Kulisy pokazu Jemioła czyli pośladki Frąckowiak, bitwa o gifty i sekretne after party

1

Dzisiaj będzie krótko, bo trochę przegiąłem z alko na afterze (o czym później) i mój potencjał intelektualny leży gdzieś na wysokości snapów Deynn. W ostatni wtorek odbył się kolejny pokaz Łukasza Jemioła. Piszę kolejny, bo z tą regularnością pokazów nie jest ostatnio na polskim podwórku najlepiej – głównie przez zbyt duże nakłady finansowe, które nie zawsze się zwracają. Łukasz natomiast najwyraźniej z tym problemów nie ma, więc brawo on! Prezentację kolekcji „Hunted” (chyba sam sobie wymyśliłem tę nazwę, ale zostańmy przy niej dla względów formalnych) zorganizowano w Praskiej Drukarni i jak to przy okazji projektantów znanych i lubianych, nie zabrakło gwiazd.

Na imprezie zameldowały się wszystkie muzy i koleżanki projektanta, ale show skradła Magdalena Frąckowiak, która pojawiła się w bardzo skąpym komplecie (notabene pochodzącym prosto z panterkowego wybiegu) i z gracją żywiołowej Włoszki pozowała fotografom. A że ma co pokazać to dzisiaj jej kształtny biust i pupa są ozdobą wszystkich możliwych portali plotkarskich. Ale ja to kocham! Bo jak się ma co pokazać, to trzeba czasem zaświecić ciałem i hejterzy fuck off. Magda w ogóle jest ostatnio jedną z moich show-bizowych faworytek, a wszystko za sprawą jej konta na Instagramie, gdzie publikuje mnóstwo zdjęć i filmików udowadniających, że jest niezłą krejzolką. Oczywiście nie mogłem sobie podarować i zrobiłem z nią wywiad, podczas którego poruszyłem ważną dla ludzkości kwestię jej biustu, który zobaczyliśmy niedawno w pełnej okazałości. „Po tej fotce odezwali się do mnie wszyscy eks” – wyznała. PREACH SISTER, TITS OUT!

Atmosfera na pokazach Jemioła jest zazwyczaj bardzo rodzinna, idzie to mocno w stronę imprez Kupisza czyli spuszczamy powietrze, nadęcie zostaje w domu i jest po prostu przyjemnie. Podobnie było wczoraj, choć jak zwykle zabłądziło tam kilka plebejuszek, które tuż po zakończeniu pokazu rzuciły się z impetem na torby z giftami. Toreb były dwa rodzaje, w jednej VIP-owskiej zapakowano jakieś cudawianki, w drugiej zaś klasyczna podjeba czyli trzy kilogramy makulatury. Rozpoczął się więc proces szybkiego przepakowywania, bo nie wszyscy przyszli, niektórzy zapomnieli zabrać, no generalnie różne historie z jednym finałem – DARMO TO TRZEBA BRAĆ KURYYYYWA! Smutny widok, no ale gifthunterki zadowolone.

Jeszcze z rzeczy bieżących: Karolina Szostak jest już tak chuda i wylaszczona, że jeszcze kilogram w dół i błysk flesza będzie ją przewracał. Małgosia Socha ostatnio podpija chyba jakiś cudowny nektar z fontanny młodości, bo cytując klasyka, „she looks 19”. Dzięki mojemu koledze Patrykowi Chilewiczowi dominującym tematem w kuluarach były nagie zdjęcia pewnego gwiazdora, na których pręży członka oraz swoją wygoloną rozetę. Każdy chciał wiedzieć kto, czy fajne, czy ładne. I jak tu nie pić?!

A skoro o piciu mowa… Oficjalne after party po pokazie odbywało się w klubie Charlie, który jest mekką bogactwa, bogactwa oraz bogactwa. W ciemnych zaułkach ukrywały się największe tuzy polskiego show-biznesu. Ja ze znajomymi ukrywałem się przy barze, gdzie przystojny kolega naszej koleżanki-dziennikarki obdarowywał nas drinkami. Tak trzeba żyć, więc ostatecznie wylądowaliśmy na gejowskim karaoke, gdzie pojęcie przedawkowania alkoholu zostało rozszerzone o definicję „jeden szot za daleko”. I znów posiłkując się hasłami z internetowych memów – „umarłam, ale kurwa żyję!”.

Na koniec kilka fotografii, wyszedłem trochę z wprawy, ale powoli wracam do rytmu, więc oglądajcie w zachwycie bądź nie.

PS. Nowa kolekcja super, chcę te prześwity i cętki w wersji męskiej też! Łukasz, pls.

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here