitt mieli też wpływ na ostateczny kształt layoutu magazynu i treści towarzyszące fotografiom. Próżno było tam szukać sformułowania „Brangelina” czy szczegółów dotyczących ich wspólnego pożycia. Celebrowano cud życia, najbardziej oczekiwane dziecko w historii Hollywood. Percepcja opinii publicznej zmienia się jak po pstryknięciu palcem. „Byłam wściekła, że Brad rzucił Jennifer dla Angeliny, ale kiedy widzę te zdjęcia, nie mogę się napatrzeć. Są tak piękną rodziną” – pisze do redakcji gazetek statystyczna amerykańska Halina.

brad2

Potem były kolejne adopcje i bliźniacza ciąża, kolejne okładki i zdjęcia paparazzi, na których widzieliśmy niezwykle piękną, oryginalną i nietradycyjną rodzinę, podróżującą po całym świecie, pomagającą innym. Kapitalny paradoks, bo ani Angelina, ani Brad, w przeciągu kilku lat praktycznie w ogóle nie wypowiadali się o swojej relacji czy rodzinie – wszystko mówiły zdjęcia. Te wyglądające na przypadkowe i bardziej wystudiowane. Opowiadały fascynującą opowieść o wielkiej miłości i spełnieniu marzeń o multikulturowej rodzinie. Wszystko na ich warunkach. Coś o tym wiem, bo kilka lat temu pracowałem w dużym polskim wydawnictwie, które kupiło prawa do zdjęć ze ślubu Angeliny i Brada i opublikowało je w swoim flagowym magazynie. Absolutnie wszystko miało swoje odgórne ustalenia – okładka, układ stron, dobór zdjęć. Takich przypadków można by przytaczać więcej, ale nie chcę was zanudzać, więc na deser zostawię tylko jeden.

brad

Dwa lata temu Angelina postanowiła ujawnić, że z uwagi na wysokie ryzyko zachorowania na  raka, poddała się podwójnej mastektomii. Nie zrobiła jednak tego na okładce People. Prasa brukowa kocha takie historie, robi z tego melodramat, prywatną tragedię gwiazdy, a sensacyjny ton jest nieunikniony. I zdaniem Jolie – zupełnie niepotrzebny. Artykuł autorstwa gwiazdy, w którym wyjaśnia swoją motywację i chce uświadomić kobiety na całym świecie, że nawet w przypadku ryzyka tak ciężkiej choroby, mają wybór, został opublikowany na łamach prestiżowego New York Times. Tutaj narracja jest totalnie inna. Surowa, tym razem bez podkręcania emocji zdjęciami. Zostaje tylko informacja i przekaz. Nikt nawet nie odważy się pomyśleć, że powiedziała za dużo, że to autopromocja. To jest coś, czego polskie gwiazdy powinny się nauczyć – powiedzieć można naprawdę wszystko, ale w odpowiednim miejscu i czasie. Nie wiem, czy aż tyle refleksji poświęciła na to np. Agnieszka Szulim, ale podejrzewam, że tak. Aga wyznała na łamach PANI,  eleganckiego magazynu, że kilka lat temu poroniła. Wielokrotnie atakowano ją za publiczne deklaracje o „niechęci” do posiadania dzieci, w tym czasie udzieliła kilkunastu wywiadów i mogła się obronić traumą z przeszłości w Gali czy innym kolorowym pisemku. Nie, wybrała poważną (jak na rodzime standardy) publikację z klasą, daleką od celebryckich podniet i sensacji. I brawo za to, choć znów – do amerykańskich standardów medialnej roztropności jest nam daleko. Dosłownie w tym samym czasie aktorka Ashley Williams poruszyła tę samą tematykę w długim eseju dla specjalistycznego medium.com, wzbudzając momentalnie dyskusję o tabu, które okryło temat poronień. Liczę więc, że za kilka lat i u nas tak dramatyczne wyznania dostarczą nie tylko nagłówków i odsłon, ale i sprowokują do refleksji i rozmowy. Bo od tego też mamy gwiazdy i osoby publiczne.

Wracając do meritum – oczywiście, ktoś zaraz powie, że mimo wszystko z tej Angeliny to chujowa manipulatorka, bo nie potrafiła jakoś zablokować publikacji o jej problemach ze zdrowiem czy kontrowersjach wokół wychowywania Shiloh, która bardziej przypomina uroczego chłopca niż córkę najpiękniejszej pary świata. NIKT nie jest w stanie zatrzymać walca, jakim jest prasa tabloidowa. Można go tylko kierować na odpowiednie tory i zawsze mieć w zanadrzu coś, co zainteresuje ich bardziej – kolejne piękne zdjęcia, nagrody za działalność charytatywną i tak dalej, i tak dalej. Absolutnie nie uważam, żeby Angelina i Brad „pomagali światu” z tak pustych pobudek. Ale tak działających gwiazd jest wiele, nie wszystkie jednak dbają o to, aby zostało to odpowiednio nagłośnione i przedstawione w mediach.

Doświadczenie Angeliny w prowadzeniu medialnych rozgrywek pozwala przypuszczać, że również i rozwód oraz batalia o prawo do opieki nad dziećmi zostanie rozegrane na jej zasadach. Brad jest już trochę na straconej pozycji, bo za kilka miesięcy do kina wchodzi jego film, w dodatku z aktorką, z którą podejrzewa się go o romans. Historia w tym przypadku zatoczy koło – on będzie się wzbraniał od tłumaczeń, a Angie opowie swoją historię zdjęciami samotnej matki, która poświęciła miłość życia, by zapewnić bezpieczeństwo i spokojne dzieciństwo szóstce dzieci. Zobaczycie, Grabari prorok tak mówi i możemy się założyć o piątaka czy coś. Choć najbardziej bym chciał, żeby się jednak zeszli, bo takiego twistu tej historii trzeba. Ale to już ogarnie Angelina, karty są teraz w jej rękach.

PS. Żeby nie było, że jestem taki mądry sam z siebie – wiedzę w tym temacie i obserwacje z ostatniej dekady, bo śledzę Angelinę z zapartym tchem, pomogły mi usystematyzować artykuły z Buzzfeed i New York Post, do których lektury również zachęcam.

3 Comments on “Angelina Jolie królową medialnych gierek. Rozwód też rozegra po mistrzowsku

  1. Trochę nie na temat ale gdzieś muszę to napisać 😀 przeglądałam zdjęcia ze zlotu fanów Dody w Glamie i odkryłam, że mamy wspólne zdjęcie (nieważne, że stoimy po dwóch stronach klubu z milionem ludzi pomiędzy nami). Aaaa! My life is complete now! 😀 Serdeczne pozdrowienia i dużo całusów dla Ciebie! 🙂 Uwielbiam Cię i mam nadzieję że gdzieś kiedyś na Ciebie wpadnę i Cię wyściskam:D

    • Zlot w Glamie??? Uuu, miałem wtedy ledwie 24 lata, piękna pamiątka 😀 zapraszam do ściskania przy najbliższej okazji i dziękuję za miłe słowo! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *