Czy elektronika może mieć duszę?

1

Jeśli ktoś regularnie tutaj zagląda, wie doskonale, że nie ukrywam się ze swoją sympatią do Reni Jusis. Sentyment do artystów, których muzyka była ścieżką dźwiękową w czasach, gdy w nastoletnim życiu wszystko dzieje się po raz pierwszy, nie przemija chyba nigdy. Nie lubię jednak żyć tylko wspomnieniami, czekałem więc na coś nowego od Reni, co spełni analogiczną funkcję za kolejnych 10 lat. Wydany w 2016 roku „Bang” spełnił to życzenie, ale tylko częściowo – zaspokoił głód na elektroniczną Reni, ale manifestował jej zupełnie inną stronę. Ta bardziej uczuciowa i refleksyjna schowała się za eksperymentalnymi dźwiękami, a teksty o miłości wyparły bardziej przyziemne manifesty. Dlatego wizja roztaczana przez Reni w naszym wywiadzie sprzed kilku miesięcy, w którym zapowiedziała, że na nowej płycie wraca do tego, za co tak bardzo ją kochamy, podekscytowała mnie straszliwie. W rozmowie padło jednak stwierdzenie wysoce niebezpieczne – że „Ćma” ma być czymś w rodzaju hybrydy „Bang” i kultowej już „Trans-misji”. Niebezpieczne, bo to deklaracja, która niosła za sobą ogromne oczekiwania. Album ukazał się właśnie w sklepach i na serwisach streamingowym, więc w końcu możemy te oczekiwania skonfrontować z rzeczywistością.
 
To nie będzie długa recenzja. Z bardzo prostego powodu – o rzeczach dobrych nie ma się co przesadnie rozpisywać. Nie ma co tracić czasu na czyjąś pisaninę, trzeba po prostu tego posłuchać! „Ćma” nie pozostawia złudzeń, że Reni jest w naszym kraju jedyną słuszną królową gatunku i nikt tak pięknie nie potrafi tchnąć w elektronikę duszy, jak właśnie ona. Bogactwo dźwięków zachwyca od otwierającego, mocno baśniowego „Tyyyle miłości”, na dyskotekowej recytacji Jakuba Gierszała w „Jeżeli porcelana to wyłącznie taka” kończąc. Nie wiem, co składa się na sekretną recepturę Reni, ale posiadła ona niezwykłą umiejętność śpiewania o miłości w sposób prosty, ale nie prostacki. Dziewczęcy i jednocześnie kobiecy. Nie jest już podlotkiem, potrafi jednak uchwycić ten moment, kiedy każde, nawet już nienastoletnie serce, bije dla kogoś bez opamiętania.
 
Miłość, choć tematem przewodnim, nie jest jedyną kwestią, nad którą w swoich tekstach pochyla się Reni. Mamy tu ukłon w stronę tęczowej części publiczności w utworze „Aureola”, przesyt życiem przeliczanym na lajki i followersów w „Zabierz mnie na pustynię bez postów”, a nawet kawałek, który lubię nazywać „Matka wychodzi z domu walczyć” czyli mocno feministyczna „Święta Wojna”. Jeśli miałbym pobawić się w typowanie kolejnego singla, to zdecydowanie postawiłbym na „Bez Filtra”, idealnie skrojony manifest na czasy, w których wszystkie niedoskonałości przykrywamy Photoshopem.
 
„Ćma” to pozycja obowiązkowa dla każdego, kto przy muzie elektronicznej chce nie tylko potupać nóżką, ale czasami i przystanąć na chwilę w zadumie. Wiem, że się powtarzam, ale to jest właśnie ta opcja, w której krążek brzmi i nowocześnie, i nostalgicznie. Warto więc zanurzyć się w tej krainie dźwięków i sobie odlecieć gdzieś daleko. POLECAM to za mało powiedziane. Ja NALEGAM, żebyście przesłuchali tę płytę. 
 

 

1 KOMENTARZ

  1. Swietny tekst!
    A jestem ciekaw jak Ty odbierasz utwor Aureola? Tzn o czym wedlug Ciebie jest? Mozna go roznie interpretowac..

    Tak w ogole ta jesien jest bardzo chojna dla polskiej muzyki, nowa plyta od Reni, a w pazdzierniku od Nosowskiej i Chylinskiej 🙂

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here