W połowie kwietnia na rynku ukazała się długo oczekiwana płyta Reni Jusis, która po ponad dekadzie odpoczynku od muzyki elektronicznej postanowiła wrócić do swoich korzeni. Album „Bang” zdecydowanie sprostał nadziejom fanów, a swoje entuzjastyczne trzy grosze do całego pochodu świetnych recenzji krążka dorzuciłem tutaj. W minioną sobotę Reni zaprezentowała nowy materiał podczas koncertu H&M Królestwo, a mnie nie mogło na nim zabraknąć. Szczególnie, że spotkałem gwiazdę wieczór wcześniej na konsumpcji pysznych frytek nad Wisłą. Za to kocham Warszawę!
Nie będę się tutaj specjalnie rozpisywał i recenzował, a zamiast tego po prostu wypunktuję wszystko, co prowadzi do jednego słusznego wniosku: RENI RZĄDZI! No, to zaczynamy:
- Wokal. W zalewie niczym nie wyróżniających się głosów i stuningowanych w studiu wyjców, charakterystyczny wokal Reni to miód na moje uszy. Tę barwę poznaje się już po jednej nutce i nie ma monotonii, bo w trakcie koncertu gwiazda chętnie korzysta z gadżetów, które nakładają na jej wokal rozmaite efekty.
- Wygląd. Wiem, że to trochę seksistowskie, ale nie zapominajmy, że Reni to przecież mama dwójki dzieci, a figurę (mimo frytek!) ma nienaganną. Wciąż też lubi zaszaleć z kostiumami i niebanalnymi dodatkami, więc jest na co popatrzeć. Najbardziej kocham strój śmieciowej Buki, mistrzostwo świata.
- Poczucie humoru. Na samym początku występu ekipa Reni borykała się z problemami technicznymi i koncert musiano na chwilę przerwać. W tym czasie gwiazda wieczoru podeszła bliżej publiczności, zdjęła kamizelkę i rzekła słodkim głosem: „To może ja się teraz rozbiorę, żebyście się nie nudzili? To chyba zawsze działa?!”
- Umiejętności taneczne. Reni czuje muzykę całą sobą, więc na scenie proponuje całą paletę wygibasów i spontanicznych choreografii. Co więcej, to zaraźliwe i człowiek od razu zaczyna ruszać nóżką, podrygiwać i wyginać śmiało ciało. Kilka ruchów pożyczę na dyskoteki w Glamie, to pewne.
- Repertuar. Nowa płyta zdaje egzamin na żywo, a na deser Reni zawsze ma w zanadrzu swoje ponadczasowe przeboje dedykowane smutnym disco-singielkom czyli „Kiedyś cię znajdę” i „Nigdy ciebie nie zapomnę”.
- Nastawienie. Reni wychodzi na scenę dla publiczności i to czuć. Nie śpiewa dla siebie, nie uprawia scenicznej masturbacji, jest tam dla ciebie. Jeszcze w trakcie koncertu zapraszała wszystkich na oficjalne after party, a kontakt z fanami nie jest dla niej smutnym obowiązkiem. To lubię!
A na koniec zdjęcia. Nie było łatwo z łapaniem ostrości, bo Reni śmiga po scenie jak dzika łania, ale coś tam wyszło. Enjoy!






![Saszan: Nie mam problemu z tym, że mojej muzyki słuchają nastolatki [WYWIAD]](https://www.grabari.pl/wp-content/uploads/2018/11/saszanblog-218x150.jpg)






![Penis w erekcji, porządek w szafie i dobry humor. [NETFLIX REV01]](https://www.grabari.pl/wp-content/uploads/2019/01/netdlix-218x150.jpg)
![Nie środa dniem loda: Celebryci na wielkiej imprezie Magnum [FOTO]](https://www.grabari.pl/wp-content/uploads/2019/04/mainy-218x150.jpg)





![Nicki Minaj jako narratorka naszego życia [GIF FEST]](https://www.grabari.pl/wp-content/uploads/2019/01/maxresdefault-218x150.jpg)












![Szalone dziennikarki w akcji [VLOG]](https://www.grabari.pl/wp-content/uploads/2019/01/260624-218x150.jpg)




















Would love to forever get updated outstanding website!
To był rewelacyjny koncert. Ja widziałem Reni z godzinę przed koncertem, gdy czmychnęła do budynku Królestwa.
PS: Piosenka „Nigdy ciebie nie zapomnę” nosi tytuł „Jakby przez sen”.
Wiem, wiem, ale ludziom ten prawdziwy tytuł niewiele mówi 😉