8 rzeczy, których polski show-biz powinien nauczyć się od amerykańskiego

Nie do końca wiem, czy uczą tego w szkołach, ale kolebką show-biznesu są Stany Zjednoczone. Ameryka to kuźnia gwiazd, nowinek, skandali i czego tylko dusza zapragnie. Oczywiście, nasz rodzimy grajdołek jest lata świetlne za Hollywood i raczej nigdy go nie dogonimy, bo u nas po prostu nie obraca się takim hajsem, ale… możemy się przecież czegoś od kolegów i koleżanek zza wielkiej wody nauczyć.

1. Celebryta nie jest brzydkim słowem. W Stanach „celebrity” to termin neutralny i bardzo ogólny, nie ma pejoratywnego nacechowania, a tak nazwana np. Meryl Streep  nie rzuca się w spazmach wściekłości po czerwonym dywanie. U nas niektóre gwiazdy są na to bardzo uczulone, bo dla nich celebrytka to jakaś pinda pozująca z butem albo, nie daj boże, bezrobotna w pożyczonej sukience.

rihanna-gif-sassy-whatever

2. Menadżer gwiazdy potrafi mówić i pisać. Mało tego, czasami jest nawet postacią medialną i nikt nie wysyła mu z tego powodu w nocy faksu, że powinna wpisać się na listę oczekujących w Urzędzie Pracy (Maja Sablewska 2011, pamiętamy). Na Zachodzie współpraca między mediami a agentami gwiazd jest kluczowa, tzw. spokeperson jest na każde zawołanie gazet i telewizji, nawet jeśli zapytanie jest sprawą dość wrażliwą. W Polsce takich menadżerów/agentów jest wciąż niewielu, każdy drażliwy temat zbywany jest „bez komentarza”, bez najmniejszej chęci współpracy. Tak się nie robi dziubaski!

20130829-203041-127-293

3. Autoryzacja wywiadów to relikt przeszłości. Powiedzieć, że chuj mnie strzela jak ktoś prosi o autoryzację to mało. Ja wiem, że wszyscy myślą, że jak pracuję w Fakcie to wypowiedź „Lubię zielony kwiaty” umieszczę w gazecie z nagłówkiem „Lubię ujarać się zielskiem jak dzikus”, ale nie do końca tak jest. Autoryzacja, w której ktoś poprawi stylistykę wypowiedzi i tak dalej to w sumie żadna zmora, ale wyrzucanie kluczowych czasami kwestii to już spotkanie ze ścianą. Ekstremalne przypadki będą kończyć się w przyszłości tak, jak zrobił to jeden z periodyków z totalnie napisanym od nowa wywiadem z Mają Hyży. W Stanach nawet największe gwiazdy nie autoryzują swoich wywiadów (minus Beyonce, ale ona jest psychiczna) i to z bardzo prostego powodu: wiedzą co mówią i jaką wagę mają ich słowa.

janet_madonna02

4. Tabloidy to część medialnej rzeczywistości. W Polsce lubi się mieszać je z błotem, obrażać, procesować się o najmniejszą głupotę. Czasami słusznie, nie oszukujmy się. A teraz spójrzmy na USA: procesy tam są rzadkością, w skrajnie ekstremalnych przypadkach. Celebryci wiedzą doskonale, że nie ma czegoś takiego jak zła prasa, byle nie przekręcili nazwiska. Grunt to przekuć nawet niezbyt przyjemną sytuację w sukces. Swoją drogą, zazdroszczę fantazji swoim kolegom po fachu. Jedna z najznamienitszych okładek, która ujrzała światło dzienne w ostatnich 12 miesiącach u nas by nie przeszła. Same man = Justin Bieber. Doskonałe!

Life-and-Style-Magazine

5. Coming out to nie koniec kariery. Amerykańskie szafy z gejami i lesbijkami bardzo powoli, ale jednak, małymi krokami się trochę luzują. I wychodzą z nich naprawdę duże nazwiska! Neil Patrick Harris, Ellen Page, Ricky Martin czy Anderson Cooper to przecież potęgi w swoich branżach. To wciąż tabu, ale idzie to w dobrym kierunku. Amerykańscy aktorzy czy piosenkarze hetero nie mają też oporów, żeby pokazywać się w mocno seksownych sesjach na łamach gejowskich magazynów. W Polsce – szkoda gadać. Nie oczekuję od debiutantów, że będą ogłaszać wszem i wobec, że lubią usiąść nie tylko na krześle, ale jest parę osób, których ujawnienie się nie skutkowałoby końcem kariery. Młodzież bijąca się ze swoją odmiennością chciałaby mieć swoich role models. Już w imię deszczu 😉 jeden z drugim mogliby porzucić maskę wiecznych samotników albo, o zgrozo, entuzjastów clitoris. Istnieją zdjęcia sławnych panów ze swoimi drugimi połówkami, ale potem tyle kłótni i procesów by było, że nawet Fakt napisze, że to tylko koledzy…

geje

6. Poczucie humoru to skarb. Ostatnie badania ekspertów wykazały, że pośladki polskich celebrytów są 73% bardziej spięte niż u ich amerykańskich kolegów. Oni potrafią żartować ze wszystkiego. Biało-czerwoni powtarzają, że mają ogromny dystans, a spróbuj tylko lekko im pocisnąć i puścić oczko to morda będzie oklepana. Przynajmniej przez telefon.

britney-spears-x-factor-funny-confused

7. W show-bizie jest miejsce dla wszystkich. W Polsce panuje przeświadczenie, że bycie sławnym to jakiś awans społeczny zarezerwowany tylko dla wybranych. Oczywiście, mi się czasami też włos jeży, jak widzę nowe nabytki, ale prawda jest taka, że rynek jest duży. Za Oceanem są gwiazdy pierwszoligowe grające w ekstraklasie, a za nimi druga, trzecia, a nawet i czwarta liga. Jest jedna zasada: nie wchodzą sobie w drogę. W Warszawie jednak zdarzyło się, że Agnieszka Orzechowska pozowała na jednej ściance z Sonią Bohosiewicz. To się nie godzi, tak nie można żyć.

01

 

8. Potrzebujemy swoich Kardashianek. Były Grycanki, ale temat okazał się trochę za ciężki na polskie warunki. Next!

tumblr_n00a3tU6vc1toieuwo1_500

12 Comments on “8 rzeczy, których polski show-biz powinien nauczyć się od amerykańskiego

  1. I read this post completely on the topic of the comparison of
    most recent and previous technologies, it’s remarkable article.

  2. I must say you have very interesting posts here. Your website should go viral.

    You need initial boost only. How to get it? Search for: Etorofer’s strategies

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *