Dziewczyny, w górę biusty – dzisiaj dzień rozpusty! Flesz Fashion Night 2017

4

flesz

Chyba jest jakieś niskie ciśnienie, bo nie miałem weny na żaden ciekawy i zachęcający do kliknięcia tytuł, więc postawiłem na losowo wybrane powiedzonko mojej babci. Marianna pracowała kiedyś w banku, a jak wiadomo, to właśnie tam rodzą się największe biurowe niecnoty i podejrzewam, że tytułowe hasło przyniosła do domu właśnie stamtąd. Ja z kolei zabieram je na salony, a konkretnie na wtorkową galę Flesz Fashion Night.

W show-biznesie strasznie lubimy organizować eventy i pałować się, że oto właśnie uczestniczymy w „polskich Oscarach”, „polskiej MET Gali” i tym podobnych, a prawda ostatecznie jest taka, że z tych wszystkich przymiotów ostaje się jedynie „polski” czyli biedniejszy. Istnieje szansa, iż sytuacja się niebawem zmieni, bo biliard złotych reparacji wojennych wypłaconych nam przez Niemców z pewnością wspomoże również i medialny światek, ale póki co budżety pozostają niezmienne, a imprezy odbywają się na warszawskiej Pradze. Sztuka polega na tym, żeby i tak mimo przeciwności zrobić to dobrze. Flesz Fashion Night to impreza mająca już dość długą jak na nasze warunki tradycję i tegoroczna edycja, dla mnie czwarta z rzędu, wypadła najlepiej z dotychczasowych.  Nikt tutaj nie kombinował na siłę i zrobił po prostu porządny event.

Na lokalizację wybrano Praską Drukarnię, która jest dość wdzięczna przestrzenią, bo pozwala wydzielić strefy na pozowanki na ściance, część główną z wybiegiem i after party. Nie brzmi to zbyt odkrywczo, ale na większości tego typu wydarzeń wciąż jest z tym problem. Główną atrakcją wieczoru był wspólny pokaz mody, podczas którego zaprezentowało się dziesięciu najpopularniejszych projektantów i projektantek. Każdemu z nich towarzyszyła muza-gwiazda i tak np. La Manię reprezentowała Agnieszka Woźniak-Starak, Lidię Kalitę śliczna Natalia Szroeder, a duet Paprocki & Brzozowski złocista Maja Sablewska. MMC z kolei postawiło odważnie na Jessicę Mercedes i to był jeden z tych strzałów w dziesiątkę, bo Jess w eleganckiej sukni wyglądała, z braku lepszego słowa, zajebiście. Sam pokaz cieszył oko, głównie z uwagi na efektowną scenografię (której nie udało mi się uchwycić aparatem, bo jako przedstawiciel plebsu motałem się gdzieś z tyłu) i dramatyczną oprawę muzyczną.

No ale wiecie dobrze, że to co najciekawsze to nie na wybiegu, a za tzw. kulisami imprezy, gdzie panowała mocno luźna atmosfera, a tematów sprzyjających wymianie gorących plotek nie brakowało. Sporo emocji w kuluarach wzbudziło pojawienie się nowego Mistera Polski, pięknego i powabnego Jakuba Kucnera, bo jak się okazało, jego zwycięstwo nie wszystkim się spodobało, a o samym werdykcie krąży już kilka niecnych teorii spiskowych. Nie będę ich powtarzał, ale z tego co zarejestrowała moja małżowina uszna, wiele na ten temat do powiedzenia w rozmowie z Pudelkiem miał Krzysztof Gojdź. Mnie łatwo kupić – wystarczy być przystojnym i postować półnagie fotki na Instagramie, więc Jakub ma ode mnie dożywotni immunitet i ja w żadne plotki nie uwierzę.

Aurę luksusu i bogactwa roztaczała wokół siebie Agnieszka Woźniak-Starak, co w zasadzie udałoby się już tylko dzięki wdzianku od La Manii, ale efektu przepychu w jej przypadku dopełniała czuwająca nad jej wyglądem ekipa. Jeśli mnie moje ślepawe już oko nie myliło, to Aga zameldowała się z menadżerką, makijażystką, fryzjerem i dwoma niezidentyfikowanymi co do funkcji asystentkami, ale może po prostu dziewczyny kręciły się wokół niej, bo liczyły, że z peleryny wypadną jej jakieś drobne 500 złotowe banknoty.

Ja swoje medialne obowiązki traktowałem wczoraj bardzo poważnie i starannie, ale i mnie dopadła fizjologia i na chwilę musiałem udać się do ukrytych w piwniczkach toalet. Stoję sobie elegancko przy pisuarze w rękach dzierżąc królewski klejnot i nagle słyszę łomot, jakby stado antylop z Króla Lwa przebiegło mi nad głową, krzyki, piski i płacz. Myślę sobie jezu najsłodszy, albo komuś puścił botoks albo Kasia Zielińska zaczęła rodzić. Biegiem na górę, a to Joanna Krupa wpadła jako ostatnia na czerwony dywan. Ona ma coś takiego w sobie, że za każdym razem jak się pojawia, to wśród paparazzich i gości następuje totalny szał cipy. To chyba ten Hollywood Glow… A skoro już przy chwaleniu jestem, to muszę przyznać, że Agnieszka Kaczorowska się wczoraj tak odbożeniowiła, że to jest szok. Super teraz wygląda i niech trzyma ten kierunek tak mocno jak słabość do starszych od siebie mężczyzn.

Organizatorzy najlepsze zostawili jednak na koniec. Po pokazie zaproszono bowiem wszystkich na koncert Natalii Kukulskiej, która jest absolutnym sztosem i gdybym miał 14 lat to po jej występie napisałbym na Facebooku krótką recenzję pt. „Rozjebała”. A że mam trochę więcej i jakiś czas temu byłem na jej recitalu w Stodole, to w ogóle mnie to nie zaskoczyło. Być może komercyjny szczyt jej kariery przypadał na czasy „Im więcej ciebie tym mniej”, ale jako artystka nigdy nie była lepsza niż teraz. Muzyka, wokal, stylówa – tu nie ma żadnych pytań, jest tylko odpowiedź od publiczności w postaci kompletnego uwielbienia. Emocje udzieliły się samej Natalii, bo tak tańcowała na scenie, że okazały but w stylu Baby Spice (w wersji goth) musiał pożegnać się z podeszwą. I ja to szanuję!

Przy okazji obiecuję, że relacje z eventów wrócą na stałe, bo ostatnio trochę się z tym opierdalałem, ale czas wrócić do starej i sprawdzonej formuły. Do zobaczenia!

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22

4 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here