Przestańcie obrażać kobiety… O Lewandowskiej i jej brzuchu słów kilka – www.grabari.pl

12

 

Coś czuję, że każdą notkę będę teraz rozpoczynał od „dawno mnie tutaj nie było”, ale prawda jest taka, że wpadłem w jakiś monstrualny wir pracy, w międzyczasie zaliczyłem przeprowadzkę i generalnie jakoś ciężko mi ostatnio zebrać myśli. Są jednak pewne sprawy, których przemilczeć nie mogę. Nie wiem, czy słyszeliście, ale kilka tygodni temu swoje pierwsze dziecko urodziła Ania Lewandowska. Wpadliście gdzieś na to info? No kurwa, oczywiście, że tak, bo polskie media, włączając w to mojego pracodawcę, dostały na punkcie Lewej informacyjnego rozwolnienia i jedyną osobą na świecie, która nie zabrała w tej sprawie głosu, jest papież Franciszek, ale żebyście się nie zdziwili – nie było jeszcze chrztu Klary. Oczywiście, jako osoba niezwykle inteligentna, obdarzona fantastycznym zmysłem przewidywania i znająca na wylot mechanizmy rządzące show-biznesem, wszystko to absolutnie przewidziałem. Miałem jednak jakiś nadzwyczajny przypływ wiary w ludzkość i nie wziąłem pod uwagę tego, że tak jak mocno będziemy to przeżywać, to jeszcze przecież Anka zostanie po polsku rozjechana za to, że… No właśnie, za co?

Nie będę silił się tutaj na jakieś przesadne zachwyty, bo nigdy do fanów Anny nie należałem. Mam jakiś wewnętrzny ból dupy na postacie, które trafiają na medialny piedestał tylko dlatego, że są czyjąś żoną, ciocią czy koleżanką. No mam i tyle, nic na to nie poradzę. Tutaj trudno trochę z tym dyskutować, bo jej partnerem jest najlepszy polski piłkarz w historii, więc generalnie, czy chciałaby czy nie, ciężko byłoby jej pozostać anonimową. Od początku więc na Lewandowską kręciłem nosem, a miarka przebrała się, gdy opublikowała w Tłusty Czwartek przepis na… pączki z batatów. Pomyślałem, że ta kobieta nie ma już żadnych świętości.  Ale jednak, udało się jej zrobić coś dużo gorszego. Cztery tygodnie po porodzie miała już płaski brzuch. Tego było już za wiele. Dla wszystkich. Matek, feministek, pielęgniarek, ministrantów i poetów. Jak ona śmiała?! Ruszyła lawina postów, odezw i oświadczeń, w których zgodnie, po kolei, każdy musiał jej dojebać, bo idealna figura trenerki fitness w tak krótkim czasie to przecież skandal i chora presja wymierzona w „normalne” kobiety, których ciała są naznaczone ciążą jeszcze długo po rozwiązaniu. To plus standardowe żale, że jest bogata, że pewnie zatrudniła czternaście nianiek i jest wyrodną matką, bo strzela selfie zamiast zająć się dzieckiem. Z komentarzy internautów jasno wynika, że Klara prawdopodobnie nabawiła się już choroby sierocej, a rodziców widuje tylko na Instagramie.

Generalnie, da się to jakoś podciągnąć pod zjawisko zatytułowane najprościej „gównoburza w internecie”. Jest tylko jeden zasadniczy problem. Nagonka na Lewandowską obraża – samą Ankę, ale i kobiety w ogóle. Dlaczego te wszystkie mądre głowy uważają, że kobiety są tak głupie, że widok szczupłej, świeżo upieczonej mamy wywoła u nich depresję, nawrót baby bluesa i atak niezdrowych emocji? Dlaczego nikt nie dopuszcza myśli, że Polki to racjonalnie myślące babki, które mają na tyle oleju w głowie, że zdjęcie trenerki prezentującej płaski brzuch po porodzie to po prostu ostateczny dowód na to, że jej ćwiczenia działają i potrafią zabezpieczyć kobiece ciało nawet podczas tak ekstremalnych zmian jak ciąża i poród? Gdyby tylko na tym brzuchu Lewej ktoś dojrzał gram tłuszczu, to czy nie podważałoby to jej kompetencji jako sportsmenki? No, tak na chłopski rozum. I ta pretensja, że ma drogie wózki czy markowe ciuchy. Na boga, nie wymagajmy od ludzi bogatych, żeby zapierdalali w sandałkach Matki Teresy z Kalkuty. Nie jestem fanem dziewczyny, ale obserwuję ją bacznie i naprawdę, strzela się do niej od dłuższego czasu na ślepo i bez sensu. Jakiś czas temu podpadła, bo zachęcała do wpłat na leczenie chorej koleżanki. „Przecież możesz sama wpłacić całość!” krzyczeli internetowi filantropi. Czy my naprawdę jesteśmy tak głupi i nie rozumiemy, że idea dobroczynności nie polega na tym, żeby wjechał milioner na złotym koniu i jednym przelewem rozwiązał sprawę? To praca grupowa, to nawyk, którzy trzeba zaszczepić nawet w tych, którzy teoretycznie sami niewiele mogą wysupłać z portfela. Bo siła jest w kolektywie, a nie pojedynczych strzałach solistów.

I jak tu wierzyć w babską solidarność, skoro w takich sytuacjach wychodzi na to, że po czarnym proteście te parasolki to najchętniej włożyłybyście koleżance w oko? Wierzę, że Polki to mądre istoty, udowodniły to wielokrotnie. Dlatego wszystkich tych, którzy uzurpują sobie prawo do bycia jakimś dziwnym głosem ich sumień, proszę o jedno – nie obrażajcie, zarówno kobiet, jak i samej Lewandowskiej. Tyle ode mnie, dajmy jej już spokój. Jestem obecnie w czwartym miesiącu ciąży spożywczej i mam nadzieję, że po rozwiązaniu też będę miał taki brzuch jak Lewandowska.

12 KOMENTARZE

  1. W sedno. Do fanek Ani nie należę, ale nie rozumiem za co ona tymi pomyjami jest oblewana. Ma swoją karierę, miała zanim została Panią Lewandowską. Dosłownie strzelają do niej ślepakami. ” Strong women elevate each other, they don’t bring each other down”

  2. Bo kobiety są okrutne dla siebie
    To nie chodzi o Anie (która swoją drogą jest wieloletnią medalistka sportowa i medialnie jest znana z bycia żona Lewego bo media nie mają coś motywacji żeby dokopac się do informacji ile ona osiągala przed tym jak związała się z Robertem), tylko o to że baby są zwyczajnie wredne i doskonale wiedzą czym drugiej dojebac. Teksty o „jesteś sobie winna bo miałaś ta kiecke” do kobiet zgwałconych to teksty kobiet w dużej mierze które wydawać by się mogło powinny lepiej niż inni rozumieć jak to jest być obiektem seksualnym a nie człowiekiem.