Milov x Maffashion z klipem „No More” + przedpremierowy odsłuch albumu

0

 

Przebić się na polskim rynku muzycznym to rzecz niesłychanie trudna i powodem nie jest bynajmniej zbyt wysoki poziom najpopularniejszych wykonawców. Branża jest hermetyczna i bardzo niechętnie wpuszcza do szerszego obiegu nowe twarze, a prym pod tym względem wiodą największe stacje radiowe, które w kółko grają to samo. O tym, jak debiutanci starają się stworzyć materiał pod dyktando konkretnych rozgłośni można napisać książkę i nie skończy się na jednym tomie. W swoim krótkim życiu próbowałem bawić się w menadżerkę początkujących wokalistów i naocznie przekonałem się, że walenie głową w ścianę to umiejętność, którą powinien posiąść każdy aspirujący muzyk.

Od lat obserwuję też starania znajomych, którzy walczą o to, aby jednak ten mur głową (i głosem!) przebić. Jedną z takich osób jest Marina Milov, którą znam już blisko 5 lat i odkąd tylko pamiętam, przygotowywała materiał na swój debiutancki album. Możecie ją kojarzyć m.in. z Fabryki Gwiazd czy X-Factora. Po drodze trafiała na wiele przeszkód, ale upragniony moment właśnie nadszedł – krążek jest skończony, a w sieci zadebiutował teledysk promujący pierwszy singiel „No More”.

Główną rolę w klipie gra Maffashion, dla której nie jest to już pierwszyzna i ma na koncie kilka gościnnych ról w teledyskach. Julka to na pewno miły dla oka magnes, który przyciągnie widzów i pokaże wokalistkę odbiorcom, który normalnie pewnie nie mieliby szansy na nią trafić. Mi najbardziej do gustu przypadł bardzo dynamiczny montaż, bo najbardziej na świecie lubię ujęcia, które zmieniają się pod bit. A te szybkie cięcia czasami są piętnowane na rzecz dłuższych najazdów, które niepotrzebnie spowalniają tempo. Bardzo na plus! „No More” miało swoją oficjalną premierę w warszawskim klubie Capitol, gdzie była też kręcona część scen. Podczas imprezy odbył się krótki live act Mariny, a ja oprócz okupowania parkietu oraz baru nawet coś tam zdążyłem pogadać z dziewczynami o ich wspólnej pracy i nie tylko. Efekty poniżej:

Po starej znajomości miałem też okazję posłuchać całego albumu, którego premiera zaplanowana jest na jesień. I bardzo miło się zaskoczyłem! Głównie dlatego, że część utworów pamiętam jeszcze z czasów, gdy brzmienie Milov było mocno skupione wokół klubowych rytmów. Na finalnym materiale elektronika i dance również dominują, ale mają w końcu bardziej wysublimowany sznyt, daleki od  typowej łupanki. Trochę niezręcznie pisać o czymś, co dopiero usłyszycie, dlatego jeśli miałbym wskazać jakiś punkt odniesienia to byłoby to np. „Ghosttown” Adama Lamberta, choć gitar u Mariny za wiele nie usłyszymy. Pojawiły się za to ballady! Dziewczyna ma bardzo mocny głos, umie się wydrzeć i jej wokal jest bardzo agresywny, ale pokazuje też swoją delikatniejszą stronę. Nie są to klasyczne wyciskacze łez, wszystko podszyte jest mocnym bitem, ale jednocześnie jest gdzieś tam zaszczepiona nostalgia. Czyli jakby moje ulubione połączenie. Jeśli miałbym rzucać tytułami to zapiszcie sobie na pewno „Miss You” i „Waitin’ For You”.

Teraz tylko pozostaje czekać na premierę i przy sprzyjających wiatrach sporo tej muzy powinniśmy usłyszeć w klubach, bo jest pod to idealnie skrojona. Jestem pewien, że Marina wyruszy w jakieś zacne promo i pośpiewa na imprezach, a wszyscy będą mieli okazję pokręcić dupkami. Ja czekam!

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here